czwartek, 30 stycznia 2014

Urwisko

22.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana, Amanda dziwnie się zachowywała. Nagle dziewczyna zaczęła się przybliżać a ja powoli się cofałam.
- Wiesz Selly, nigdy cie nie lubiłam… od samego początku, kiedy tylko tu przyjechałaś, ale… ale z czasem TO przerodziło się w nienawiść! – mówiła a my przybliżałyśmy się w stronę urwiska – Prawie codziennie myślałam jak się ciebie pozbyć, wynajęłam nawet Zayna żeby cię zabić ale głupek się nie spisał, wczoraj dodałam ci do drinka ekstazy, żebyś niczego nie pamiętała a ja mogłabym w końcu Si ciebie pozbyć! Ale ty oczywiście przyczepiłaś się do Louiska! A teraz ten spacer spadł mi jak grom z jasnego nieba… w końcu mogę się ciebie pozbyć! – na jej twarzy było widać wielkie szczęście i radość.
,,Ona jest chora psychicznie! To niemożliwe że przez tak długi czas to planowała i tak świetnie to ukrywała, nic nie dała po sobie poznać.”
- Za co mnie tak nienawidzisz? Czemu mi to robisz? – wiedziałam ze za chwile dojdziemy do urwiska, ale musiałam wiedzieć.
- Co, myślisz sobie że przyjeżdżasz do naszego miasta i od razu stajesz się popularna i super fajna, wszyscy cię lubią, sądzą że jesteś ładna i masz wielu przyjaciół, ciekawe życie i najlepszego chłopaka na świecie! Wiesz ile ja lat na takie coś pracowałam?! No wiesz?! Praktycznie od zawsze… już prawie wyszłam z własnego cienia, ale wtedy pojawiłaś się ty! To ja tu miałam być gwiazdą i być mega popularna… przez tyle lat byłam szarą myszką i miałam tego dość!
- Więc chodzi tylko o popularność i Louisa?
- Kochałam go odkąd się poznaliśmy, praktycznie od dzieciństwa! A ty mi go zabrałaś! Nienawidzę cię!
- Jesteś stuknięta! Idź się leczyć! Nie zabrałam ci go bo on nigdy nie był twój!
- Nienawidzę cię! – krzyknęła i próbowała mnie zepchnąć ale ja stawiałam opory.
Szarpałyśmy się i z każdą minutą było mi coraz ciężej, ona była naprawdę silna. Obejrzałam się za siebie, już wiedziałam jaki głębokie jest to urwisko i jak wysoko się znajdujemy. Moje piety wystawały już poza krawędź urwiska, czułam że zaraz zlecę, wiedziałam że to już koniec.
Nagle napieranie ze strony Amandy ustało i dziewczyna upadłą na ziemie. Przed sobą zobaczyłam Zayna trzymającego w reku kamień. Brunet podszedł do mnie i przytulił.
- Zayn… ja nie rozumiem – stałam sztywna jak struna i byłam w szoku.
- Cii, już spokojnie… jesteś bezpieczna, wszystko będzie dobrze.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Gdy tylko zauważyłem że cię i Amandy nie ma to zacząłem was szukać… i znalazłem.
- Ale wytłumacz mi! Przecież chciałeś mojej śmierci, dlaczego mnie uratowałeś?
- To skomplikowane.
- Nie zwódź mnie!
- No dobrze… Wiesz dlaczego przeprowadziłaś się z rodzicami do tego miasta?
- No tak, rodzice dostali tu prace… ale co to ma do rzeczy?
- Ma i to dużo, bo nie z tego powodu się tu przeprowadziliście, tylko ze względu na mnie.
- Nadal nic nie rozumiem…
- Twój tata jest też moim tatą – mówiąc to patrzał mi prosto w oczy, wiedziałam że mówił prawdę.
- Co? To niemożliwe! Przecież tata nigdy by nie zdradził mamy! Za bardzo ją kocha i w ogóle twój tata prawie mnie potrącił a ty mnie nienawidziłeś i – mówiłam całkiem chaotycznie aż nagle chłopak mi przerwał.
- To było wiele lat temu, zanim się urodziłaś, jestem rok starszy od ciebie… a to był mój przybrany ojciec.
- A co z nienawiścią do mnie?
