20.
...już miałam sobie odpuścić gdy usłyszałam trochę
zachrypnięty głos mojego skarba.
- Selly?! To ty?!
- Tak, możemy się spotkać?
- Jasne, gdzie i kiedy?
- W parku za 10 minut
- Okey
Rozłączyłam się i zaczęłam się szykować. Wyszłam jak
zwykle przez okno i spokojnie szłam na spotkanie z Louisem. Będąc nad jeziorem
w parku zobaczyłam Lou który stał i rzucał kamieniami do wody. Podeszłam do
niego i przytuliłam go od tyłu, a on odwrócił się do mnie i przytulił mnie
równie mocno.
- Oh Lou, jak dobrze cie widzieć - powiedziałam z lekkim
wzruszeniem.
A on złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku,
nawet nie walczyliśmy językami o dominacje tylko oddalam się mu. Gdy brakowało
mi już tchu, oderwałam się od niego i spojrzałam w jego niebieskie oczy, hipnotyzowały
mnie.
- Czemu jesteś smutna? Coś się stało? Powiedz mi...
Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu o całej sytuacji
z pogrzebem i rodzicami, chciałam mu tez powiedzieć o Zaynie, o tym że to on
mnie porwał ale jakoś zabrakło mi odwagi, nie mogłam spojrzeć na niego i
powiedzieć że jeden z jego najlepszych przyjaciół próbował mnie zabić na myśl o
tym zaczęłam się trząść.
- Sell, co się stało? Cała się trzęsiesz...
- Po prostu jest mi smutno...
- Rozumiem cie, strata przyjaciela to coś
ważnego...kiedyś miałem brata nazywał się Dan, kochałem go i to bardzo ale
teraz już nie żyje i to przeze mnie.
- Jak to? Dlaczego? - byłam w szoku.
- Zeszłego lata byliśmy całą rodzina w górach w takim
domku letniskowym. pewnego wieczoru miałem się zająć moim braciszkiem, miał
wtedy 4 lata, ale dla mnie były ważniejsze imprezy, gdy nadszedł wieczór i
rodzice wyszli a moja siostra siedziała z koleżankami w sąsiednim domku ja
zamknąłem brata w pokoju i wyszedłem na ta imprezę...gdy wróciłem kilka godzin później
stała tam karetka która wywoziła coś w czarnym worku, to było małe ciało
Dannego, on się nudził w tym pokoju, włożył widelec do gniazdka i prąd go
poraził tak że jego małe serce przestało bić - mówił ze smutkiem a z jago oczu
poleciały łzy, lecz szybko je otarł.
- Oh Lou, tak mi przykro.
- Gdybym tylko nie poszedł na tą głupią imprezę on nadal
by żył...
- Nie Lou, nie obwiniaj się, masz mnie swoją siostrę i mamę
- o tacie nie wspomniałam bo wiedziałam że odszedł kilka lat temu.
- Nie myślałem że od tamtej chwili będę tak szczęśliwy
jak teraz i że pokocham kogoś tak mocno...a wtedy pojawiłaś się tym i stałaś
się moim całym światem. Od pierwszego dnia czułem coś wyjątkowego do ciebie a
kiedy wylądowałaś w szpitalu tak
strasznie się przestraszyłem od razu przypomniał mi się mój mały braciszek, tak
bardzo się bałem że ciebie też stracę...a przy twoim talencie pakowania się w
kłopoty nigdy nie jestem spokojny - posłał mi słaby uśmiech - Wiesz jak
wariowałem gdy nie odbierałaś telefonu i zaszyłaś się w domu przez te kilka dni?!
- Lou, tak bardzo przepraszam, potrzebowałam być sama ale
i tak bardzo za tobą tęskniłam za twoimi oczami, spojrzeniem, troską...
- Kocham cię i będę kochał do końca, nawet gdybyś mnie
zostawiła ja i tak nadal będę cię kochał.
Ogarnęło mnie jednocześnie szczęście, radość, wzruszenie,
tyle emocji, bałam się że wybuchnę.
- Też cię kocham - pocałowałam go a z moich oczu
poleciały łzy szczęścia.
- Obiecaj że nigdy mnie nie zostawisz - mówiłam miedzy
pocałunkami.
- Obiecuję - odpowiedział.
Gdy przestaliśmy się całować zauważyłam że już trochę się
ściemniło a z drzew lecą niesione przez lekki wietrzyk ostatnie liście. ,,Tak,
za niedługo już zima".
Jeszcze raz spojrzałam na Lou i wiedziałam że tez był
całym moim światem.
- Czasem chciałbym wiedzieć o czym myślisz...
Zaśmiałam się i nagle zauważyłam że ktoś w czarnych
ubraniach wbiega miedzy nas i wpycha mnie do jeziora, Lou nie zdążył mnie
złapać a ja nie utrzymałam równowagi i chwile później byłam już w jeziorze.
Poczułam jak bardzo lodowata jest woda a moje ciało ogarnęło zlodowacenie i
odrętwienie, chciałam wynurzyć się na powierzchnie ale moje ręce i nogi zdawały
się być osobnym ciałem nad którym zupełnie nie panuje, a na dodatek nałykałam
się wody. Spojrzałam w górę a światło zdawało
się być coraz dalej, trwało to wieczność. Już myślałam że utonę ale poczułam
silne ręce i ktoś wyciągnął mnie z wody, był to mój kochany Lou. Gdy wygrzebaliśmy
się na brzeg ja zaczęłam wykrztuszać wodę którą połknęłam a następnie położyliśmy
się na trawie oboje bardzo mokrzy i wyziębieni. Na niebie było już można zobaczyć
pierwsze gwiazdy.
- Chciałem biec za tym kimś kto cię wepchnął ale uznałem
że ty jesteś ważniejsza - wyszczerzył się a z jego ust poleciał obłoczek pary.
- I słusznie - pocałowałam go w nosek.
Gdy wstaliśmy niebieskooki okrył mnie swoją nie mokra kurtką,
najwidoczniej zdjął ją zanim wskoczył do wody.
W połowie drogi do mojego domu zauważyłam że się cały trzęsie.
-Lou, dać ci kurtkę?
- Nie, nie trzeba jest nawet ciepło.
- Przecież widzę jak się trzęsiesz! p parsknęłam
śmiechem.
- Nieprawda! - nadal upierał się przy swoim.
Wtedy zaczęliśmy się głośno śmiać.
Mogę o coś spytać? - mówiłam nadal lekko się śmiejąc.
- Jasne - odpowiedział niezwłocznie.
- Pamiętasz naszą pierwszą randkę?
- Tak wyglądałaś wtedy ślicznie - spiorunowałam go
wzrokiem a gdy to zauważył szybko dopowiedział - Nie żebyś teraz nie wyglądała
ślicznie albo kiedykolwiek indziej.
- Okey, więc jak to zrobiłeś że całe wesołe miasteczko
było puste?
- Mam kuzyna który jest tam szefem więc wtedy zamknął
kilka godzin wcześniej i mieliśmy je do naszej dyspozycji.
- A ja już myślałam że wbiegłeś tam z bronią i wszystkich
powyszczelałeś a ciała gdzieś upchałeś - zaśmiałam się a on się trochę
zmieszał.
- A tak propos, gadałeś już z Liamem na...no wiesz.
- Tak, wszystko jest ok, chłopaki też już wiedza i
wszystko miedzy nami gra. Dobrze że w końcu nam powiedział...
- To dobrze, on jest dla mnie jak starszy brat którego
nigdy nie miałam.
- Wiem i on to tez wie,
Doszliśmy pod okno mojego pokoju.
- Znowu się wymknęłaś? Coś mi się zdaje że już będziesz
tedy wchodzić i wychodzić już zawsze.
Zachichotałam i spięłam się na parapet (Louis mi w tym
pomógł), gdy tylko odczepiłam haczyk który trzymał ono zamknięte, chciałam kucnąć
i wejść do środka ale poślizgnęłam się i upadłam łopatką na ramę okna, zawyłam
z bólu.
- Selly! Wszystko ok? Coś ci się stało?!
- Nie, wszystko okey - skłamałam, wstałam uśmiechnęłam
się i pokazałam kciuki w górę - Spotkamy się w sobotę u Liama?
- Jane - odpowiedział, pożegnał się i odszedł.
Gdy chłopaka już nie było widać, ległam na ziemię i
zwijałam się z bólu a z oczu leciały mi łzy, tak strasznie bolało. Po godzinie
czasu gdy ból troszeczkę ustąpił i byłam w stanie się już podnieść, zobaczyłam
że na moim parapecie był rozlany olej. ,, Skąd on się tu do cholery
wziął?!", tylko dwie osoby wiedziały jak wchodzę i wychodzę a tylko jedna
z nich tędy weszła i to na pewno nie był Louis...
Świetny rozdział. Życzę weny. I jak najszybciej wrzucaj następny rozdział. Pozdrawiam! :D :* :P ;)
OdpowiedzUsuńświetne!! czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana przeze mnie do The Versatile Bloger Award <3 więcej szczegółów na moim blogu http://jednokierunkowe-opowiadania34.blogspot.com/ ;*****
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, trzyma w napięciu. :)
OdpowiedzUsuńZyczę dużo weny i czekam na kolejny.
Zapraszam na nowy rozdział, który własnie się pojawił! :)
http://all-our-life.blogspot.com/
Świetny rozdział czekam na next :3
OdpowiedzUsuń