poniedziałek, 6 stycznia 2014

Spotkanie nad jeziorem

20.
...już miałam sobie odpuścić gdy usłyszałam trochę zachrypnięty głos mojego skarba.
- Selly?! To ty?!
- Tak, możemy się spotkać?
- Jasne, gdzie i kiedy?
- W parku za 10 minut
- Okey
Rozłączyłam się i zaczęłam się szykować. Wyszłam jak zwykle przez okno i spokojnie szłam na spotkanie z Louisem. Będąc nad jeziorem w parku zobaczyłam Lou który stał i rzucał kamieniami do wody. Podeszłam do niego i przytuliłam go od tyłu, a on odwrócił się do mnie i przytulił mnie równie mocno.
- Oh Lou, jak dobrze cie widzieć - powiedziałam z lekkim wzruszeniem.
A on złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku, nawet nie walczyliśmy językami o dominacje tylko oddalam się mu. Gdy brakowało mi już tchu, oderwałam się od niego i spojrzałam w jego niebieskie oczy, hipnotyzowały mnie.
- Czemu jesteś smutna? Coś się stało? Powiedz mi...
Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu o całej sytuacji z pogrzebem i rodzicami, chciałam mu tez powiedzieć o Zaynie, o tym że to on mnie porwał ale jakoś zabrakło mi odwagi, nie mogłam spojrzeć na niego i powiedzieć że jeden z jego najlepszych przyjaciół próbował mnie zabić na myśl o tym zaczęłam się trząść.
- Sell, co się stało? Cała się trzęsiesz...
- Po prostu jest mi smutno...
- Rozumiem cie, strata przyjaciela to coś ważnego...kiedyś miałem brata nazywał się Dan, kochałem go i to bardzo ale teraz już nie żyje i to przeze mnie.
- Jak to? Dlaczego? - byłam w szoku.
- Zeszłego lata byliśmy całą rodzina w górach w takim domku letniskowym. pewnego wieczoru miałem się zająć moim braciszkiem, miał wtedy 4 lata, ale dla mnie były ważniejsze imprezy, gdy nadszedł wieczór i rodzice wyszli a moja siostra siedziała z koleżankami w sąsiednim domku ja zamknąłem brata w pokoju i wyszedłem na ta imprezę...gdy wróciłem kilka godzin później stała tam karetka która wywoziła coś w czarnym worku, to było małe ciało Dannego, on się nudził w tym pokoju, włożył widelec do gniazdka i prąd go poraził tak że jego małe serce przestało bić - mówił ze smutkiem a z jago oczu poleciały łzy, lecz szybko je otarł.
- Oh Lou, tak mi przykro.
- Gdybym tylko nie poszedł na tą głupią imprezę on nadal by żył...
- Nie Lou, nie obwiniaj się, masz mnie swoją siostrę i mamę - o tacie nie wspomniałam bo wiedziałam że odszedł kilka lat temu.
- Nie myślałem że od tamtej chwili będę tak szczęśliwy jak teraz i że pokocham kogoś tak mocno...a wtedy pojawiłaś się tym i stałaś się moim całym światem. Od pierwszego dnia czułem coś wyjątkowego do ciebie a kiedy wylądowałaś w szpitalu  tak strasznie się przestraszyłem od razu przypomniał mi się mój mały braciszek, tak bardzo się bałem że ciebie też stracę...a przy twoim talencie pakowania się w kłopoty nigdy nie jestem spokojny - posłał mi słaby uśmiech - Wiesz jak wariowałem gdy nie odbierałaś telefonu i zaszyłaś  się w domu przez te kilka dni?!
- Lou, tak bardzo przepraszam, potrzebowałam być sama ale i tak bardzo za tobą tęskniłam za twoimi oczami, spojrzeniem, troską...
- Kocham cię i będę kochał do końca, nawet gdybyś mnie zostawiła ja i tak nadal będę cię kochał.
Ogarnęło mnie jednocześnie szczęście, radość, wzruszenie, tyle emocji, bałam się że wybuchnę.
- Też cię kocham - pocałowałam go a z moich oczu poleciały łzy szczęścia.
- Obiecaj że nigdy mnie nie zostawisz - mówiłam miedzy pocałunkami.
- Obiecuję - odpowiedział.
Gdy przestaliśmy się całować zauważyłam że już trochę się ściemniło a z drzew lecą niesione przez lekki wietrzyk ostatnie liście. ,,Tak, za niedługo już zima".
Jeszcze raz spojrzałam na Lou i wiedziałam że tez był całym moim światem.
- Czasem chciałbym wiedzieć o czym myślisz...