- Fakt, na początku cię nie lubiłem ale z czasem gdy dotarło do mnie to że jesteśmy rodzeństwem… pokochałem cię, stałaś się moją małą siostrzyczką…
- Chyba już nie taką małą co? – roześmiałam się.
- No tak, ale za wszelką cenę chciałem cie chronić i gdy tylko dowiedziałem się że Amanda ma wobec ciebie nieciekawe zamiary, postanowiłem zdobyć jej zaufanie i cie ochronić… dlatego zachowywałem się tak w stosunku do ciebie. Przepraszam.
- Nie musisz przepraszać, zrobiłeś to by mnie chronić – przytuliłam go jeszcze mocnej.
- Moja mam wie?
-Tak.
Po tych słowach opanował mnie gniew, byłam zła. ,,Jak mogli mi nie powiedzieć?!”
- Powiemy wszystkim? – zapytałam.
- Zdecydowanie tak – uśmiechnął się szeroko – Zadzwonię po resztę i policje.
Był bardzo kiepski zasięg ale Zaynowi się udało. Niespełna godzinę później Amandę zabierała policja a ja wtulałam siew Louisa, Alice mnie pocieszała, Liam nadal chodził zmartwiony, Niall chciał wypytać o wszystko Zayna a on… załatwiał coś z policjantami.
- Czyli jesteście rodzeństwem? – spytała Alice.
- Na to wygląda.
- Ta Amanda jest chora psychicznie! – odezwał się Lou.
- Jakim cudem nikt z nas nie zauważył jaka z niej suka? – spytał Liam.
- No cóż, mam nadzieje że teraz już wszystko się ułoży.
- Ja też mam taką nadzieję – odpowiedział Louis, całując mnie w czoło.
Dwie godziny później, gdy byliśmy już w domku, postanowiliśmy wszyscy razem że wrócimy już do domów bo i tak już nikt nie miał na nic humoru i ochoty.
Żegnając się ciepło z chłopkami i dziewczynami, poszłam powoli w stronę drzwi wejściowych, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, poczułam zapach pierników. Gdy weszłam do salonu zauważyłam rodziców siedzących pod kocem zajadających ciasteczka.
- Córeczko! – wykrzyknęli i podbiegli mnie przytulić.
- Mamo, tato… ja wiem.
- Ale co wiesz? – spojrzała na mnie rodzicielka pytającym wzrokiem.
- Że mam brata.
Na twarzach rodziców malował się szok i przerażenie.
- My… my wiedzieliśmy że się dowiesz ale nie teraz i nie w taki sposób i że dowiesz się tego od NAS… my chcieliśmy ci powiedzieć.
- Ja też byłam w szoku, myślałam że tata cie kocha i to bardzo i że mnie nie kłamiecie… a my tak po prostu się przeprowadziliśmy się o niczym mi nie mówiąc, myślałam że zostawiam moich przyjaciół, byłego chłopaka i część rodziny po to żeby nam się lepiej żyło… a wy tak po prostu mnie okłamaliście i to nie tylko  tej sprawie! Myślałam że gorzej już być nie może! – wygarnęłam im i czułam że z każdą chwilą mój gniew jeszcze bardziej wzrasta więc poszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi, włączyłam muzykę na fula i położyłam się na łóżku. Myślałam o całym moim życiu. Słyszałam pukanie rodziców ale jeszcze nie ochłonęłam i nie byłam gotowa na tą rozmowę.

niedziela, 19 stycznia 2014

Wycieczka

21.
Nastała sobota, obudziłam się równo o 5 rano. Gdy usiadłam na łóżku nadal czułam na łopatce potworny ból, wzięłam więc garść tabletek i popiłam je wodą. Poszłam do łazienki wziąć ciepły i szybki prysznic, a następnie przyszykować się na wycieczkę. Gdy nasmarowałam ciało balsamem o zapachu mango i upięłam moje włosy w idealnego koka, poszłam po ubrania. Zakładając na siebie czarne leginsy, czerwone trampki i za dużą szara bluzę z różowym króliczkiem z przodu, spojrzałam na moją łopatkę, był na niej wielki fioletowo - zielono - żółty siniak, nie wyglądało to za dobrze. Następnie wzięłam małą walizeczkę i spakowałam tam najbardziej potrzebne rzeczy ,,W końcu to tylko dwa dni".  W walizce wylądowało kilka par spodni, bluzy, koszulki, buty na zmianę i trochę kosmetyków. Będąc już gotowa do wyjścia, zeszłam na dół zjeść śniadanie. Weszłam do kuchni gdzie krzątała się moja rodzicielka.
- Dzień dobry słońce.
- Dobry - odburknęłam, nadal byłam na nich zła.
- Co jesteś taka w nie sosie?
- Wyjeżdżam dzisiaj i wracam w poniedziałek wieczorem - wypaliłam.
- Co? Jak to? Gdzie jedziesz? Po co? Z kim? Nawet nie zapytałaś się nas o zdanie!
- Jesteście mi to winni! Mam już was dość i chce od tego wszystkiego odpocząć!
Z brązowych azowych oczu mamy poleciały pojedyncze łzy, ale mnie to nie obchodziło. Zrobiłam sobie jajecznice i ją zjadłam. Wychodząc krzyknęłam że w razie czego będę pod telefonem. Szłam w stronę domu Liama z małą szara walizeczką. Gdy doszłam na umówione miejsce była już 9:50 i wszyscy byli już na miejscu Lou, Amanda, Niall, Liam, Alice, Zayn, Jasmine, Harry, Bliar (ta dziewczyna co poznałam ją w kozie) i ku mojemu zdziwieniu była tez Suzan. Podchodząc zauważyłam że Bliar daje Amandzie małe białe tabletki w woreczku ,,Może to narkotyki?". Z zamyślenia wyrwał mnie bardzo wesoły i podekscytowany głos Alice.
- Sell! Cześć! Co tam u ciebie? Też jesteś taka podekscytowana jak ja?!
- Jasne - odpowiedziałam z trochę zdezorientowaną miną.
Przywitałam się ze wszystkimi, wsiedliśmy do dużego busa i ruszyliśmy w podróż. Było ciekawie i śmiesznie, w czasie jazdy śpiewaliśmy, graliśmy w ,,Zgadnij kto to?" i opowiadaliśmy kawały. Po paru godzinach jazdy dojechaliśmy i wysiadłszy z busa ujrzeliśmy piękny biały domek, byłam nim zachwycona.
- Robi wrażenie co? - spytał Niall stając obok mnie.
- Yhm - odmruknęłam.
Gdy już wszyscy poszli do swoich pokoi ( ja byłam z Alice i Amandą, Suzan z Jasmine i Bliar, Harry był z Liamem i Zaynem a Louis z Niallem) usiedliśmy wszyscy w salonie.
- To co czas na obiadek? - spytał Harry.
- Tak!!! - krzyknął Niall.
- Może dziewczyny coś ugotują? - zaproponował Zayn.
- Ja nic nie będę robić! - oburzyła się Suzan z Bliar i Amandą.
- Dobra to ja i Selly pójdziemy coś ugotować - zaproponowała Alice.
Chciałam się sprzeciwić bo kompletnie nie umiem gotować, ale dziewczyna pociągnęła mnie w stronę kuchni.
- Pomogę wam! - zaproponował Liam.
Postanowiliśmy zrobić zupę pomidorową a na drugie danie wegetariańską lazanie. Moim zadaniem było pilnowanie zupy aby się nie przypaliła ale i to mi się nie udało. Zupę wylaliśmy a Liam postawił na stole lazanie.
- Co to kurwa jest? - krzyknął Niall.
Wszyscy mieli zniesmaczenie na twarzy, nie rozumiałam tego dopóki sama nie spróbowałam...to było ohydne!
Zamówiliśmy więc pizze i rozpaliliśmy na dworze ognisko. Było całkiem przyjemnie, Amanda rozlewała drinki, Liam grał na gitarze, Niall z Harrym śpiewali i strasznie przy tym fałszowali, Suzan z Jasmine chyba siedziały w domku a Alice była zajęta Zaynem, za to ja siedziałam wtulona w Lou. Gdy już trochę wypiłam i się bardziej rozluźniłam, usiadłam na kolanach Louisa i całowaliśmy się. Wodziłam rekami po jego ciele a on po moim, Harry zagwizdał na nas ale my to zignorowaliśmy. Siedząc tak na nim poczułam że w jego spodniach robi się twardo...
Obudziłam się i zobaczyłam biały sufit, była również naga a obok mnie leżał Louis, z zeszłego wieczoru niewiele pamiętałam. Wstała i zakręciło mi się w głowie a na ziemi zauważyłam zużytą prezerwatywę. ,,Zrobiliśmy to?! Nic nie pamiętam!". Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, usiadłam na ziemi i zaczęłam szlochać.
- Selly? Kochanie, co się stało? Boli cie coś? Sprawiłem ci ból?
Nie odpowiedziałam tylko nadal szlochałam. Lou usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.
- Uuu, to ja ci to zrobiłem tego siniaka? Przepraszam ja...
- Nie Lou, to nie ty - powiedziałam kryjąc twarz w dłoniach.
- To czemu...? O co chodzi?
- Bo widzisz, ja kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru.
- Och, Sell tak mi przykro...ja nie wiedziałem...gdybym wiedział że nie chcesz nie zrobilibyśmy tego. - mówił skruszonym głosem.
- Lou, tu nie o to chodzi...ja bardzo tego chciałam i bardzo się cieszę że to zrobiliśmy ale...
- Ale?
- Chciałabym pamiętać ten nasz pierwszy raz!
- Selly - mówił odgarniając mi włosy i ocierając łzy - To da się naprawić.
- Jak?
- Hmm...możemy udawać że wczorajszego wieczoru nic się nie wydarzyło  - wziął mnie na ręce i położył delikatnie na łóżku, zaczął całować  po szyi, piersiach, brzuchu i schodził coraz niżej, spojrzał jeszcze na mnie pytającym wzrokiem a ja kiwnęłam głową zgadzając się, przeszły mnie dreszcze a ja czułam bardzo wielka ekscytacje. Lou wrócił znów do moich ust składając na nich namiętny pocałunek. Popchnęłam go tak że leżał a ja siedziałam na nim okrakiem. Zaczęłam składać na jego klatce piersiowej namiętne pocałunki. Pieściłam językiem jego brzuch. A on cicho jęczał. Jednak po chwili znów Lou górował  nade mną . zaczął delikatnie ssał mój sutek, a drugi wziął pomiędzy kciuk a palec wskazujący i bawił się nim. Jęczałam cicho przytłoczona tą przyjemnością, czułam się jakbym miała zaraz eksplodować.
 - Louis - jęknęłam cicho.
 - Jesteś taka seksowna - wymruczał zakładając prezerwatywę.
Wszedł we mnie a z moich ust wydobył się jęk podniecenia. Nie był to mój pierwszy raz ale z Louisem było inaczej.
 - Boże Selly - powiedział seksownym zachrypniętym głosem.
Moje plecy wygięły się w łuk i po chwili zaczęłam poruszać biodrami dla większej satysfakcji
- Kurwa kochanie - szepnął do mojego ucha .
 Pchnął jeszcze kilka razy po czym oboje doszliśmy w tym samym czasie po czym wyszedł ze mnie i pocałował mnie delikatnie w usta.
- Byłaś niesamowita - powiedział uwodzicielsko.
Po skończonym sexie siedzieliśmy razem w dużej wannie i kapaliśmy się. Po skończonej kąpieli ubraliśmy się i zeszliśmy na dół trzymając się za ręce. Wszyscy byli już w kuchni i jedli kanapki z serem i sałatą.
- Dzień dobry! - krzyknął Harry - Wczoraj było dość  hmm...powiedzmy gorąco co? - spytał a ja się zarumieniłam.
- Nie interesuj się! - ogryzł się Lou.
- To co, może po śniadaniu pójdziemy na spacer w góry? - zaproponowała Amanda.
Wszyscy się zgodzili, oczywiście Suzan, Bliar i Jasmine nie chciały iść więc zostały w pokojach. Gdy już wszyscy  zjedli śniadanie i się wyszykowali, ruszyliśmy na spacer. Liam prowadził całą grupę gdyż to były jego rodzinne strony i dobrze znał okolice. Po godzinie wędrówki, zrobiliśmy sobie przerwę.
- Hej Sell, idziesz ze mną? - spytała Amanda.
- Jasne, ale gdzie?
- Musze za potrzebą ale boje się sama - widziałam że była cała spięta więc się zgodziłam.
Szłyśmy już dobre 15 minut i byłyśmy coraz głębiej w lesie i coraz dalej od grupy, a nie powiedzieliśmy im że idziemy...może się martwili. Po kolejnych 10 minutach wyszłyśmy z Lasu i stanęłyśmy na łące a niedaleko znajdowało się urwisko.
-Wiesz, może już wracajmy, reszta się pewnie martwi - powiedziałam oglądając się za siebie.
- Zapewne - uśmiechnęła się szeroko.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Spotkanie nad jeziorem

20.
...już miałam sobie odpuścić gdy usłyszałam trochę zachrypnięty głos mojego skarba.
- Selly?! To ty?!
- Tak, możemy się spotkać?
- Jasne, gdzie i kiedy?
- W parku za 10 minut
- Okey
Rozłączyłam się i zaczęłam się szykować. Wyszłam jak zwykle przez okno i spokojnie szłam na spotkanie z Louisem. Będąc nad jeziorem w parku zobaczyłam Lou który stał i rzucał kamieniami do wody. Podeszłam do niego i przytuliłam go od tyłu, a on odwrócił się do mnie i przytulił mnie równie mocno.
- Oh Lou, jak dobrze cie widzieć - powiedziałam z lekkim wzruszeniem.
A on złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku, nawet nie walczyliśmy językami o dominacje tylko oddalam się mu. Gdy brakowało mi już tchu, oderwałam się od niego i spojrzałam w jego niebieskie oczy, hipnotyzowały mnie.
- Czemu jesteś smutna? Coś się stało? Powiedz mi...
Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu o całej sytuacji z pogrzebem i rodzicami, chciałam mu tez powiedzieć o Zaynie, o tym że to on mnie porwał ale jakoś zabrakło mi odwagi, nie mogłam spojrzeć na niego i powiedzieć że jeden z jego najlepszych przyjaciół próbował mnie zabić na myśl o tym zaczęłam się trząść.
- Sell, co się stało? Cała się trzęsiesz...
- Po prostu jest mi smutno...
- Rozumiem cie, strata przyjaciela to coś ważnego...kiedyś miałem brata nazywał się Dan, kochałem go i to bardzo ale teraz już nie żyje i to przeze mnie.
- Jak to? Dlaczego? - byłam w szoku.
- Zeszłego lata byliśmy całą rodzina w górach w takim domku letniskowym. pewnego wieczoru miałem się zająć moim braciszkiem, miał wtedy 4 lata, ale dla mnie były ważniejsze imprezy, gdy nadszedł wieczór i rodzice wyszli a moja siostra siedziała z koleżankami w sąsiednim domku ja zamknąłem brata w pokoju i wyszedłem na ta imprezę...gdy wróciłem kilka godzin później stała tam karetka która wywoziła coś w czarnym worku, to było małe ciało Dannego, on się nudził w tym pokoju, włożył widelec do gniazdka i prąd go poraził tak że jego małe serce przestało bić - mówił ze smutkiem a z jago oczu poleciały łzy, lecz szybko je otarł.
- Oh Lou, tak mi przykro.
- Gdybym tylko nie poszedł na tą głupią imprezę on nadal by żył...
- Nie Lou, nie obwiniaj się, masz mnie swoją siostrę i mamę - o tacie nie wspomniałam bo wiedziałam że odszedł kilka lat temu.
- Nie myślałem że od tamtej chwili będę tak szczęśliwy jak teraz i że pokocham kogoś tak mocno...a wtedy pojawiłaś się tym i stałaś się moim całym światem. Od pierwszego dnia czułem coś wyjątkowego do ciebie a kiedy wylądowałaś w szpitalu  tak strasznie się przestraszyłem od razu przypomniał mi się mój mały braciszek, tak bardzo się bałem że ciebie też stracę...a przy twoim talencie pakowania się w kłopoty nigdy nie jestem spokojny - posłał mi słaby uśmiech - Wiesz jak wariowałem gdy nie odbierałaś telefonu i zaszyłaś  się w domu przez te kilka dni?!
- Lou, tak bardzo przepraszam, potrzebowałam być sama ale i tak bardzo za tobą tęskniłam za twoimi oczami, spojrzeniem, troską...
- Kocham cię i będę kochał do końca, nawet gdybyś mnie zostawiła ja i tak nadal będę cię kochał.
Ogarnęło mnie jednocześnie szczęście, radość, wzruszenie, tyle emocji, bałam się że wybuchnę.
- Też cię kocham - pocałowałam go a z moich oczu poleciały łzy szczęścia.
- Obiecaj że nigdy mnie nie zostawisz - mówiłam miedzy pocałunkami.
- Obiecuję - odpowiedział.
Gdy przestaliśmy się całować zauważyłam że już trochę się ściemniło a z drzew lecą niesione przez lekki wietrzyk ostatnie liście. ,,Tak, za niedługo już zima".
Jeszcze raz spojrzałam na Lou i wiedziałam że tez był całym moim światem.
- Czasem chciałbym wiedzieć o czym myślisz...
Zaśmiałam się i nagle zauważyłam że ktoś w czarnych ubraniach wbiega miedzy nas i wpycha mnie do jeziora, Lou nie zdążył mnie złapać a ja nie utrzymałam równowagi i chwile później byłam już w jeziorze. Poczułam jak bardzo lodowata jest woda a moje ciało ogarnęło zlodowacenie i odrętwienie, chciałam wynurzyć się na powierzchnie ale moje ręce i nogi zdawały się być osobnym ciałem nad którym zupełnie nie panuje, a na dodatek nałykałam się wody. Spojrzałam w  górę a światło zdawało się być coraz dalej, trwało to wieczność. Już myślałam że utonę ale poczułam silne ręce i ktoś wyciągnął mnie z wody, był to mój kochany Lou. Gdy wygrzebaliśmy się na brzeg ja zaczęłam wykrztuszać wodę którą połknęłam a następnie położyliśmy się na trawie oboje bardzo mokrzy i wyziębieni. Na niebie było już można zobaczyć pierwsze gwiazdy.
- Chciałem biec za tym kimś kto cię wepchnął ale uznałem że ty jesteś ważniejsza - wyszczerzył się a z jego ust poleciał obłoczek pary.
- I słusznie - pocałowałam go w nosek.
Gdy wstaliśmy niebieskooki okrył mnie swoją nie mokra kurtką, najwidoczniej zdjął ją zanim wskoczył do wody.
W połowie drogi do mojego domu zauważyłam że się cały trzęsie.
-Lou, dać ci kurtkę?
- Nie, nie trzeba jest nawet ciepło.
- Przecież widzę jak się trzęsiesz! p parsknęłam śmiechem.
- Nieprawda! - nadal upierał się przy swoim.
Wtedy zaczęliśmy się głośno śmiać.
Mogę o coś spytać? - mówiłam nadal lekko się śmiejąc.
- Jasne - odpowiedział niezwłocznie.
- Pamiętasz naszą pierwszą randkę?
- Tak wyglądałaś wtedy ślicznie - spiorunowałam go wzrokiem a gdy to zauważył szybko dopowiedział - Nie żebyś teraz nie wyglądała ślicznie albo kiedykolwiek indziej.
- Okey, więc jak to zrobiłeś że całe wesołe miasteczko było puste?
- Mam kuzyna który jest tam szefem więc wtedy zamknął kilka godzin wcześniej i mieliśmy je do naszej dyspozycji.
- A ja już myślałam że wbiegłeś tam z bronią i wszystkich powyszczelałeś a ciała gdzieś upchałeś - zaśmiałam się a on się trochę zmieszał.
- A tak propos, gadałeś już z Liamem na...no wiesz.
- Tak, wszystko jest ok, chłopaki też już wiedza i wszystko miedzy nami gra. Dobrze że w końcu nam powiedział...
- To dobrze, on jest dla mnie jak starszy brat którego nigdy nie miałam.
- Wiem i on to tez wie,
Doszliśmy pod okno mojego pokoju.
- Znowu się wymknęłaś? Coś mi się zdaje że już będziesz tedy wchodzić i wychodzić już zawsze.
Zachichotałam i spięłam się na parapet (Louis mi w tym pomógł), gdy tylko odczepiłam haczyk który trzymał ono zamknięte, chciałam kucnąć i wejść do środka ale poślizgnęłam się i upadłam łopatką na ramę okna, zawyłam z bólu.
- Selly! Wszystko ok? Coś ci się stało?!
- Nie, wszystko okey - skłamałam, wstałam uśmiechnęłam się i pokazałam kciuki w górę - Spotkamy się w sobotę u Liama?
- Jane - odpowiedział, pożegnał się i odszedł.
Gdy chłopaka już nie było widać, ległam na ziemię i zwijałam się z bólu a z oczu leciały mi łzy, tak strasznie bolało. Po godzinie czasu gdy ból troszeczkę ustąpił i byłam w stanie się już podnieść, zobaczyłam że na moim parapecie był rozlany olej. ,, Skąd on się tu do cholery wziął?!", tylko dwie osoby wiedziały jak wchodzę i wychodzę a tylko jedna z nich tędy weszła i to na pewno nie był Louis...

czwartek, 2 stycznia 2014

Koperta

19.
...Amandę, zapukała w okno a ja je otworzyłam i pozwoliłam jej wejść do środka. Dziewczyna spojrzała na mnie, podeszłą i przytuliła.
- Kochana jak dobrze że nic ci nie jest...słyszałam o wszystkim i się martwiłam bo nie odbierałaś telefony, tak strasznie mi przykro - mówiła ale w jej głosie było słychać lekkie zdenerwowanie jakby bała się że coś odkryje.
Amanda odsunęła się ode mnie i rozejrzała po pokoju, wtedy zadałam sobie sprawę że leży tu pełno pudełek po lodach i różnych słodyczach a w telewizji leciał ,,Titanic" a ja stała w piżamę ze snopiego. Było mi tak strasznie wstyd.
- Selly, co się z tobą dzieje? Czemu unikasz świata i ludzi? Boisz się czegoś?
- Ja...- zaczął mi się łamać głos - Ja nie mogę się z tego otrząsnąć, po prostu cały czas mam przed oczami bron i ta myśl że mogłabym już was więcej nie zobaczyć - z moich oczu poleciały pojedyncze łzy.
- Już spokojnie teraz wszystko będzie ok, nie masz się już czego bać - pocieszała mnie- Na pewno nie widziałaś sprawcy?
- Nie...zawiązał mi oczy - skłamałam.
Po dwóch godzinach gdy pogadałam z Amanda i już wyszła, postanowiłam wsiąść się za siebie i szybko się wykapałam i ubrałam w jeansy, bluzkę i trampki a włosy splotłam w luźnego warkocza. Zeszłam na dół, rodziców jak zwykle nie było, postanowiłam że przed wyjściem zjem jeszcze trochę tych kolorowych słodkich płatków na sucho. Gdy otworzyłam szafkę i wyjęłam moje kochane płatki, zauważyłam że leży  tam czarna koperta, postanowiłam ją przeczytać. Otworzyłam kopertę i wyjęłam grubą  białą kartkę i zaczęłam czytać.
,,Zapraszamy na pogrzeb Nicole Stechn..." Nie mogłam dalej czytać, łzy znowu napłynęły mi do oczu, zauważyłam jedynie że data pogrzebu była poprzedniego miesiąca. ,, Ale dlaczego rodzice mi nie pokazali tego zaproszenia?! Czemu nie pojechaliśmy na ten pogrzeb?!" - zadawałam sobie pytania - ,, A może oni byli na tym pogrzebie? Miesiąc temu mieli podobno delegacje, ale czy aby na pewno?" - buzowała we mnie złość a gdy się już trochę uspokoiłam zaczęłam wszystko dokładnie analizować. Roznosiła mnie energia, wzięłam telefon i wyszłam na dwór pobiegać. Tak to zawsze mnie odprężało gdy byłam zła albo zdenerwowana. Biegałam bardzo długi, po mieście i po parku, biegłam tez obok lasu ale nie miałam ochoty tam biegać. Gdy moje nogi mówiły już "DOŚĆ!", usiadłam na ławce która stała w pobliżu. Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam w górę, niebo było piękne a mój oddech zaczął się powoli uspokajać a serce wolniej bić.  Wiał lekki, spokojny i chłodny  wietrzyk co dobrze robiło na moje rozgrzane ciało. Siedząc tak z zamkniętymi oczami usłyszałam moje imię.
- Selly!
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po parku, w oddali zobaczyłam Liama i Nialla.
- Cześć chłopaki - podpowiedziałam wstając.
- Jak dobrze cię widzieć - powiedzieli jednocześnie i mnie przytulili.
- Co ty tu robisz? Nie boisz się? Skąd wiesz że znowu cie nie nap...- nie dokończył gdy zobaczył moja niezadowolona minę.
- Nie było z tobą kontaktu! Martwiliśmy się! - burzył się Liaś.
- Was też dobrze widzieć, ze mną wszystko w porządku, dzisiaj odwiedziła mnie Amanda...
- To dobrze. Wiesz mam dla ciebie pewna propozycje.
- Jaką? - zrobiłam pytającą minę.
- No więc co roku w czasie przerwy świątecznej, jeździmy sobie do takiego domku od moich rodziców, wiesz jest tak bardziej na uboczu i będzie fajnie. Ognisko, śpiewy itd. Wchodzisz w to?
- No nie wiem...
- To świetne miejsce żebyś się trochę oderwała od "tego" wszystkiego. A poza tym będzie Lou... - powiedział Niall.
Serce od razu zaczęło mi szybciej bić...mój kochany Louis, tak bardzo za nim tęskniłam.
- Dobrze, jadę! - powiedziałam z naprawdę szczerym uśmiechem na twarzy.
- Dobra w sobotę o 10:00 jest zbiórka u mnie - powiedział Liam tuląc mnie na pożegnanie.
- Super że jedziesz! - powiedział szczęśliwie blondyn również mnie tuląc.
- Do zobaczenia!
-Paa - odkrzyknęli jednocześnie.
Patrząc jak odchodzą pomyślałam że odwiedzę mojego Lou, znowu chciałam poczuć jego dotyk, jego czułość, jego perfumy i tą opiekuńczość w stosunku do mnie. Biegnąc w stronę domu mojego chłopaka i będąc już w połowie drogi poczułam wibracje mojego telefonu - dostałam sms'a.
,,Czy aby na pewno powinnaś ufać Amandzie? I czy na pewno powinnaś jechać na ta wycieczkę? - Zayn" Przestraszyłam się i rozejrzałam dookoła, nikogo nie było. ,,Pewnie chłopacy już wszystkich powiadomili. Ale co miało znaczyć to pierwsze?".
Teraz biegłam jeszcze szybciej i gdy stanęłam przed brązowymi drzwiami domu Louisa, zadzwoniłam i odczekałam chwile lecz nikt nie otwierał. Poczułam się rozdarta, potrzebowałam jego uścisku i pocieszenia, wiedziałam że jestem z nim bezpieczna. Postanowiłam że jak go tylko spotkam to powiem mu o wszystkim - ufałam mu bezgranicznie, wiedziałam że mnie obroni. Postanowiłam wrócić do mojego domu.
Gdy tylko zobaczyłam zarys mojego domu, przypomniałam sobie dlaczego z niego wyszłam, Nicole...
Weszłam  do przedpokoju ale rodziców nadal nie było, powinni za niedługo wrócić więc nalałam sobie mleka, wzięłam kopertę, usiadłam przy stole a kopertę położyłam przed sobą. Siedziałam i czekałam, a wszystkie wspomnienia z Nicole wracały do mnie jak bumerang.
Po godzinie czasu usłyszałam przekręcanie kluczy w zamku, wszystkie moje mieście napięły się. Mama zobaczywszy mnie w kuchni rzuciła siatki na ziemie i podbiegła do mnie, nachylając się żeby mnie przytulić ale ja gwałtownie wstałam.
- Córciu co się stało? Płakałaś?
Nie odezwałam się.
Moja rodzicielka dopiero wtedy zauważyła kopertę na stole.
- Kochanie tak mi przy...
- Jak mogliście?!! - wybuchłam - To była moja najlepsza przyjaciółką!!!
- My...my uznaliśmy że tak będzie dla ciebie lepiej...w końcu zaczęłaś nowe życie.
- To wy zdecydowaliście za mnie! Nie pytając mnie nawet o zdanie! Nienawidzę was!!! - krzyczałam tak głośno że nawet ojciec wchodząc do kuchni był w wielkim szoku.
Pobiegłam na górę trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Chwile później postanowiłam zadzwonić do Louisa, wybrałam numer, pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...