środa, 9 października 2013

Pocałunek

12.
...zdecydowałam się na strzelnice. Podeszliśmy do butki z pistoletami na wodę i zaczęliśmy celować w puszki z coli. Lou zrzucił więcej puszek więc był na prowadzeniu, próbowałam go jakoś rozproszyć. Zrzuciłam szybko torebkę z lady a on spojrzał się w kierunku lezącej torebki na ziemi i dzięki temu  stracił celność i mogłam go dogonić ( choć niezbyt dobrze celowałam bo się śmiałam) lecz on bardzo szybko mnie dogonił, nie chciałam mu dać za wygraną i skierowałam pistolet z wodą prosto na niego, gdy Louis poczuł pierwsze krople wody nie pozostał mi dłużny i też zaczął we mnie celować. Po pewnym czasie lania się wodą powiedziałam że się poddaje i zaprzestaliśmy wojnę. Gdy odłożyłam pistolet spojrzałam na siebie i zobaczyłam ze moja biała bluzka zaczyna prześwitywać. Było widać mój różowy koronkowy stanik, Lou to chyba zauważył bo wziął z lady swoja kurtkę i mi ją dał jednocześnie patrząc się na mój stanik (było to słodkie), od razu ją założyłam i zapięłam a reszty ciuchów nie miałam tak mokrych. Po ogarnięciu się poszliśmy do pokoju luster i gdy przejrzałam się w pierwszym lustrze nogi miałam tak krótkie że mój tułów łączył się ze stopami i gdy Lou to zobaczył to parsknął śmiechem. Przeglądaliśmy się w kolejnych lustrach które nas pogrubiały, rozciągały, powiększały, marszczyły, pomniejszały i wyszczuplały, strasznie się z siebie śmialiśmy. Gdy wyszliśmy z sali luster spojrzałam na godzinę w telefonie, była 15:54. Wtedy Louis złapał mnie za rękę i zapytał:
- Śpieszy ci się gdzieś?
- Nie - odpowiedziałam.
- To dobrze, jeszcze dużo atrakcji przed nami - puścił mi oczko - Jesteś głodna?
,,W sumie cały dzień nic nie jadłam..."
- Może trochę...
- Chcesz watę?
,,Mniam wata! Smak mojego dzieciństwa!"
- No pewnie! - krzyknęłam.
Podeszliśmy do stoiska z watą (były tam przeróżne kolory: białe, różowe, niebieskie, zielone a nawet tęczowe!) i po prostu wzięliśmy sobie po jednej ja miałam niebieską a Lou zieloną.  Gdy przechadzaliśmy się po wesołym miasteczku i jedliśmy watę, zauważyłam budkę do robienia zdjęć.
- Louis patrz, budka do robienia zdjęć! Chodźmy tam! - wskazałam palcem i pociągnęłam go za sobą.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy, zaczęliśmy robić różne głupie miny. Wychodząc z dość ciasnego pomieszczenia zabraliśmy już wywołane zdjęcia i schowaliśmy do kieszeni.
,,Ale super zdjęcia, powieszę je sobie w pokoju nad łóżkiem!"
- Chcesz iść na diabelski młyn?
- No nie wiem...mam lęk wysokości.
- Chodź będzie fajnie! Ze mną będziesz bezpieczna - zapewniał mnie.
Zgodziłam się (bo nie umiałam mu odmówić) i idąc w stronę młyna zauważyłam że już trochę się ściemniło. Wsiadłam do wagonika a za mną Louis, po chwili ruszyliśmy (,,Ciekawe kto to uruchomił?") i pojechaliśmy w górę a ja panicznie trzymałam się barierek.
-  Już dobrze, rozluźnij się, jest fajnie prawda? - uspokajał mnie.
W końcu się rozluźniłam i zaczęłam podziwiać widoki, było tak pięknie...miliony światełek świecących nad nami. Zrobiliśmy jedno okrążenie i drugie, cały czas wszystko podziwiałam byłam już całkiem rozluźniona i zapomniałam o moim lęku gdy w trakcie trzeciego okrążenia wagonik stanął na samej górze i zaczął się lekko kołysać. Szybko przywarłam do Louisa ( a może to był tylko pretekst żeby go przytulić?) zamknęłam oczy a on mnie objął. Poczułam się taka bezpieczna że rozluźniłam mój uchwyt.
- Otwórz oczy, zobacz jak jest pięknie - lecz tego nie zrobiłam - Zaufaj mi, nic złego ci się nie stanie, jestem tu.
Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam przed siebie, miasto wyglądało cudownie, te światła, ludzie podążający swoimi ścieszkami, auta śpieszące się w swoje strony. Było przepięknie! Siedziałam tak i wpatrywałam się w to wszystko dobre kilka minut. Po paru chwilach spojrzałam na Louisa, on przez cały ten czas przyglądał mi się. W tym momęcie bardzo pragnęłam żeby mnie pocałował. Patrzyłam w jego niebieskie oczy, wtedy się przysunął. Stykaliśmy się czołami, usta mieliśmy oddalone o kilka centymetrów, moje serce gwałtownie przyśpieszyło i biło jak oszalałe! Wtedy się pocałowaliśmy, pocałunek był namiętny i spokojny ale z czasem coraz bardziej się nakręcaliśmy, nie umieliśmy się od siebie odsunąć, przeczesałam jego włosy ręką a on objął mnie jeszcze mocniej. Wagonik ruszył i zatrzymał się na dole ale my nie zwróciliśmy na to uwagi. Chwile później odsunęliśmy się i spojrzeliśmy na siebie, Lou był trochę rozczochrany a ja miałam rumieńce, uśmiechnęliśmy się, było mi strasznie gorąco moja skóra płonęła. W końcu Lou wstał i podszedł do drzwiczek wagonika, otworzył je a ja wyszłam i zaczekałam na niego. Gdy szliśmy w stronę wyjścia, schodząc po schodach prawie się wywróciłam (moja niezdarność mnie nie zawiodła) ale Lou podtrzymał mnie i pomógł zejść. Cały czas była jeszcze podniecona z tego pocałunku. Resztę drogi szliśmy w milczeniu trzymając się za ręce. Wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy w stronę mojego domu. ,,To była moja najlepsza randka w życiu!!! No w sumie nie byłam na żadnej innej" - zachichotałam w myślach. Na miejscu zsiadłam i oddałam kask a Louis zapytał się:
- J jak się bawiłaś?
- Było wspaniale! Cieszę się że mnie zabrałeś - powiedziałam zalotnie.
- Ja też się cieszę...że się zgodziłaś. Uśmiechnęłam się szeroko a on wyjął z kieszeni małe prostokątne czarne zamszowe pudełeczko i podał mi je.
- To dla ciebie, otwórz.
- Dla mnie? Nie musiałeś. Teraz mi głupio...
- Dlaczego?
- Bo ja nic dla ciebie nie mam...
- Hmm, mnie nic nie potrzeba.
- Mnie tym bardziej - zachichotałam.
- Otworzysz to w końcu?
- Już.
W środku znajdował się przepiękny łańcuszek ze srebrnymi skrzydełkami połączonymi ze sobą. Był piękny!
- Wow! Jest śliczny!
- Cieszę się że ci się podoba.
Byłam taka szczęśliwa, ten dzień był cudowny! (Chociaż mogło się obejść bez tej rozmowy w bibliotece)
- Pomóc ci go założyć?
- Tak, pewnie.
Wyjęłam naszyjnik z pudełka i podałam Louisowi, odwróciłam się i odgarnęłam włosy a on mi go założył i zapiął. Odwróciłam się do niego.
- Było cudownie ale muszę już iść - i stanęłam na palcach by go pocałować a on swoją silną ręką przyciągnął mnie do siebie i odwzajemnił (dość długi) pocałunek. Po pewnym czasie usłyszałam dość głośne chrząkanie.
- Ekhm!
Szybko odsunęłam się od Lou (choć bardzo nie chciałam) i przerwałam całowanie. Odwróciłam się. Przy furtce mojego domu stała Alice z Amandą, spojrzałam na nie a one uśmiechnęły się szelmowsko a ja zarumieniłam się i spuściłam głowę w dół. Wtedy Lou podniósł moja brodę do góry i dał całusa.
- Do jutra Selly - powiedział i odpalił motor.
- Paa- pomachałam mu na pożegnanie trochę smutna gdyż nie chciałam żeby odjeżdżał.
Stałam tak chwile patrząc w stronę w którą odjechał. Gdy już go nie było widać Alice i Amanda podbiegły do mnie i zaczęły piszczeć.
- No Sell opowiadaj, wszystko po kolei, gdzie cię zabrał? Co robiliście? Fajnie było? Dobrze całuje? - Amanda i Alice zasypywały mnie tysiącami pytań.
- Chodźcie do środka, zrobię gorącą czekoladę i wszystko wam opowiem.
Dopiero idąc do domu uświadomiłam sobie że mam jeszcze na sobie kurtkę Louisa.