wtorek, 24 grudnia 2013

Nightmare of past Christmas!

Siedziałam na parapecie już kolejną godzinę i kończyłam czytać moją ulubiona książkę. Przeczytawszy kolejny rozdział, zamknęłam książkę i spojrzałam przez okno, cała okolica była biała, pokryta grubą warstwą śniegu a na podwórku jak zwykle bawiła się grupka małych gnojków która od pewnego czasu mnie podglądała. ,,Och, nawet we własnym domu nie mam prywatności!". Poza tymi chłopcami jak zwykle przesiadywał tam przystojny chłopak o zielonych oczach i lokowanych włosach. Patrząc tak na niego, z nieba zaczął prószyć śnieg, a z kuchni było czuć smakowity zapach jedzenia. ,,Tak to już dzisiaj...wigilia! Już nie mogłam doczekać się prezentów i dzielenia opłatkiem! Ale najpierw przepędzę tych małych zboczków". Wzięłam kurtkę i ubrałam buty...takie czarne. Wychodząc  spojrzałam jeszcze w lustro, moje czerwone włosy były związane w roztrzepanego koka, miałam też na sobie białą bluzkę i czarne leginsy. Założyłam więc kurtkę i poszłam do tych zboczeńców.

* * *
- Spadajcie mi stąd małe zboczuchy!!! - krzyczałam dochodząc do nich, a z moich ust wydobył się obłoczek pary.
Dzieciaki zaczęły uciekać z krzykiem w popłochu. ,,Przynajmniej będę miała spokojne święta". Już miałam wracać do domu ale...zaintrygował mnie ten chłopak z loczkami, postanowiłam podejść do niego i zagadać.
Podchodząc do niego, on podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi boskimi zielonymi oczami. Miał na sobie czarne jeansy i brązowy płaszczyk.
- Co ty tutaj robisz? Też mnie podglądasz? - spytałam.
- Co? Oczywiście że nie...ja tylko patrzę co ciekawego robisz w domu - uśmiechnął się łobuzersko.
Walnęłam go w ramie.
- A tak na serio to co tutaj robisz? - dociekałam.
- Czy ja wiem...lubię to miejsce, jest takie spokojne.
Zmrużyłam moje duże czekoladowe oczy i spojrzałam na niego podejrzliwie, kłamał. Nie wiedziałam tylko dlaczego.
- Okey, skoro tak twierdzisz - powiedziałam obojętnym głosem.
Już miałam iść kiedy chłopak wstał, podszedł do mnie i leciutko pocałował w usta, a następnie odwrócił się i poszedł. Tak to było dziwne. Stałam tak a na moje włosy spadało coraz to więcej śniegu. W końcu się otrząsnęłam i wróciłam powolnym krokiem do domu. Będąc już w swoim cieplutkim pokoju, zaczęłam szukać jakiegoś ładnego ciuchu na wigilię. Wybrałam beżową sukienkę w koronkę z cieniutkim czarnym paseczkiem. Po ubraniu się wzięłam moją MP3 i kilka mandarynek, no bo przecież co to za święta bez mandarynek? Położyłam się na łóżku z słuchawkami w uszach i po krótkiej chwili zasnęłam.
Obudził mnie głos mamy.
- Kat! Wstawaj, czas iść na pasterkę!
Zerwałam się szybko z łóżka, rozpuściłam włosy, przejrzałam się w lustrze (wyglądałam ślicznie), założyłam buty i wybiegłam z domu zakładając po drodze kurtkę.

* * *
Weszłam trochę spóźniona do kościoła i szybko usiadłam w ławce. W czasie kazania rozglądałam się po kościele, kilka ławek za mną siedział ten chłopak z loczkami i zielonymi oczami, chciałam jeszcze z nim porozmawiać.
Po skończonej mszy szukałam go ale nigdzie go nie było...jakby rozpłynął się w powietrzu. Postanowiłam więc wrócić do domu. W drodze na świąteczny posiłek, gdy szłam dość ciemną drużką usłyszałam za sobą kroki. Przyśpieszyłam kroku, ten ktoś za mną zrobił to samo, więc zaczęłam biec, gdy tylko wybiegłam z ganku a ulice oświetlały latarnie, obejrzałam się za siebie i odetchnęłam z ulgą, był to zielonooki chłopak, stanęłam więc i spojrzałam na niego trochę dysząc.
- Och to ty, ale mnie przestraszyłeś.
- Nie ma obawy, chciałem ci tylko życzyć wesołych świąt - podszedł i mnie przytulił.
- Dziękuję i na wzajem. A w ogóle jak masz na imię?
- Harry...a ty?
- Kat, miło mi.
- Mi też i nawet nie wiesz jak bardzo - mówił sięgając po coś do płaszcza...była to broń.
,,O mój Boże!!!". Przestraszyłam się i spanikowałam, chciałam zacząć krzyczeć i uciekać ale chłopak był szybszy i postrzelił mnie w brzuch. Upadlam na biały i zimy śnieg, wokół mnie rozlała się czerwona kałuża krwi.  Gdy ostatkiem sił podniosłam głowę, chłopaka już nie było. Spojrzałam więc w niebo, spadały na mnie delikatnie płatki śniegu a ja leżałam i powoli  wykrwawiałam się na śmierć, tak to była moja ostatnia wigilia. Leżałam martwa przykryta śniegiem, a moje ciało stawało się zimne i drętwe.
 ____________________________________
Na Święta Bożego Narodzenia, życzę Wam ujrzenia Harrego przyrodzenia. Niech Louis z marchewkami, przyjdzie w koszulce z paskami. Niech Liam odda Wam żółwia swego, ale musicie go karmić dnia każdego. Niech Niall rozwali Wam lodówkę i zje Wam wszystko, nawet parówkę. Niech Zayn się w Waszym lustrze przejrzy i Paul przez Wasze okno wejrzy. Niech wszyscy wyskoczą Wam spod choinki i zaśpiewają kolędy dla Waszej rodzinki. Niech Horan dopadnie się do kolacji. Niech Zayn powie, że jest pełen gracji. Niech Harrego ogarnie na sex pokusa, xD a Louis zrobi Wam psikusa. Niech Liam ucieka przed łyżkami, a Paul będzie gonił za wszystkimi Wami. Wszyscy potem zjedzcie żelki. WESOŁYCH ŚWIĄT!!