Zaśmiałam się i nagle zauważyłam że ktoś w czarnych ubraniach wbiega miedzy nas i wpycha mnie do jeziora, Lou nie zdążył mnie złapać a ja nie utrzymałam równowagi i chwile później byłam już w jeziorze. Poczułam jak bardzo lodowata jest woda a moje ciało ogarnęło zlodowacenie i odrętwienie, chciałam wynurzyć się na powierzchnie ale moje ręce i nogi zdawały się być osobnym ciałem nad którym zupełnie nie panuje, a na dodatek nałykałam się wody. Spojrzałam w  górę a światło zdawało się być coraz dalej, trwało to wieczność. Już myślałam że utonę ale poczułam silne ręce i ktoś wyciągnął mnie z wody, był to mój kochany Lou. Gdy wygrzebaliśmy się na brzeg ja zaczęłam wykrztuszać wodę którą połknęłam a następnie położyliśmy się na trawie oboje bardzo mokrzy i wyziębieni. Na niebie było już można zobaczyć pierwsze gwiazdy.
- Chciałem biec za tym kimś kto cię wepchnął ale uznałem że ty jesteś ważniejsza - wyszczerzył się a z jego ust poleciał obłoczek pary.
- I słusznie - pocałowałam go w nosek.
Gdy wstaliśmy niebieskooki okrył mnie swoją nie mokra kurtką, najwidoczniej zdjął ją zanim wskoczył do wody.
W połowie drogi do mojego domu zauważyłam że się cały trzęsie.
-Lou, dać ci kurtkę?
- Nie, nie trzeba jest nawet ciepło.
- Przecież widzę jak się trzęsiesz! p parsknęłam śmiechem.
- Nieprawda! - nadal upierał się przy swoim.
Wtedy zaczęliśmy się głośno śmiać.
Mogę o coś spytać? - mówiłam nadal lekko się śmiejąc.
- Jasne - odpowiedział niezwłocznie.
- Pamiętasz naszą pierwszą randkę?
- Tak wyglądałaś wtedy ślicznie - spiorunowałam go wzrokiem a gdy to zauważył szybko dopowiedział - Nie żebyś teraz nie wyglądała ślicznie albo kiedykolwiek indziej.
- Okey, więc jak to zrobiłeś że całe wesołe miasteczko było puste?
- Mam kuzyna który jest tam szefem więc wtedy zamknął kilka godzin wcześniej i mieliśmy je do naszej dyspozycji.
- A ja już myślałam że wbiegłeś tam z bronią i wszystkich powyszczelałeś a ciała gdzieś upchałeś - zaśmiałam się a on się trochę zmieszał.
- A tak propos, gadałeś już z Liamem na...no wiesz.
- Tak, wszystko jest ok, chłopaki też już wiedza i wszystko miedzy nami gra. Dobrze że w końcu nam powiedział...
- To dobrze, on jest dla mnie jak starszy brat którego nigdy nie miałam.
- Wiem i on to tez wie,
Doszliśmy pod okno mojego pokoju.
- Znowu się wymknęłaś? Coś mi się zdaje że już będziesz tedy wchodzić i wychodzić już zawsze.
Zachichotałam i spięłam się na parapet (Louis mi w tym pomógł), gdy tylko odczepiłam haczyk który trzymał ono zamknięte, chciałam kucnąć i wejść do środka ale poślizgnęłam się i upadłam łopatką na ramę okna, zawyłam z bólu.
- Selly! Wszystko ok? Coś ci się stało?!
- Nie, wszystko okey - skłamałam, wstałam uśmiechnęłam się i pokazałam kciuki w górę - Spotkamy się w sobotę u Liama?
- Jane - odpowiedział, pożegnał się i odszedł.
Gdy chłopaka już nie było widać, ległam na ziemię i zwijałam się z bólu a z oczu leciały mi łzy, tak strasznie bolało. Po godzinie czasu gdy ból troszeczkę ustąpił i byłam w stanie się już podnieść, zobaczyłam że na moim parapecie był rozlany olej. ,, Skąd on się tu do cholery wziął?!", tylko dwie osoby wiedziały jak wchodzę i wychodzę a tylko jedna z nich tędy weszła i to na pewno nie był Louis...

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Życzę weny. I jak najszybciej wrzucaj następny rozdział. Pozdrawiam! :D :* :P ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne!! czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś nominowana przeze mnie do The Versatile Bloger Award <3 więcej szczegółów na moim blogu http://jednokierunkowe-opowiadania34.blogspot.com/ ;*****

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, trzyma w napięciu. :)
    Zyczę dużo weny i czekam na kolejny.


    Zapraszam na nowy rozdział, który własnie się pojawił! :)
    http://all-our-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń