czwartek, 20 czerwca 2013

Nowa w szkole.

     Weekend zleciał bardzo szybko i milcząco. Taty nie było całą sobotę i niedziele a z mamą miałam ciche dni. 
Leżąc jeszcze w łóżku i rozmyślając, nagle usłyszałam budzik od telefonu. Wyłączyłam go i poszłam wsiąść prysznic. Przygotowana do szkoły i ubrana w rurki, balerinki i bluzkę na ramiączkach zeszłam na śniadanie do kuchni. gdzie była moja mama szykująca śniadanie.
- Dzień dobry mamo.
- Dzień dobry.
Usiadłyśmy do stołu i w milczeniu zjadłyśmy śniadanie. 
Gdy jechałyśmy autem do szkoły, patrzałam przez okno i widziałam innych uczniów idących w kierunku budynku. Gdy wysiadłam z auta skierowałam się w stronę drzwi mojej nowej szkoły. Weszłam przez drzwi i zobaczyłam masę moich rówieśników i nieznajomych twarzy. Gdy szłam korytarzem miałam wrażenie że wszyscy mnie obserwują. Zadzwonił dzwonek i skierowałam się w stronę klasy historycznej. Gdy weszłam do sali nikt się na mnie nie spojrzał, usiadłam więc sama w ostatniej ławce i zaczęłam słuchać nudnego referatu ma temat Jadwigi Jagiellonki. Rozglądając się po klasie zauważyłam jasną błąd czuprynę, nagle chłopak odwróciła się do mnie i rozpoznałam jego twarz - to był Niall. Podchwycił mój wzrok i uśmiechną się do mnie. Gdy zadzwonił dzwonek spakowałam się i wyszłam na przerwę. Idąc korytarzem nagle ktoś poklepał mnie w ramie, odwróciłam się i zobaczyłam roześmiana buźkę Niall`a.
- Więc...chodzisz do mojej klasy, co? - zaczął rozmowę.
- Na to wygląda.
- Wiesz co mamy następne? 
- Yhm...chyba biologie.
- No tak, wiesz gdzie jest sala?
- Tak, spokojnie trafie.
- Aham.
Odwróciłam się i poszłam dalej korytarzem szukając swojej szafki.
,,Jeju, ale ta rozmowa była drętwa." Zaczęłam w końcu szukać sali z biologii. Gdy ją w końcu znalazłam zadzwonił dzwonek. Usiadłam w ławce i dosiadł się do mnie Niall. Nic nie powiedziałam, siedzieliśmy na lekcji w ciszy nie odzywając się do siebie. Było tak również na dwóch następnych lekcjach, geografii i chemii. Nadeszła pora lunchu, poszłam na stołówkę coś zjeść. Gdy brałam tace nagle ktos mnie zaczepił. Był to Lou.
- Hej Sell.
- Hej.
- Jak tam twoja ręka?
- Ahh...dobrze.
- Może zjesz z nami lunch?
- Z wami? To znaczy tobą I Niall`em??
- Tak i będzie jeszcze kilku moich kolegów.
- A wiesz, bardzo chętnie.
Nałożyłam sobie trochę sałatki i poszłam za Lou do stolika. Siedzieli tam trzej wysocy chłopacy. Usiadłam a Louis powiedział:
- Hej chłopaki, to jest Selly.
- Hej - przywitałam się.
- Siema - odparli.
- Sell to jest Zayn - pokazał na chłopaka z ciemnymi włosami i ciemnymi oczami - a to Harry - wskazał na chłopaka w lokach - i jeszcze Liam -  skierował wzrok na chłopaka o brązowych oczach i krótkich włosach. Jedliśmy w krepującej ciszy. ,,Widocznie mnie nie polubili i nie mają ze mną tematu do rozmowy". Dwie lekcje później w końcu wyszłam ze szkoły, myślałam już tylko o powrocie do domu. Gdy przekroczyłam bramę szkoły podszedł do mnie niski i gruby mężczyzna w niebieskim mundurze - policjant.
- Pani Selly Jey? 
- Tak... - odpowiedziałam niepewnie.
- Pojedzie pani z nami na komisariat.
- Ale co się stało??
- Wszystko wyjaśnimy na policji.
Gdy szłam do radiowozu byłam zdenerwowana. Po drodze spojrzałam za siebie widziałam uczniów szepczących sobie coś na ucho, wysyłających wiadomości i robiących  zdjęcie. Gdy juz wsiadałam podbiegł Niall i zaczął wypytywać policjantów do kąd mnie zabierają, co zrobiłam itd. Zauważyłam Louisa który stał z boku  i wszystko obserwował, jego twarz była obojętna. W końcu ruszyliśmy i pojechaliśmy.

piątek, 14 czerwca 2013

Pobudka.

2. 
   Obudziłam się o 11:23. Poleżałam jeszcze trochę aż wkońcu zmusiłam się do wstania. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na śniadanie. W kuchni nikogo nie było, pomyślałam więc ze rodzice jeszcze śpią. Wzięłam płatki nasypałam trochę do miski i poszłam po mleko. Na lodówce wisiała karteczka ,,Pojechaliśmy na zakupy, będziemy około 13:00. Kocham Cię Mama ;*". Wzięłam karton mleka, który okazał się pusty więc dałam sobie spokój z śniadaniem. Poszłam na góre wzięłam telefon ubrałam buty i wyszłam na świeże powietrze. Szłam w stronę miasta. Po drodze mijałam samochody, ludzi i domy. Gdy szłam chodnikiem zobaczyłam małą grupkę chłopaków, nieprzejmując się tym przeszłam obok nich słysząc komentarze ,,Te kicia!", ,,Ale dupcia!", ,,Ślicznotko przyłącz się do nas!". Jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi i iść dalej, jednak jeden z nich złapał mnie za łokieć i pociągnął do grupki. Byłam trochę zdezorientowana. Nagle jeden z nich powiedział:
- Te kotek, jesteś tu nowa? Nie widziałem cie tu jeszcze...
-Tak jestem nowa, masz z tym jakiś problem? - powiedziałam ostro.
- Te kotek, spokojnie.
- Nie nazywaj mnie kotek!!! Mam na imię Selly... 
- Ach Selly, bardzo mi miło - powiedział sarkastycznie i się ukłonił.
Chciałam już odejść, wtedy jego koledzy zatorowali mi drogę. 
- A ty dokąd? - spytali.
Nie miałam drogi ucieczki, właśnie w tym momęcie jeden z nich złapał mnie za tyłek. Odwróciłam się i przywaliłam mu z całej siły pięścią prosto w nos...usłyszałam chrupnięcie i polała się krew. Jego koledzy próbowali mnie złapać ale im uciekłam. Gdy już byłam dość daleko rozejrzałam się dokoła i okazało się ze byłam już w mieście. Wtedy spojrzałam na swoją trochę bolącą rękę i zobaczyłam krew, zresztą trochę już zaschniętą. Niewiele myśląc wytarłam rękę o spodenki i poszłam dalej. Zaczęłam szukać biblioteki, pytałam nawet ludzi gdzie mogę znaleźć bilbioteke lecz nikt nie wiedział. ,,Fajnie duże miasto i ani jednej biblioteki!". Poszłam dalej szukając knajpki z jakimś żarciem. O 12:33 siedziałam w knajpce ,,Wega - ryż" i czekałam na moje zamówienie. ,,Boże kto tak nazywa knajpki?". Wkońcu przynieśli moje zamówienie. Zjadłam, podziękowałam i zapłaciłam. Wychodząc z knajpki zadzwoniła mama:
- Hej kochanie, ja juz jestem w domu. A ty gdzie jesteś?
- Wyszłam na miasto poszukać biblioteki i przy okazji coś zjadłam.
- Aha ok. Wróć do domu przed 18:00.
- Ok. Paa.
Rozłączyłam się i pomyślałam że skoro nie znalazłam biblioteki to mogę wracać. Szłam już w stronę mojego domu gdy nagle ktoś uderzyła mnie w ramie. Krzyknęłam:
- Ej, koleś uważaj!!!
- Sorki, nie chciałem - powiedział ze skruchą w głosie.
Spojrzałam na niego i okazał się wysokim blądynem z niebieskimi oczami.
- Dobra, nic się nie stało.
- Usłyszałem przypadkiem ze szukasz biblioteki i pomyślałem że mogę ci pomóc...
- Wiesz gdzie jest biblioteka? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Ja nie, ale mój kolega...Hej Lou wiesz gdzie jest biblioteka, prawda?
Ze sklepu wyjrzał ten sam chłopak co wczoraj podwiózł mnie swoim motorem.
- O widzę że znowu się spotykamy - powiedział Louis z swoim chytrym uśmieszkiem na twarzy.
- To ty ją znasz i mi nic nie mówiłeś?! - powiedział oburzony blądyn.
- Haha - zaśmiał się Lou - Tak wczoraj ją poznałem gdy błąkała się sama w pobliżu parku więc ją podwiozłem...
- Ekh... - odkaszlnęłam.
- A tak...Sell to jest Niall, Niall to jest Sell.
- Miło mi - powiedziałam. 
- Mnie również - odrzekł Niall
Podaliśmy sobie ręce i staliśmy chwile skrepowani ciszą aż w końcu Louis powiedział:
- Mówisz że szukasz biblioteki??
- Yhm...Tak, ale nie umiem jej znaleźć.
- Chcesz mogę cię tam zaprowadzić.
- Bardzo chętnie - opowiedziałam.
Już mieliśmy iść kiedy Niall powiedział:
- Pójdę z wami!
- Stary nie musisz, a poza tym wejź jedzenie i idź do chłopaków i powiedz że się trochę spoźnie.
Szliśmy wolnym tempem i w ciszy. Pomyślałam że dam jakiś temat do rozmowy.
- Czemu nie jesteś na motorze?
- A bo skoczyliśmy z chłopakami ze szkoły na lunch i się nie opłacało.
- Aham.
- Będziesz chodzić do naszej szkoły?
- Yhm, chyba tak. 
- Do której klasy?
- Jeszcze nie wiem.
- Aha.
Szliśmy tak jeszcze chwile zanim Louis stanął i powiedział:
- To tutaj.
- Dzięki.
Zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu i po chwili zapytał:
- Co ci się stało w rękę? 
- A nic, po prostu rano kroiłam ogórka i się przecięłam - skłamałam.
- Nie potrzebujesz plastra albo coś? Czemu wyszłaś z domu nie naklejając plastra?
- Nie wiedziałam ze będzie tak krwawić...a w ogóle to mała ranka i juz się prawie zagoiła.
- Aham. Ok, do zobaczenia! - spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem i odszedł.
- Paa! - krzyknełam za nim - I jeszcze raz dzięki!
Obróciłam się i weszłam do szarego budynku. Poszłam do góry i natrafiłam na drzwi z Napisem ,,BIBLIOTEKA". Weszłam do środka i skierowałam się na dział z fantastyką. Gdy przechodziłam między regałami zobaczyłam ciekawą ksiązke. Wzięłam ją do reki, siadłam na ziemi i zaczęłam czytać.
Nagle poczułam że ktoś mnie szturcha, otworzyłam oczy i zobaczyłam starszą siwą panią w długiej spódnicy i bluzce z krótkim rękawkiem.
- Przepraszam, chyba trochę przysnęłam.
- Nic się nie stało słonko dosyć często się to zdarza, ale już zamykamy bilbioteke.
- Ah, dobrze juz idę. Dowidzenia!
- Dowidzenia słonko! - usłyszałam za sobą.
Wyszłam z budynku, na dworze było ciemno a na dodatek padało. Postanowiłam że pobiegnę szybko do domu to może mniej zmoknę.Gdy weszłam do przedpokoju cała mokra, mama zapytała:
- Dziecko gdzieś ty była?! I jak ty wyglądasz?!
- No poszłam do biblioteki i tam trochę przysnęłam.
- Trochę? Jest juz po 21!! Dzwoniłam do ciebie ale ty oczywiście masz wyciszony telefon! Wiesz jak ja się martwiłam?!?!
- No to długo mają otwartą bilbiotekę...
- Młoda damo, nie pyskuj mi tu! Jazda się kapać i do łóżka!!
- Ale mamo...
- Żadnego ale...już!!!
,, No to nieźle się wkurzyła". Poszłam szybko do pokoju po drodze zabierając ciasteczka które leżały na stole. Wzięłam ciepły prysznic i ubrałam się w piżamę. Gdy padłam do łóżka zaczęłam jejść ciasteczka. Wyjęłam telefon z kieszeni moich spodenek i zobaczyłam ze jest rozładowany. ,,Pewnie dlatego nikt nie mógł się do mnie dodzwonić". Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam spać.

czwartek, 13 czerwca 2013

Przeprowadzka.

1.

   Stanęłam przed domem i spojrzałam na niego...był duży i bardzo stary. Wpatrywałam się w niego z pudłem w rekach kiedy usłyszałam:
- Sell, zaniosłaś już te pudło? Możesz przyjść pomóc wnosić następne...
Westchnęłam, położyłam pudło na ziemi i poszłam po następne.
Stanęłam w moim pokoju z stertą pudeł w koncie i rozglądałam się...pokój był bardzo duży, popatrzyłam na beżowo - szare ściany i pomyślałam że przydałoby się malowanie. No nic, rozpakowałam się a pokój wyglądał już mniej przygnębiająco. Nagle zadzwonił telefon, dzwoniła moja przyjaciółka Nicol jednak nie odebrałam...nie miałam nastroju do rozmowy. Odłożyłam telefon, zrzuciłam  z siebie dresy założyłam leginsy, bluzę, trampki i zbiegłam po schodach. W kuchni zobaczyłam moją mamę która kończyła już wypakowywać resztę pudeł. Powiedziałam jej tylko że wychodzę i już byłam na dworze. Szłam chodnikiem wzdłuż domków aż doszłam do parku. Było tam pięknie tyle zieleni, kwiatów, drzew...usiadłam na ławce i patrzyłam na park. Po pewnej chwili ktoś mnie szturchnął, był to jakiś facet. Stał koło mnie a ja  zauważyłam jaki jest nieogolony, śmierdzący i niechlujnie ubrany a w ręku trzymał puszkę piwa, był pijany. Zaczął coś bełkotać a ja powoli wstałam i zaczęłam odchodzić. Kątem oka  zauważyłam jak idzie za mną więc się odwróciłam i zobaczyłam że zamiast piwa trzyma scyzoryk. Przerażona rzuciłam się do biegu, biegłam tak szybko że zaczęły mnie boleć nie tylko nogi ale i płuca. Po chwili byłam juz daleko od parku i od faceta. Myśląc że nie da rady biec w takim stanie. Stanęłam i łapałam oddech. Po dłuższej chwili zdałam sobie sprawę ze jest juz po zmroku a ja nie wiem gdzie jestem. Rozejrzałam się dookoła i zaczęłam iść w przeciwną stronę niż przybiegłam aby uniknąć faceta z parku. W płucach i nogach nadal czułam ból, jednak nie zatrzymywałam się żeby odpocząć. Nagle przypomniałam sobie że mogę zadzwonić do rodziców żeby po mnie przyjechali, pomacałam kieszenie i zorientowałam się że telefon zostawiłam w pokoju. ,,Cholera, wychodzę na dwór w miejsce którego nie znam i nawet nie biorę ze sobą telefonu! No świetnie!!!".
Szłam więc dalej co chwile odwracając się za siebie aby sprawdzić czy ktoś za mną czasem nie idzie. Po 20 min błąkania, zorientowałam się ze chodzę w kółko. Zmęczona i trochę zmarznięta usidłam na krawężniku od chodnika i myślałam jak wrócić do domu. Nagle zauważyłam że ktoś idzie w moja stronę, szybko skojarzyłam że to może być ten facet z scyzorykiem, wiec wstałam i zaczęłam szybko iść a po chwili biec. Biegłam na oślep, nagle w coś uderzyłam i upadłam na ziemie... ,,Super, nie ma to  jak walnąć w drzewo". Po chwili otrząsnęłam się i spojrzałam do góry,  zauważyłam przystojnego chłopaka z lekkim zarostem i włosami zaczesanymi do tyłu. Wyciągnął dłoń w moją stronę, patrzyłam na niego i po chwili sama wstałam otrzepałam się i powiedziałam: 
- Przepraszam. 
Chłopak spojrzał na mnie i spytał: 
- Gdzie tak biegniesz?
Chwile staliśmy w ciszy zanim dotarły do mnie jego słowa i szybko odpowiedziałam:
- Uprawiam jogging.
- W nocy?
- Tak! Coś ci nie pasuje? - odparłam oschle.
- Nie tylko...dobra muszę juz iść. Na razie.
- Pa.
Odwrócił się i powoli odchodził. Wtedy pomyślałam że może mógłby mi dać zadzwonić do rodziców. Znowu biegłam i zaczęłam krzyczeć ,,Czekaj! Czekaj!". Gdy już go dogoniłam on siedział na motorze i patrzył się na mnie pytającym wzrokiem. Po chwili wydukałam:
- Cz-czy mogłabym zadzwonić z twojego telefonu?
- Chętnie ale...
- Ale co?
- Ale nie mam przy sobie telefonu. 
Myślałam że się załamie, ale po chwili on dodał:
- Chcesz mogę cię podwieźć.
- Mam wsiąść na MOTOR z OBCYM facetem?
Staliśmy w ciszy patrząc się na siebie...po dłuższej chwili chłopak powiedział:
- Jestem Louis, a ty?
- Selly.
- Bardzo ładne imię...a więc już nie jesteśmy nieznajomymi, podwieźć cię?
Chwile się wachałam ale wkońcu wsiadłam na motor. Już mieliśmy ruszać kiedy zapytałam:
- Masz może kask?
- Nie.
- Wow, widzę że dbasz o swoje bezpieczeństwo - odpowiedziałam sarkastycznie.
Nic nie odpowiedział, tylko ruszył. Złapałam go w pasie. Jechaliśmy a ja czułam chłodny wiatr na nogach, ramionach i we włosach...po chwili usłyszałam pytanie: 
- Gdzie mieszkasz?
Wtedy zdałam sobie sprawę że nie znam adresu mojego domu.
- Nie wiem! - powiedziałam.
Stanelismy gwałtownie.
- Jak to nie wiesz gdzie mieszkasz??
Zsiadłam z motoru i popatrzyłam na niego.
- No nie pamiętam, dopiero co się wprowadziłam...
- No to będzie ciężko...- westchnął i przejechał ręką po swoich brązowych włosach.
- Pomożesz mi czy nie??
Chwile się wachał, ale wkońcu odpowiedział:
- Tak, wsiadaj pojeździmy trochę po mieście i może sobie przypomnisz gdzie mieszkasz...
Znowu wsiadłam na jego motor i ruszyliśmy. Rozglądałam się po bokach i zastanawiałam się czy szłam tymi drogami. Jeździliśmy chyba z dwie godziny zanim rozpoznałam ulice z domkami. Krzyknęłam:
- Czekaj, zatrzymaj się to tutaj! 
Powoli staneliśmy a ja zsiadłam, odwróciłam się do niego i powiedziałam:
- Dziękuje.
Odpowiedział tylko:
- Wisisz mi przysługę...- puścił oczko i odjechał.
Chwile patrzyłam w stronę w którą odjechał. Ruszyłam do mojego domu. Gdy weszłam uświadomiłam sobie jaka jestem zmarznięta i zmęczona. Myślałam że rodzice będą na mnie czekać i się dopytywać gdzie byłam, ale nikogo nie było...Zajrzałam do salonu. Rodzice spali na kanapie przed telewizorem ,,Nic dziwnego, przeprowadzka jest bardzo męcząca". Wyłączyłam  telewizor i poszłam na góre. Przygotowałam się do snu, wzięłam bardzo długi prysznic a następnie położyłam się spać...nie umiałam jednak zasnąć, cały czas myślałam o dzisiejszym dniu i o tym chłopaku. W końcu po paru godzinach zasnełam.