niedziela, 22 grudnia 2013

Uratowana

18.
...już naciskał na spust gdy nagle zadzwonił telefon. Zayn wyciągnął i odebrał.
- Hej Louis - powiedział z chytrym uśmieszkiem - A wiesz musiałam wyjść odwieść taką bardzo pianą dziewczynę - próbował powstrzymać się od śmiechu - Aha, okey do zobaczenia - i się rozłączył.
Coraz ciężej mi się oddychało a obraz był bardziej zamazany niż kilka minut temu, ale nie mogłam zemdleć, musiałam zachować świadomość.
- No więc dokończmy to co zaczęliśmy - mówił z nienawiścią w głosie.
Nie mogłam nic odpowiedzieć, łapałam nerwowo powietrze żeby móc tylko oddychać. Po chwili zobaczyłam broń kilka centymetrów od mojej głowy i szczęśliwego bruneta. Pomyślałam o całym moim życiu. Chłopak już miał nacisnąć na spust gdy w oddali zobaczyłam światłą - chyba reflektory od auta, Zayn zobaczył na mojej twarzy radość bo odwrócił się gwałtownie, po czym uciekł do auta i w pośpiechu odjechał. Natomiast ja zaczęłam głośno krzyczeć, powoli traciłam przytomność, ostatnie co widziałam to wysiadającego z auta chłopaka i dziewczynę.
Gdy się obudzałam zobaczyłam szary zamszowy sufit i skórzane siedzenia - byłam w aucie, podniosłam się szybko. Leżałam z tyłu a za kierownicą siedział Louis a na miejscu pasażera Alice. Bardzo się ucieszyłam.
- O widzę że śpiąca królewna obudziła się ze snu - zażartował Lou.
- Och Selly, tak się martwiłam, jak dobrze że nic ci nie jest - powiedziała brunetka z troską w oczach i uśmiechem na twarzy.
- Jak mnie znaleźliście? - to było pytanie na które najpierw chciałam znać odpowiedź.
- Gdy do mnie zadzwoniłaś i usłyszałem w słuchawce szum a potem twoje krzyki od razu wiedziałem że coś nie gra, więc spytałem Alice czy nie wie gdzie jesteś a ona że nie i wtedy wyjęła telefon i wpisała do takiej aplikacji numer twojego Blackberry a ta apka od razu pokazała gdzie jesteś - powiedział chłopak za jednym wydechem.
- Noo, Lou jechał chyba z 200 km/h - powiedziała Alice żartobliwym głosem.
Nie wiedziałam co powiedzieć lecz po krótkiej chwili wydukałam tylko ,,Dziękuję" i skuliłam się na siedzeniu nie odzywając się. Przez całą drogę analizowałam to co się stało następne pół godziny temu. Gdy już prawie dojechaliśmy do mojego domu Alice zadała jeszcze jedno pytanie:
- Wiesz kto cie porwał?
Nie mogłam jej powiedzieć przy Louisie, to jego przyjaciel, zrujnowałoby to go a poza tym czy uwierzyli by mi?
- Nie, nie widziałam kto to był.
- Trzeba zawiadomić policję - powiedziała Alice z powagą na twarzy.
- Po co? To pewnie tylko jakiś głupi żart chłopaków z imprezy.
- Głupi żart? Kpisz ze mnie? Mało co się tam nie udusiłaś! Wiesz co by się stało gdybyśmy przyjechali kilka minut później?! Wiesz?! Albo gdybym nie miała tej aplikacji?! - wykrzyczała dziewczyna.
Pierwszy raz widziałam Alice w takim stanie, zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Kilka minut później samochód zatrzymał się, wysiadłam a razem ze mną Lou, Alice została w aucie. Brunet odprowadził mnie pod okno.
- Mogę o coś spytać? - zagadnął.
- Tak, jeśli nie jest to związane z porwaniem...nie chce o tym gadać.
- Hmm, ok...czemu wchodzisz przez okno?
- Hah, no bo wymknęłam się na tą imprezę, cały czas mam szlaban.
- Rozumiem...taka z ciebie ,,Bad Girl".
Zaśmiałam się i wpatrywałam w jego niebieskie oczy i go przytuliłam.
-Jak dobrze że cie mam - wyszeptałam a z moich oczu poleciały łzy.
- Ja tez się cieszę...jesteś dla mnie ważna, bardzo ważna - powiedział i otarł moje łzy z twarzy.
Westchnęłam, tak bardzo nie chciałam wypuszczać go z uścisku.
- Teraz pewnie marzysz tylko o tym żeby zwinąć się w kłębek w swoim łóżku.
,,Czy on czytał mi w myślach?"
- Tak i to bardzo, ale jeszcze bardziej nie chce wypuszczać cię z uścisku.
- Ja ciebie też, ale nie możemy stać tak całą wieczność.
- Ale dlaczego? - mówiłam spoglądając na niego.
Chłopak zaśmiał się tylko i pocałował mnie w czoło, następnie pomógł mi wejść do pokoju. Pożegnaliśmy się i poszłam wsiąść expresowy prysznic, następnie zwinęłam się w kłębek w swoim łóżku i próbowałam zasnąć ale przez długie godziny powracały wspomnienia z minionego wieczoru, zasnęłam dopiero nad ranem.  Miałam straszne koszmary.
Gdy się obudziłam słońce było wysoko na niebie, popatrzyłam na zegarek, wskazywał 15:04. Wstałam i przeciągnęłam się, przejrzałam się w lustrze, pod oczami miałam straszne wory ,,Nie wiem czy jakikolwiek korektor to zakryje". Wtedy dopadło mnie dziwne uczucie że o czymś zapomniałam, tak zapomniałam o samochodzie rodziców, pewnie i tak już zauważyli i się wszystkiego domyślili a teraz siedzą pewnie na dole źli i wymyślają dla mnie kolejną karę czekając aż wstanę. Gdy zeszłam na dół w mojej piżamie w panterkę i poczułam pod bosymi stopami ziemne kafelki, rozejrzałam się lecz nikogo nie było, nawet nie zostawili karteczki. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam ale trochę strasznie siedzieć w tak wielkim domu. Wzięłam tylko kubełek lodów czekoladowych i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i zaczęłam oglądać filmy zajadając się słodkościami. Leżałam tak w moim łóżku i leżałam, dzwonił ktoś do drzwi lecz to zignorowałam i gdy rodzice pukali i chcieli wejść porozmawiać to tez to zignorowałam i nie odzywałam się a telefon miałam wyłączony. Nie chciałam z nikim gadać. Przez następny tydzień nie wychodziłam z pokoju, nie byłam nawet w szkole, byłam przybita. Odwiedziła mnie Alice ale jej tez nie otworzyłam drzwi i z nią nie gadałam. Odwiedził mnie również psycholog ale i on nic nie wskórał. Po prostu leżałam i oglądałam filmy. Nastała przerwa świąteczna a za oknem zaczął padać śnieg. Miałam wolne od szkoły i od problemów. Z pokoju wychodziłam tylko do kuchni po jedzenie i tylko wtedy gdy nie było rodziców. Leżąc w łóżku tak kolejny dzień, nagle zauważyłam że za oknem coś się poruszyło, wystraszyłam się...powoli wpadałam w paranoje ale wstałam, podeszłam do okna i zobaczyłam...
____________________________________
Kochani zajrzyjcie tutaj we wtorek (24.12.2013) to czeka na was miła niespodzianka! ;)

wtorek, 10 grudnia 2013

Porwana?

17.

- Przytuliłem ją bo widziałem co się stało na korytarzu, a ona jest dla mnie jak młodsza siostra! Wiedziałem że tego potrzebowała...-mówił już prawie szeptając.
Spojrzałam na Liama z wdzięcznością, było to przeurocze, zawsze chciałam mieć brata. Otarłam łzy i spojrzałam na Louisa, stał w szoku i nie wiedział co powiedzieć. Liam spojrzał tylko na niego i wyszedł. Wysoki brunet podszedł i podniósł mnie z ziemi.
- Przepraszam skarbie - powiedział całując mnie w czoło.
Przytuliłam go mocno, jak dobrze wiedzieć że ma się ta ukochaną osobę.
- Chodź, pójdziemy do pielęgniarki - powiedział tym razem całując mnie delikatnie w lekko napuchniętą już wargę.
Siedząc na krześle z workiem lodu przy wardze Lou dopytywał się mnie:
- Jak się czujesz?
- Czuje się upokorzona i czuje się boleśnie.
- Upokorzona?
- Tak, gdyby nie ty...i tak oberwałam a nawet nie umiałam się obronić i co chwile przynoszę ci wstyd - powiedziałam smutnym głosem.
- Wstyd? Chyba sobie żartujesz! Jesteś bardzo silną i niezależną dziewczyną, mogę być z ciebie tylko i wyłącznie dumny!
Louis był kochany, zawsze podnosił mnie na duchu.
- Jaką kare dostałaś od dyra?
- Dzisiaj zostaje w kozie a przez następny tydzień muszę wyrywać chwasty.
Do gabinetu weszli Alice i Niall, widziałam zmartwienie w ich oczach. Cały czas pytali jak się czuje, czy wszystko jest ok a brunetka tłumaczyła mi się dlaczego nie mogła mi pomóc.
Gdy odsiedziałam karę w kozie w której poznałam przeuroczą blondynkę Blair i wróciłam do domu, rodzice już wszystko wiedzieli. Znowu  dali mi wykład i tym razem kare...nie mogłam iść na imprezę. Nie odzywałam się do nich. Te cztery dni zleciały mi na pracy w szkole i unikaniu rodziców. Ale w piątek...nie mogłam odpuścić sobie tej imprezy, ubrałam się w jasne jeansy i t-shirt a do tego skórzana kurtka i czarne lity a włosy upięłam w wysoki kucyk do tego miałam mocny makijaż, telefon schowałam do kieszeni. Wyszłam przez okno, wzięłam auto moich rodziców i pojechałam pod adres który Liam wysłał mi sms'em.
Wchodząc do jego domu, przy wejściu dostałam kubek z piciem...oczywiście był w nim alkohol. Będąc w salonie  zobaczyłam część ludzi tańczących a druga część stojących i rozmawiających w grupkach. Rozglądałam się, lecz długo nie widziałam nikogo znajomego. Nagle ktoś zakrył mi oczy, odwróciłam się , był to mój chłopak. Zobaczywszy go połączyłam usta w namiętnym pocałunku. Tak bardzo brakowało mi jego bliskości. Gdy oderwaliśmy się od siebie złapałam go za rękę i zaprowadziłam na górę po drodze odstawiając kubek. Gdy weszliśmy do przyciemnionego pokoju (była to chyba sypialnia), zdjęłam bluzkę Louisa, całując go. Chłopak równie szybko pozbył się mojej bluzki , następnie podniósł mnie i położył na łóżku a ja próbowałam odpiąć mu spodnie. Poczułam pocałunki na szyi, dekoldzie i brzuchu aż przeszły mnie przyjemne dreszcze. Niebieskooki próbował odpiąć mi stanik gdy do pokoju wbiegła Blair.
- Louis, potrzebuj...ee przepraszam - spuściła wzrok a ja zrzuciłam z siebie chłopaka.
- Nie spoko i tak wychodzimy - mówiłam łapiąc za bluzkę i ją ubierając.
Ubierając się Lou pocałował mnie i wyszedł z Blair. Ja szukałam mojego telefonu komórkowego na podłodze. Po chwili zorientowałam się że ktoś wszedł do pokoju, odwróciłam się szybko, był to Zayn.
- Co ty tu robisz?
- Wstawaj!
Wstałam z ziemi a brunet podszedł do mnie załapał mocno za ramie i zakrył usta ręką ,,Co tu się dzieje?".
- Jeśli tylko krzykniesz, pożałujesz tego! - powiedział naprawdę groźnym głosem.
Pokiwałam tylko głową i zeszliśmy na dół wychodząc tylnymi drzwiami.
Stanieliśmy przed czarnym autem, tym samym co mnie potrąciło! Byłam trochę przerażona ale nie dawałam tego po sobie poznać. Gdy otworzył drzwi auta i próbował mnie wepchnąć  stawiałam opór ale dla niego to było nic. W końcu wepchnął mnie na siedzenie pasażera po czym sam usiadł za kierownicą.
- Co ty wyprawiasz? Czemu to robisz? Po co?
- Morda!!
Resztę drogi siedziałam cicho. Jechaliśmy z dużą prędkością, nie wiedziałam co mam zrobić a na dodatek zaczęłam odczuwać ból na ramieniu w miejscu w którym mnie chwycił. Wjechaliśmy do lasu, było już po zmroku a lasy po zmroku są przerażające! Serce zaczęło mi bić szybciej. Po jakiś dwóch kilometrach zatrzymaliśmy się, najpierw wysiadł Zayn, podszedł do moich drzwi otworzył je i chciał mnie wyciągnąć, opierałam się ale to na nic się nie zdało. Gdy brunet zamykał drzwi auta, poluźnił trochę uścisk, wtedy wyrwałam mu się i pobiegłam. Obejrzałam się za siebie, gonił mnie wyciągnęłam więc telefon i wybrałam numer Lou, nacisnęłam i schowałam z kieszeni. Zayn po dłuższym czasie mnie dogonił i złapał, próbowałam się wyrwać, krzyczałam i kopałam ale on trzymał mnie w niedźwiedzim uścisku, trzymał mnie tak mocno, myślałam że kości mi zgniecie.
Chłopak poszedł ze mną kilka metrów dalej i przywiązał mnie do drzewa ( nie widziałam żeby miał ze sobą linę). Gdy liny tak mocno mnie ściskały że kręciło mi się w głowie, usłyszałam głos brązowookiego:
- Już dawno chciałem to zrobić, odkąd tu przyjechałaś! Od samego początku cię nie lubiłem! Chciałem się ciebie pozbyć ale nie miałem jak...aż do teraz! Dostałem zlecenie na zabicie ciebie i z chęcią je przyjąłem! Nie będzie cię już!
,,Co to znaczy? Zabije mnie?'', było mi coraz bardziej słabo.
- Co? Dlaczego? Kto ci to zlecił? - postanowiłam grać na czasie.
Ale Zayn nic nie odpowiedział tylko wyjął broń i wymierzył we mnie...

niedziela, 8 grudnia 2013

Zdjęcia

16.
Ubierając czerwone spodnie i białą bluzkę a włosy zaplatając w francuza, myślałam jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień w szkole. ,,Pewnie wszyscy będą się ze mnie śmiać, ale nie będę się tym przejmować, mam przecież Louisa, Alice, Amandę i Nialla" - pomyślałam pozytywnie. Będąc już na dole, zauważyłam że rodziców już nie ma. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wsypując płatki do miski zauważyłam że na stole leży nowiutki blackberry z karteczką ,,Twój nowy telefon". Ale super! Pod telefonem leżała karta startowa. Od razu wszystko odpakowałam i wykręciłam numer Alice:
- Hej Alice, to ja! Mam już nowy telefon!
- Super! Nareszcie będziesz mogła pisać pikantne sms'y z Louisem.
- Ach tak, a ty możesz uprawiać z Zaynem telefoniczny sex!
Po chwili ciszy zaczęłyśmy się śmiać do rozpuku.
- Dobra, spotkamy się w drodze do szkoły...- powiedziała Alice.
- Okey.
- Nie zapomnij wziąć karty ze zdjęciami...mam już pomysł jak je wykorzystać - powiedziała i się rozłączyła.
Olałam śniadanie, wzięłam tylko plecak, ubrałam trampki i ruszyłam w stronę szkoły, po drodze bawiąc się telefonem.
Przed bramą szkoły zobaczyłam machającą do mnie Alice.
- Hej kochana, jak tam telefon? - zapytała.
- Jest boski!
- Cieszę się. Wzięłaś kartę?
- Tak. Co chcesz zrobić ze zdjęciami?
- No więc na czwartej lekcji możemy powiedzieć ze idziemy zrobić gazetkę a tak naprawdę pójdziemy do sali komputerowej w której jest drukarka, wydrukujemy te fotki i porozwieszamy po całej szkole, a potem bum! Dzwonek na przerwę i cała szkoła widzi Suzan całującą się z dziewczyną!
- To...jest genialne! - wykrzyczałam.
W szkole większość chłopaków gwizdało gdy przechodziłam a dziewczyny dogryzały mi, ale nie przejmowałam się tym.
Na czwartej lekcji spotkałyśmy się w sali komputerowej i wydrukowałyśmy ze sto kopi tych zdjęć, następnie poprzyklejałyśmy po całej szkole. Zadzwonił  dzwonek, wszyscy wyszli z klas i od razu zauważyli to co wisiało na ścianach, podeszli i zaczęli się im przyglądać. Chwile później korytarzem szła nasza 'kochana' Suzan, wszyscy się z niej śmiali i wytykali palcami.
- Hej Suzan, jak ci się podobają zdjęcia? A jak ci się układa z dziewczyna? Pewnie strasznie bolą cię usta co? - powiedziałam drwiąco gdy dziewczyna przechodziła obok nas.
- Ty to zrobiłaś! Ja to wiem! - wykrzyczała i rzuciła się na mnie z pięściami.
Przywarła mnie do ściany i próbowała mnie uderzyć, jednocześnie szarpiąc mnie za włosy. Wokół nas zebrał się spory tłum gapiów. Nie mogłam pozostać dłużna Suzan i zaczęłam się z nią szarpać.
Zauważyłam kontem oka że Alice próbowała mi pomóc ale tłum  chłopaków ja przytrzymywał. Dziewczyna krzyczała i próbowała się wyrwać. Tymczasem Suzan tak mocno szarpnęła mnie za włosy że upadłam na ziemie, ona wykorzystując ta sytuacje usiadła na mnie i zacisnęła dłoń w pięść szykując się do uderzenia. Zamknęłam oczy i czekałam na uderzenia, lecz nic nie nastąpiło. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Lou który trzymał w silnym uścisku rudowłosą dziewczynę. Rozglądając się zobaczyłam Amandę która stała w kącie z okularami przeciwsłonecznymi, Nialla który stał w szoku, Liama z trochę zmartwiona miną i Zayna z uśmiechem i zadowoleniem na twarzy. Podniosłam się a w ustach poczułam gorzką krew, miałam rozcięta wargę.
Przyszła nauczycielka, która kazała wszystkim wracać do sal, a przez głośniki rozległ się głos:
,,Selly Jey, proszona do gabinetu dyrektora".
Idąc   w stronę gabinetu, słyszałam jeszcze krzyki Suzan ,,Zrujnowałaś mi życie! Teraz ja zrujnuje twoje!!"
Siedząc na krześle  u dyrektora trochę się denerwowałam. Siwy facet spojrzał na mnie spod okularów i spytał:
- Czy to ty rozwiesiłaś te fotografie?
- Tak - odpowiedziałam bo uznałam że nie opłaca mi się kłamać.
- Miałaś kogoś do pomocy?
- Nie - tym razem musiałam skłamać, nie chciałam wpędzać Alice w kłopoty..
- Więc, młoda panno musisz zostać za to ukarana.
- To znaczy?
- Zastanawiam się nad zawieszeniem...- powiedział przeciągając ostatnie słowo.
-Nie! Proszę nie! Będę już grzeczna!
- Tu nie chodzi tylko o ta bójkę i rozwieszenie zdjęć ale o to co zrobiłaś też na balu...
,,Skąd on to wszystko tak szybko wiedział?"
- Przepraszam! To był jednorazowy wybryk...
- Dobrze, ze względu że jesteś tu nowa i dobrze się uczysz to zostaniesz dzisiaj po lekcjach w kozie a przez kolejny tydzień będziesz plewić chwasty na terenie szkoły.
- Co?! A Suzan?
- O nią się nie martw...
- Ale to ona mnie uderzyła pierwsza, rzuciła się na mnie! Mam świadków!
- Ale to ty ja sprowokowałaś. Zajmiemy się nią odpowiednio, a teraz idź do pielęgniarki niech ci opatrzy tą rozwaloną wargę, później będziesz miała spotkanie z psychologiem.
- Z psychologiem? Przecież ja jestem normalna! To Suzan powinna się leczyć!
- Dość, przeginasz panno! Gdy wyjdziesz od pielęgniarki masz wracać na lekcje, a teraz do widzenia.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Stojąc przed drzwiami na holu zauważyłam Liama, gdy mnie zauważył to podszedł i mnie przytulił. Na początku się trochę zdziwiłam ale zdałam sobie sprawę że właśnie tego potrzebowałam. Gdy tak staliśmy wtuleni w siebie, wszedł Louis, odskoczyliśmy szybko od siebie, spojrzałam na niego i widać było na jego twarzy lekkie zdziwienie a następnie złość, po krótkiej chwili wyszedł.
- Lou, zaczekaj! To nie tak! - pobiegłam za nim.
- A jak? - odwrócił się i spojrzał na mnie.
- No bo byłam u dyrektora a jak wyszłam to stał tam Liam i mnie przytulił, to wszystko!
- Wiesz, inaczej to wyglądało! - krzyczał.
Widząc go takiego rozwścieczonego zdałam sobie sprawę że taki 'wściekły' Louis wywołuje we mnie strach, lęk. Do moich oczu napłynęły łzy a ja zapytałam się łamiącym głosem:
- Ufasz mi?
Łzy spływały mi po policzkach a on nie wiedział co powiedzieć.
Nagle dołączył do nas Liam.
- Lou, stary to wszystko nie tak.
- Dobra nie tłumacz się.
Przyglądałam się rozmowie chłopaków lecz Louis odwrócił się i szedł w stronę wyjścia. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. Liam widząc to wykrzyknął:
- To nic nie znaczyło bo jestem gejem!!! Wole chłopaków!! Nie pociąga mnie Sell!
Lou zatrzymał się.

czwartek, 21 listopada 2013

Co sie działo?

15.

Obudził mnie straszny ból głowy, usiadłam i rozejrzałam się, zdałam sobie sprawę że nie wiem gdzie jestem! Spojrzałam na stolik, leżała tam tabletka i szklanka wody. Zjadałam tabletkę popijając wodą ,,Mama nadzieje że pomoże mi to na moją bolącą głowę!". W tym momęcie do pokoju wszedł Louis i usiadł na kanapie.
- Jak się czujesz? - zapytał z troską w oczach.
- No w sumie to ok, tylko boli mnie głowa...
- Nic dziwnego, wypiłaś dość dużo alkoholu.
- Alkoholu? Przecież ja nie piłam alkoholu! - bulwersowałam się.
- W tym niebieskim napoju był alkohol
- Ja...ja nie wiedziałam
Miałam ochotę zapaść się pod ziemie.
- W poniedziałek odwiedzisz psychologa.
- Co? Dlaczego?
- Za to co zrobiłaś na potańcówce.
- To znaczy?
- Piłaś alkohol, wyzywałaś moja partnerkę na bal, prawie rozebrałaś się do naga, zepsułaś sprzęt nagłaśniający i naświetlający a na koniec zasnęłaś rzygając w kiblu.
Siedziałam z szeroko otwartą buzią i nie umiałam wydusić z siebie słowa.
- Tej dziewczynie, Candy co była ze mną na imprezie zrobiło się strasznie przykro i później płakała przez cały wieczór.
- Przepraszam.
- To nie mnie powinnaś przepraszać.
- Tak wiem, jak ja tylko spotkam to ją przeproszę.
Chciałam przytulic się do Lou i o wszystkim zapomnieć. Lecz gdy tylko przysunęłam się do niego on gwałtownie wstał z kanapy, jakby trzymał do mnie dystans.
- Czy zrobiłam jeszcze coś głupiego na taj potańcówce?
- W sumie to tak...
- Co?
W tej chwili zadzwonił telefon Lou, spojrzał na ekran a później na mnie.
- To do ciebie, twoja mama.
Wzięłam telefon i odebrałam.
- W końcu! Gdzie ty jesteś?! Masz poważne kłopoty!!!
- No nocowałam u koleżanki po tym balu.
- Jest niedziela rano! Dość długo nocowałaś!
,,Niedziela? Jak to?"
- Zaraz będę - i rozłączyłam się.
Zebrałam moje rzeczy, wstałam i spojrzałam przepraszająco na Louisa.
- Pogadamy później?
Ale on tylko wzruszył ramionami.
Odprowadził mnie do drzwi nadal trzymając do mnie dystans.
Gdy dotarłam do drzwi domu, otworzyła mi je mama.
- Już o wszystkim wiemy, dzwoniła wychowawczyni. - powiedziała zamiast przywitania.
- Ja to wytłumaczę! - powiedziałam a rodzice zrobili mi trzy godzinny wykład na temat alkoholu i nie odpowiedniego zachowania.
Po skończonej rozmowie, poszłam się wykapać i przebrać w moje ciuchy. W czasie gdy się rozbierałam zastanawiałam się co się stało z moja sukienką, gdzie ona jest i czyje to są ciuchy?
Gdy rozczesywałam moje wilgotne włosy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Sell! Alice do ciebie!
Zeszłam szybko po schodach. Wyszłam przed drzwi i je zamknęłam. ,,Rodzice na pewno są jeszcze na mnie źli". Popatrzyłam na lekko zdziwiona Alice i ją przytuliłam.
- I co? - zaczęła.
- No nic, rodzice wiedzą już o wszystkim...pewnie będę miała szlaban.
- To kiepsko...
- No, a ty jak się bawiłaś z Zaynem?
- To znaczy? - spytała trochę zaskoczona.
- No wiesz w toalecie...chyba że nic nie pamiętasz.
Alice cała się zaczerwieniał.
- Było fajnie - odpowiedziała wyciągając papierosa i zapalniczkę - A ty gdzie się podziewałaś przez całą sobotę?
- Chyba przespałam u Louisa.
- Wow, to masz szczęście że  w ogóle chciał się do ciebie odezwać.
- Jak to?
- No na balu wzięłaś i specjalnie na jego oczach całowałaś się z Niallem, nie pamiętasz?
- To...to nie możliwe!!!
- A jednak! Lou był nieźle wkurzony, ale po tym jak wymiotowałaś do kibla to wziął i się tobą zaopiekował.
- A skąd ty to niby wiesz? Sama chodziłaś nawalona.
- Wszyscy, ale dosłownie wszyscy o tym gadają! Jest nawet kilka fotek na Facebooku.
- Musze to zobaczyć! Przynajmniej Amanda się świetnie bawiła.
- No bawiła się świetnie...dzięki narkotykom.
- Że co?
- Dobra ja spadam, na razie Sell - powiedziała i poszła w kierunku głównej ulicy.
Gdy tylko się pożegnałyśmy rzuciłam się biegiem do domu żeby zobaczyć te fotki na komputerze. Po zalogowaniu się na Facebooku  zobaczyłam u znajomych album z fotkami z balu, kliknęłam w nie i zaczęłam oglądać. Było tam kilka fotek jak piłam i jak krzyczałam na innych którzy wchodzili mi w drogę i gdy leżałam w kablach (,,Już wiem jak je zepsułam") i jak byłam w samej bieliźnie (ŻENUJĄCE!) i gdy całowałam się z Niallem i ostatnie jak Lou wynosił mnie na rekach owiniętą w marynarkę. ,,Właśnie jakim cudem obudziłam się w normalnych ubraniach? A na dodatek w szkole będę miała przechlapane! Wszyscy widzieli mnie prawie nagą a na dodatek wszystko jest w sieci! Będę pośmiewiskiem!". Byłam załamana. Nie wiedziałam co robić. ,,Może na początek przeproszę Louisa?". Poskładałam ciuchy w których przyszłam od Lou i włożyłam do torebki. Gdy poinformowałam rodziców że chce wyjść, na początku nie chcieli mnie puścić ale po dłuższym błaganiu, pozwolili mi wyjść na godzinę.
Stanęłam przed drzwiami domu Louisa i zadzwoniłam do drzwi. Po krótkiej chwili otworzyła mi drzwi ładna dziewczyna z brązowymi włosami ale była dość niska.
- Cześć, zastałam Louisa?
- Może - odpowiedziała - Jest na ciebie cholernie zły i chyba nie chce z tobą gadać.
- Wiem, dlatego przyszłam go przeprosić.
- No dobrze wejdź - i otworzyła mi szerzej drzwi.
Dziewczyna zaprowadziła mnie do salonu.
- Lou! Przyszła ta Selly!
,,Chyba o mnie słyszała".
Do pokoju wszedł Louis z potarganych włosach i w samych bokserkach, nie miał na sobie koszulki, a ja nie umiałam oderwać od niego wzroku.
- co chciałaś? - powiedział dość ostro.
- Ja chciałam oddać te ciuchy - mówiłam wyjmując z torebki ubrania.
- To dobrze, bo to ciuchy Lillian mojej siostry.
- I chciałam jeszcze przeprosić. Przecież wiesz że nigdy bym tego nie zrobiła na trzeźwo...
- No nie wiem...
- Pewnie teraz strasznie się mnie wstydzisz, ale mi tak strasznie na tobie zależy...ja nie wiem co bym zrobiła gdybyś już nigdy się do mnie nie odezwał, nawet nie masz pojęcia jak bardzo cie kocham a z dnia na dzień zależy mi na tobie coraz bardziej i również z każdym dniem coraz bardziej się boję cię stracę!    - wtedy zdałam sobie sprawę że chyba za dużo powiedziałam.
Staliśmy chwile w ciszy wpatrując się w siebie aż w końcu Louis podszedł do mnie, objął i namiętnie pocałował, jego usta  były bardzo miękkie a włosy jeszcze wilgotne. W tej właśnie chwili nie myślałam o niczym, po prostu stałam i całowałam się z nim. Po pewnym czasie wziął i mnie podniósł a następnie położył na kanapie, zaczął ściągać mi bluzkę a ja jeździłam rekami po jego klacie. Leżeliśmy teraz półnadzy i całowaliśmy się, było coraz bardziej namiętnie i intymnie. Gdy poczułam że Lou walczy z odpięciem od stanika nagle usłyszeliśmy krzykniecie:
- Louis!
Szybko się poderwaliśmy, a ja zaczęłam szukać mojej bluzki jednocześnie chowając się za chłopakiem. Okazało się że to była Lillian siostra Lou.
- Może nie w salonie? Masz od tego swój pokój.
Strasznie się zarumieniłam, na szczęście Lou mnie zasłaniał.
- Spoko Sell już widziałam cię w bieliźnie - powiedziała puszczając mi oczko i poszła na górę.
Popatrzyłam pytającym wzrokiem na Lou.
- No wiesz, ubieraliśmy cię gdy przyniosłem cię w prawie nagą z potańcówki.
- Dziękuje ci za wszystko - powiedziałam tuląc się do niego.
Zauważyłam moją bluzkę która leżała za kanapą, ubrałam ją a chłopak spojrzał na mnie z niezadowoloną miną.
- Dokończymy to kiedyś, obiecuję. A teraz muszę już lecieć.
- Do jutra - odpowiedział i ucałował mnie namiętnie.
Gdy szykowałam się do szkoły i spania, myślałam o tym co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin. Leżąc w łóżku jeszcze długo nie umiałam zasnąć.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Bal

14.
Siedząc u fryzjero-kosmetyczki i patrząc jak te wszystkie młode dziewczyny robią wszystko wokół mnie czułam się dość niekomfortowo. ,,Jakbyśmy nie mogły same sobie tego wszystkiego zrobić". Spojrzałam na Alice i Amandę, wyglądały na bardzo odprężone, każda z nich mówiła tym dziewczyną co i jak ma być a ja siedziałam cicho i tylko patrzałam. Alice zażyczyła sobie loczki ,,spirale", makijaż smoky eyes i czerwone paznokcie a Amanda chciała mieć włosy zaczesane do tyłu a makijażystka ładnie podkreśliła jej oczy, usta miała pomalowane na czerwone paznokcie zrobione na srebrno. Amanda chyba zauważyła że nad czymś rozmyślam bo zapytała się:
- Nad czym tak rozmyślasz Sell?
- A ogólnie o imprezie, trochę się stresuje...to mój pierwszy bal.
-Nie ma się czym stresować, będzie jedzenie, tańce i pewnie ktoś przyniesie alkohol i połowa szkoły się upije - wtrąciła Alice.
- A poza tym wybiorą króla i królową balu! Mam nadzieje że to będę ja! - dodała Amanda.
- To fajnie!
- Widzisz, nie masz się czym stresować - pocieszały mnie.
Gdy spojrzałam w lustro zobaczyłam że wszystko jest już prawie gotowe. Mój ,,kok baletnicy" wyglądał ślicznie, gdy przyjrzałam się trochę tej fryzurze zauważyłam że się trochę błyszczy jakby dali do włosów brokatu a mojego makijażu prawie nie było widać, był bardzo delikatny tak jak chciałam. Moje czarne paznokcie juz prawie wyschły. Chwile później dziewczyny wstały juz z fotelów więc zrobiłam to samo, poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy.
Będąc już w aucie Amandy dalej rozmawiałyśmy o balu.
- Jeszcze kilka godzin i będziemy tańczyć na środku wielkiego parkietu! - piszczałą Alice.
- Tak, tańczyć...-powiedziałam trochę smutnym głosem.
- Co jest Sell? Czemu się nie cieszysz?
- Bo  nie umiem tańczyć! Harry będzie miał strasznie podeptane stopy - zachichotałam - O ile zatańczymy.
- Czemu nie powiedziałaś nam wcześniej?! - krzyknęły jednocześnie.
- Bo...no...nie wiedziałam ze tańce będą obowiązkowe.
- Trzy pierwsze tak, ale reszta juz nie. Ech na szczęście mamy chwile czasu do balu to możemy nauczyć cię paru podstawowych kroków.
- To świetnie! - ucieszyłam się.
- A tak z innej beczki...kupiłaś juz prezerwatywy?
- Co? Jak to? Po co?
- No wiesz, żebyś nie zaszła nam tu w ciąże - powiedziała Amanda.
- Albo złapała jakąś chorobę lub syfa...widać ja uważasz na biologii! - zaśmiała się Alice.
- Wiem do czego służą prezerwatywy, tylko ja nie zamierzam...
- Kochana, nikt nie zamierza ale wiesz alkohol robi swoje a dzieci jeszcze nie chcemy mieć - powiedziała Amanda bardzo poważnym głosem - A poza tym, przezorny zawsze ubezpieczony.
Będąc u Amandy w domu, juz przebrane w nasze sukienki, dziewczyny próbowały nauczyć mnie tańczyć.
- Ała! Sell, znowu nadepnęłaś mi na stopę! - krzyknęła Alice.
- Ja przepraszam, mówiłam ze kiepsko tańczę.
- Ale żeby aż tak?! Bidny Harry - podśmiewała się Amanda - Na szczęście to tylko trzy pierwsze tańce.
-Bardzo mi to pomogło - powiedziałam sarkastycznie i uśmiechnęłam się pokazując kciuk w górę.
- Dobra dziewczyny, Zayn powiedział że podjedzie po nas limuzyna, więc mamy się już szykować - poinformowała nas Alice.
- Co?! Limuzyna?! Ojejku jak super! - zaczęłam piszczeć i podskakiwać, dziewczyny spojrzały na mnie trochę zdziwionym wzrokiem - Eeee, to znaczy...no fajnie - odpowiedziałam neutralnym głosem.
Pół godziny później, Harry napisał że już czekają przed domem w limuzynie. Chwyciłyśmy buty i szybko zeszłyśmy na dół, przed wyjściem założyłyśmy buciki i wyszłyśmy w płaszczach. Przed drzwiami limuzyny stał jakiś starszy facet ,, To chyba nasz szofer" i otworzył nam drzwi. Po dłuższym czasie wgramoliłyśmy się do środka , czekali tam już na nas chłopacy ubrani w eleganckie garnitury. Każda z nas dostała bukiet na nadgarstek. W limuzynie było nas ośmiu, Niall z Amandą, Zayn z Alice, Harry ze mną a Louis z jakąś zdzirą.
- Liam jest juz na miejscu, chyba idzie na bal z Jasmine Grisewood - poinformował nas Harry.
- Co? Liam idzie z sexy kujonem? - zaśmiali się wszyscy tylko nie ja bo nie wiedziałam o co chodzi.
W czasie drogi gdy zerkałam na Louisa i tą ździrę czułam się strasznie zazdrosna.
Po oddaniu płaszczów do szatni weszliśmy na sale a ja zaniemówiłam, ta sala wyglądała przepięknie, motywem przewodnim tego balu była zima, wszystko było białe, stoliki, kubki, napoje, część jedzenia, nakrycia...a z sufitu sypał się brokat który wyglądał jak płatki śniegu.
- Jest ślicznie prawda? Co roku jest inny temat przewodni balu ale jest tak samo ślicznie zrobione - szepnął mi do ucha Harry - Wszystko zorganizowała dziewczyna z którą przyszedł Liam. Rozglądając się dalej po sali dostrzegłam naszą grupkę Amandę, Alice, Luisa, Nialla, Zayna, Liama z tą dziewczyną i ta małą zdzirę.
,, Szkoda że nie przyszedł z chłopakiem", podeszliśmy więc do nich.
- O Sell, poznaj Jasmine towarzyszy mi dzisiaj podczas balu - powiedział Liam i pokazał na ładną dziewczynę w turkusowej sukience do kolan i w spiętych włosach a na nogach miała czarne wysokie szpilki, zauważyłam też ze ma tatuaż jaszczurki na kostce.
- Miło mi - powiedziała Jasmine podając mi rękę.
- Mnie również - odpowiedziałam - Ty to wszystko zorganizowałaś?
- Tak, jestem przewodniczącą szkoły i najlepszą uczennicą, to mój obowiązek.
,, Już wiem dlaczego sexy kujonka!" - zaśmiałam się w myślach.
- To wszystko jest przepiękne!
- Dziękuję - odpowiedziała i uśmiechnęła się ciepło.
- Dobra dziewczyny, koniec pogaduszek! Idziemy na parkiet! - krzyknął Niall.
Wszyscy ruszyli na parkiet, tylko ja zostałam w miejscu w którym stałam. Po chwili wrócił po mnie Harry.
- Nie idziesz?
- Ja nie umiem zbytnio tańczyć i pewnie bym cie podeptała.
- Nie przejmuj się, ja poprowadzę i będzie wszystko ok - wyciągnął w moją stronę dłoń.
- No dobrze - odrzekłam i podałam mu rękę.
Weszliśmy na parkiet, akurat grali piosenkę która miała średnie tępo. Cały czas patrzyłam na stopy aby nie nadepnąć Harrego.
- Patrz na mnie a nie na swoje stopy - powiedział.
- Ale jak nie będę patrzeć na stopy to cie nadepnę.
- Nie przejmuj się.
Podniosłam głowę i popatrzałam w jego zielone oczy. W czasie tańca kilka razy go nadepnęłam ale nie zwrócił na to większej uwagi. Rozpoczął się trzeci taniec, nagle podszedł na nas Lou z tą zdzirą.
- Odbijamy? - spytał i lekko odepchnął Harrego.
- Dobra - odpowiedział pionorując go wzrokiem.
Po chwili tańca Lou zagadnął:
- Czemu cały czas patrzysz w dół?
- Boje się że cie nadepnę.
- Spójrz na mnie i daj mi prowadzić.
- No dobrze.
Gdy prawie skończyła się piosenka Louis znowu zapytał:
- Jak się bawisz?
- Na razie jest bardzo fajnie.
- Ktoś ci dzisiaj mówił że wyglądasz jak anioł?
- I tak się czuje tańcząc z tobą.
Gdy skończył się taniec poszłam się czegoś napić i zobaczyć co mają do jedzenia. Nalewając sobie picia zaczepiła mnie Jasmine.
- I jak ci się podoba impreza? To twój pierwszy bal?
- Tak to mój pierwszy, a impreza jest świetna  tylko...
- Tylko co?
- Nie umiem znaleźć przekąsek bez mięsa.
- Ahh, są na tamtym stoliku - i wskazała na ostatni stolik pod ścianą.
- Dzięki, idę coś zjeść.
- Smacznego!
Gdy już zjadłam parę przekąsek postanowiłam sprawdzić która jest godzina i gdy zajrzałam do torebki zobaczyłam kondoma i karteczkę ,, Baw się dobrze! ;) - Alice" . Rozśmieszyło mnie to bardzo.
Godzinę później gdy wypatrywałam Alice na parkiecie zauważyłam ją idącą w moją stronę chwiejnym krokiem.
- Selly! Sell! - stała przy mnie i się wydzierała - I jak? Louis albo Harry cię zaliczyli?
- Alice ty jesteś pijana! -  śmierdziała wódką i papierosami.
- Wcale że nie! - i wzięła kolejny łyk (na pewno nie pączu) z kubka.
- Oddaj mi to! - krzyknęłam i wyrwałam Alice kubek z ręki, powąchałam i zaśmierdziało tanią wódką zmieszana z pączem.
- Ojj, będziesz ty miała ode mnie kazanie na temat dużej ilości alkoholu! Nawet nie będziesz tego pamiętać!
- Ja...ja musze iść do kibla!
- Dobrze, za chwile do ciebie przyjdę - i Alice poczłapała w stronę ubikacji.
W momęcie jak miała iść już do Alice złapał mnie Liam.
- Zatańczymy?
- Może następną piosenkę, muszę iść pomóc Alice bo się upiła...
- Dobrze, pomóc ci może?
- Nie dzięki, dam sobie rade - ruszyłam w stronę toalety.
Gdy weszłam do środka krzyknęłam:
- Alice?! Gdzie jesteś?!
Ale w odpowiedzi usłyszałam tylko ciche jęki i sapanie, od razu zorientowałam się o co chodzi więc po cichu wyszłam. Będąc na sali rozglądałam się z Zaynem, nigdzie go nie było i miałam nadzieje ze jest w łazience z Alice. ,,Ciekawe czy będzie to pamiętać? A w ogóle gdzie jest Amanda?", okazało się że cały czas tańczyła z Niallem na parkiecie. ,,Dobra idę zatańczyć z Liamem, w końcu mu obiecałam" i poszłam go poszukać.
Po paru tańcach byłam wykończona i strasznie chciało mi się pić, poszłam więc do stolika z napojami. Zauważyłam że stoją tam kubki z niebieskim płynem w środku, postanowiłam go spróbować i okazał się bardzo dobry. Wypiłam tego napoju dość dużo i juz po paru kubkach zakręciło mi się w głowie. Byłam trochę zmęczona tymi tańcami więc postanowiłam sobie usiąść nadal pijąc ten napój. Siedząc rozglądałam się po sali i zauważyłam Luisa z tą zdzirą, stali przy bufecie i o czymś rozmawiali. Postanowiłam powiedzieć jej co o niej myślę i że chłopaków się nie odbija! Gdy wstałam cała sala zawirowała, ale podeszłam do nich odważna i zdeterminowana. Stanęłam przed nimi i zaczęłam krzyczeć:
- Co ty sobie myślisz suko?! Że jesteś ładna i możesz wyrywać sobie kogo chcesz?! Jesteś za tanią dziwką żeby ktoś ciebie chciał!!!
Do oczu dziewczyny napłynęły łzy a Louis stał zaskoczony.
- Sell, to było nie miłe! Co ci jest? Uspokój się! Coś ty piła?
Czułam że cała sala ludzi patrzy się na nas.
- Nie interesuj się! Myślisz że zdradzisz mnie z tą szmatą i ja się o niczym nie dowiem?!
To były ostatnie słowa które pamiętałam zanim urwał mi się film.



wtorek, 5 listopada 2013

Zakupy

13.

- Wow! Serio?! - krzyknęła Alice z kubkiem w ręku - Zrobił takie coś?
Pokiwałam głową.
- Boże jakie to romantyczne! - piszczała Amanda a ja brałam kolejny łyk gorącej czekolady.
- Czyli jesteście ze sobą oficjalnie? - spytała Alice.
- Nie wiem...
- Jak to nie wiesz?
- No po prostu nie ustaliliśmy tego...
- Tsa...
- A tak w ogóle po co przyszłyście?
- Coo przerwałyśmy ci całowanko z Lou? - powiedziała zgryźliwie Amanda a ja spiorunowałam ją wzrokiem.
- No przyszłyśmy się spytać czy jutrzejsze zakupy są aktualne?
- To nie mogłaś napisać smsa?
- No mogłam ale ty nie zawsze odpisujesz a poza tym taki spacer dobrze nam zrobi - zaczęła się tłumaczyć.
- Hah, tak kakało też wam dobrze zrobi - zaśmiałam się - No dobra...to o której  jutro idziemy do centrum handlowego?
- Może tak o 15:00?
- No dobrze
- Dobra to my już lecimy bo przed 22:00 musimy być w domu.
- Czyli nie zostaniecie na noc?
- Niestety nie możemy, wiesz jutro szkoła itd.
- Ok, zostawiacie mnie samą w tym wielkim domu - zachichotałam.
- Zaproś Louisa na pewno nie będziecie się nudzić - powiedziała Amanda zakładając płaszcz a ja szturchnęłam ją w ramie.
- Ała! Dobra do zobaczenia!
- Pa pa!
Gdy zamknęłam drzwi postanowiłam wziąć kąpiel i iść spać, po drodze dostałam jeszcze smsa od Liama:
,, Hej, wpadniesz na imprezę w następną sobotę?"
,, Hmm, czemu nie? Na pewno będzie fajnie!" - odpisałam mu że z chęcią wpadnę.
Następnego dnia rano trochę zaspałam więc szybko się ubrałam i pobiegłam do szkoły. Trochę spóźniona i zdyszana weszłam do klasy, Alice jak zwykle czekała na mnie z uśmiechem na twarzy.
- Co śniłaś o Louisie że zaspałaś?
- Zamknij się! - odpowiedziałam wesołym głosem.
- Już nie mogę się doczekać popołudnia!
- No ja też, będzie super! - odpowiedziałam.
Nagle usłyszałyśmy głos pani:
- Dziewczęta nie rozmawiajcie!
Po skończonych lekcjach skierowałam się z dziewczynami w stronę centrum handlowego i gdy byłyśmy w połowie drogi dostałam smsa od Louisa:
,, Gdzie jesteś?"
Szybko mu odpisałam:
,,Idę z dziewczynami kupić sukienkę na bal :)" i w tym momencie usłyszałam pisk opon i trąbienie auta a następnie poczułam lekkie uderzenie w biodro, upadłam na ulice (pisząc smsa nie zauważyłam że zeszłam z chodnika) a telefon wypadł mi z ręki i rozleciał się na części a szybka się zbiła.
- Selly! Wszystko ok? Nic ci nie jest? - dopytywały dziewczyny.
- No wszystko w porządku, tylko mam rozwalony telefon i bolące biodro - mówiłam podnosząc się z ulicy.
Z auta wyskoczył dość młody mężczyzna i zaczął na mnie krzyczeć.
- Dziewczyno, gdzie ty masz oczy?
- J-ja przepraszam
- Zjeżdżaj mi z ulicy!!
Szybko przebiegłyśmy na drugą stronę.
- Wiesz kto to był? - zapytały.
Pokiwałam głową że nie.
- To był ojczym Louisa!
Nie wiedziałam co powiedzieć więc ruszyłam w stronę centrum handlowego.
,, Ojczym Lou prawie mnie przejechał! I rodzice mnie zabiją za ten telefon!" ale postanowiłam teraz o tym nie myśleć.
Wchodząc  przez wielki drzwi obrotowe jeszcze trzęsły mi się ręce i nogi. Skierowałyśmy się prosto do McDonald'sa coś zjeść. Po skończonym posiłku poszłyśmy do sklepów i zaczęłyśmy przeglądać przeróżne sukienki, było ich dużo. Zwiedziłyśmy bardzo dużo sklepów i po kilku godzinach chodzenia i przebierania w sukienkach ( po czym bardzo bolały ręce i nogi) znalazłyśmy wymarzone sukienki. Ja wybrałam długą białą sukienkę aż do ziemi z wcięciem i kryształami na dekolcie a do tego czarne wysokie szpilki i czarna kopertówka, a strój uzupełniały diamentowe kolczyki i cienka srebrna bransoletka. Była prześliczna!  Za to Alice miała czarna asymetryczną sukienkę z przodu do połowu ud a tył miała do połowy łydek, była bez ramiączek wybrała do tego złote szpilki i złotą biżuterie a Amanda Granatową asymetryczną sukienkę na ramiączkach i miała duży trójkątny dekolt i w pasie duży czarny pas ozdobiony kryształkami, do tego miała botki i czarne kolczyki z krwistoczerwoną ozdobą. Postanowiłyśmy iść do przebieralni i je przymierzyć.  Przebierając się powiedziałam dziewczyną że wyjdziemy jednocześnie z przebieralni, policzyłyśmy więc do trzech, otworzyłyśmy drzwi i wyszłyśmy, wszystkie byłyśmy zachwycone i zaczęłyśmy się komplementować. Po krótkiej chwili  usłyszałyśmy  ironiczny śmiech, popatrzyłyśmy w stronę regałów, między nimi stała Suzan, miała w ręku czerwoną sukienkę (chyba trochę za mała jak na nią).
-czego chcesz? - warknęłam.
- No, no jakie brzydkie sukienki, ładniejszych nie było? Ahh nie mądra ja na was wszystko wygląda brzydko! Szkoda! - mówiła nadal się śmiejąc.
- Spadaj stąd ty wredna suko! - krzyknęła Alice a za regałów wyszły jeszcze dwie koleżanki Suzan. Gdy tak stałyśmy i patrzałyśmy się na siebie z pod łba przyszła ekspedientka sklepu.
- Jakiś problem?
- Nie, nie ma żadnego problemu.
Sprzedawczyni popatrzała się to na nas to na grupkę Suzan.
- Kupujemy te sukienki - powiedziałam.
- Dobrze, zapraszam więc do kasy.
Weszłyśmy z powrotem do przebieralni i założyłyśmy swoje ciuchy. Wychodząc nie zauważyłyśmy w pobliżu grupki Suzan. Zapłaciłyśmy za ciuchy i postanowiłyśmy wrócić do domów przez park. Gdy szłyśmy rozmawiając i chichocząc w oddali dostrzegłyśmy ognisto rude włosy, wiedziałyśmy że to Suzan więc chciałyśmy do niej podejść i wygarnąć co o niej myślimy. Podeszłyśmy po cichu i tak to rzeczywiście była Suzan, ale co ona wyrabiała?
- Alice, Selly...Cz-czy ona...tez to widzicie? Czy ona właśnie całuje się z dziewczyną?! - wyszeptała Amanda.
Ja i Alice stałyśmy z otwartymi ustami , po pewnym czasie wydukałyśmy że tak.
- To będzie sensacja w szkole! Co ja gadam to będzie sensacja na całe miasto! Wszyscy tutaj znają Suzan!
- Szybko róbcie zdjęcia! - powiedziała Alice wyciągając telefon.
- No coś ty zgłupiała? Takie zdjęcia mogą jej zrujnować reputacje! Będą rozmazane i będą plotki a my tego nie chcemy...więc zrobimy zdjęcia dobrym aparatem - i sięgnęłam do torebki po aparat i zrobiłam kilka zdjęć Suzan całującą się z inną dziewczyną.
Po zrobieniu fotek cicho się wycofałyśmy.
- To co z tym teraz zrobimy? Może plakaty? Albo ulotki? A może wyślemy wszystkim? - zasypywała pomysłami Amanda.
- No jeszcze nie wiem, zastanowimy się jutro - odparłam.
- A może umieścimy je w internecie? Cały świat zobaczy! - dopowiedziała Alice
- Przecież wiemy jaką ma religijną rodzinę - powiedziała Amanda bardzo wrednie.
- Dobra, zobaczymy jutro - odparłam.
Po dłuższej rozmowie na temat nowo odkrytej sensacji musiałyśmy się rozstać i iść do domów.
- Umowie nas jeszcze do kosmetyczki i fryzjera! - krzyknęła z dali Alice.
- Ok!!! - odkrzyknęłyśmy.
W domu zadzwoniłam z telefonu domowego do rodziców i opowiedziałam co się stało z moją komórką, przez chwile w słuchawce panowała cisza po czym rodzice dali mi kazanie na temat bezpieczeństwa i że mam na siebie uważać (chyba byli zdenerwowani). Powiedzieli że w drodze powrotnej kupią mi nowy telefon. Gdy skończyłam rozmawiać i pożegnałam się z mamą i tatą poszłam oglądać telewizje.

środa, 9 października 2013

Pocałunek

12.
...zdecydowałam się na strzelnice. Podeszliśmy do butki z pistoletami na wodę i zaczęliśmy celować w puszki z coli. Lou zrzucił więcej puszek więc był na prowadzeniu, próbowałam go jakoś rozproszyć. Zrzuciłam szybko torebkę z lady a on spojrzał się w kierunku lezącej torebki na ziemi i dzięki temu  stracił celność i mogłam go dogonić ( choć niezbyt dobrze celowałam bo się śmiałam) lecz on bardzo szybko mnie dogonił, nie chciałam mu dać za wygraną i skierowałam pistolet z wodą prosto na niego, gdy Louis poczuł pierwsze krople wody nie pozostał mi dłużny i też zaczął we mnie celować. Po pewnym czasie lania się wodą powiedziałam że się poddaje i zaprzestaliśmy wojnę. Gdy odłożyłam pistolet spojrzałam na siebie i zobaczyłam ze moja biała bluzka zaczyna prześwitywać. Było widać mój różowy koronkowy stanik, Lou to chyba zauważył bo wziął z lady swoja kurtkę i mi ją dał jednocześnie patrząc się na mój stanik (było to słodkie), od razu ją założyłam i zapięłam a reszty ciuchów nie miałam tak mokrych. Po ogarnięciu się poszliśmy do pokoju luster i gdy przejrzałam się w pierwszym lustrze nogi miałam tak krótkie że mój tułów łączył się ze stopami i gdy Lou to zobaczył to parsknął śmiechem. Przeglądaliśmy się w kolejnych lustrach które nas pogrubiały, rozciągały, powiększały, marszczyły, pomniejszały i wyszczuplały, strasznie się z siebie śmialiśmy. Gdy wyszliśmy z sali luster spojrzałam na godzinę w telefonie, była 15:54. Wtedy Louis złapał mnie za rękę i zapytał:
- Śpieszy ci się gdzieś?
- Nie - odpowiedziałam.
- To dobrze, jeszcze dużo atrakcji przed nami - puścił mi oczko - Jesteś głodna?
,,W sumie cały dzień nic nie jadłam..."
- Może trochę...
- Chcesz watę?
,,Mniam wata! Smak mojego dzieciństwa!"
- No pewnie! - krzyknęłam.
Podeszliśmy do stoiska z watą (były tam przeróżne kolory: białe, różowe, niebieskie, zielone a nawet tęczowe!) i po prostu wzięliśmy sobie po jednej ja miałam niebieską a Lou zieloną.  Gdy przechadzaliśmy się po wesołym miasteczku i jedliśmy watę, zauważyłam budkę do robienia zdjęć.
- Louis patrz, budka do robienia zdjęć! Chodźmy tam! - wskazałam palcem i pociągnęłam go za sobą.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy, zaczęliśmy robić różne głupie miny. Wychodząc z dość ciasnego pomieszczenia zabraliśmy już wywołane zdjęcia i schowaliśmy do kieszeni.
,,Ale super zdjęcia, powieszę je sobie w pokoju nad łóżkiem!"
- Chcesz iść na diabelski młyn?
- No nie wiem...mam lęk wysokości.
- Chodź będzie fajnie! Ze mną będziesz bezpieczna - zapewniał mnie.
Zgodziłam się (bo nie umiałam mu odmówić) i idąc w stronę młyna zauważyłam że już trochę się ściemniło. Wsiadłam do wagonika a za mną Louis, po chwili ruszyliśmy (,,Ciekawe kto to uruchomił?") i pojechaliśmy w górę a ja panicznie trzymałam się barierek.
-  Już dobrze, rozluźnij się, jest fajnie prawda? - uspokajał mnie.
W końcu się rozluźniłam i zaczęłam podziwiać widoki, było tak pięknie...miliony światełek świecących nad nami. Zrobiliśmy jedno okrążenie i drugie, cały czas wszystko podziwiałam byłam już całkiem rozluźniona i zapomniałam o moim lęku gdy w trakcie trzeciego okrążenia wagonik stanął na samej górze i zaczął się lekko kołysać. Szybko przywarłam do Louisa ( a może to był tylko pretekst żeby go przytulić?) zamknęłam oczy a on mnie objął. Poczułam się taka bezpieczna że rozluźniłam mój uchwyt.
- Otwórz oczy, zobacz jak jest pięknie - lecz tego nie zrobiłam - Zaufaj mi, nic złego ci się nie stanie, jestem tu.
Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam przed siebie, miasto wyglądało cudownie, te światła, ludzie podążający swoimi ścieszkami, auta śpieszące się w swoje strony. Było przepięknie! Siedziałam tak i wpatrywałam się w to wszystko dobre kilka minut. Po paru chwilach spojrzałam na Louisa, on przez cały ten czas przyglądał mi się. W tym momęcie bardzo pragnęłam żeby mnie pocałował. Patrzyłam w jego niebieskie oczy, wtedy się przysunął. Stykaliśmy się czołami, usta mieliśmy oddalone o kilka centymetrów, moje serce gwałtownie przyśpieszyło i biło jak oszalałe! Wtedy się pocałowaliśmy, pocałunek był namiętny i spokojny ale z czasem coraz bardziej się nakręcaliśmy, nie umieliśmy się od siebie odsunąć, przeczesałam jego włosy ręką a on objął mnie jeszcze mocniej. Wagonik ruszył i zatrzymał się na dole ale my nie zwróciliśmy na to uwagi. Chwile później odsunęliśmy się i spojrzeliśmy na siebie, Lou był trochę rozczochrany a ja miałam rumieńce, uśmiechnęliśmy się, było mi strasznie gorąco moja skóra płonęła. W końcu Lou wstał i podszedł do drzwiczek wagonika, otworzył je a ja wyszłam i zaczekałam na niego. Gdy szliśmy w stronę wyjścia, schodząc po schodach prawie się wywróciłam (moja niezdarność mnie nie zawiodła) ale Lou podtrzymał mnie i pomógł zejść. Cały czas była jeszcze podniecona z tego pocałunku. Resztę drogi szliśmy w milczeniu trzymając się za ręce. Wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy w stronę mojego domu. ,,To była moja najlepsza randka w życiu!!! No w sumie nie byłam na żadnej innej" - zachichotałam w myślach. Na miejscu zsiadłam i oddałam kask a Louis zapytał się:
- J jak się bawiłaś?
- Było wspaniale! Cieszę się że mnie zabrałeś - powiedziałam zalotnie.
- Ja też się cieszę...że się zgodziłaś. Uśmiechnęłam się szeroko a on wyjął z kieszeni małe prostokątne czarne zamszowe pudełeczko i podał mi je.
- To dla ciebie, otwórz.
- Dla mnie? Nie musiałeś. Teraz mi głupio...
- Dlaczego?
- Bo ja nic dla ciebie nie mam...
- Hmm, mnie nic nie potrzeba.
- Mnie tym bardziej - zachichotałam.
- Otworzysz to w końcu?
- Już.
W środku znajdował się przepiękny łańcuszek ze srebrnymi skrzydełkami połączonymi ze sobą. Był piękny!
- Wow! Jest śliczny!
- Cieszę się że ci się podoba.
Byłam taka szczęśliwa, ten dzień był cudowny! (Chociaż mogło się obejść bez tej rozmowy w bibliotece)
- Pomóc ci go założyć?
- Tak, pewnie.
Wyjęłam naszyjnik z pudełka i podałam Louisowi, odwróciłam się i odgarnęłam włosy a on mi go założył i zapiął. Odwróciłam się do niego.
- Było cudownie ale muszę już iść - i stanęłam na palcach by go pocałować a on swoją silną ręką przyciągnął mnie do siebie i odwzajemnił (dość długi) pocałunek. Po pewnym czasie usłyszałam dość głośne chrząkanie.
- Ekhm!
Szybko odsunęłam się od Lou (choć bardzo nie chciałam) i przerwałam całowanie. Odwróciłam się. Przy furtce mojego domu stała Alice z Amandą, spojrzałam na nie a one uśmiechnęły się szelmowsko a ja zarumieniłam się i spuściłam głowę w dół. Wtedy Lou podniósł moja brodę do góry i dał całusa.
- Do jutra Selly - powiedział i odpalił motor.
- Paa- pomachałam mu na pożegnanie trochę smutna gdyż nie chciałam żeby odjeżdżał.
Stałam tak chwile patrząc w stronę w którą odjechał. Gdy już go nie było widać Alice i Amanda podbiegły do mnie i zaczęły piszczeć.
- No Sell opowiadaj, wszystko po kolei, gdzie cię zabrał? Co robiliście? Fajnie było? Dobrze całuje? - Amanda i Alice zasypywały mnie tysiącami pytań.
- Chodźcie do środka, zrobię gorącą czekoladę i wszystko wam opowiem.
Dopiero idąc do domu uświadomiłam sobie że mam jeszcze na sobie kurtkę Louisa.