sobota, 31 sierpnia 2013

Szpital

8.

Obudziłam się w szpitalu, po chwili szybko się poderwałam. Przy mnie stała pielęgniarka a na krześle siedział Lou. Gdy pielęgniarka wyszła podszedł do mnie Louis, cały czas milcząc dopiero po dłuższej chwili odezwał się:
- Jak się czujesz?
- No w sumie ok, tylko trochę mnie boli głowa i ramie.
- Wiem że boli, ta rana kłuta... Lekarze szybko ją odkazili i ta ranę na czole...Jeszcze te pobicie w klubie...
Mówił tak nieskładnie.
- No zdarza się.
- Co się w ogóle stało?
- Więc gdy wyrzucono mnie z klubu... - i tak opowiedziałam mu całą historie. Gdy skończyłam opowiadać Louis siedział chwile cicho aż nagle wybuchł.
- Jak mogłem do tego dopuścić?! - i walnął ręką w stolik tak mocno że aż rozciął sobie rękę.
- To nie twoja wina, sama pakuje się w kłopoty.
- Powinienem za tobą od razu pójść i w razie czego ci pomóc, gdyby tylko coś poważnego ci się stało...
- Ale nic mi takiego nie jest - uspokajałam go pośpiesznie
- Czemu od razu nie poszłaś po pomoc tylko stanęłaś do walki z dwoma facetami?!
- Nie mogłam zostawić Niall'a a w ogóle co z nim?
- Byłem u niego ale jest jeszcze nieprzytomny .
- Oby nic poważnego mu się nie stało...
- Oby...
- Idź do pielęgniarki niech ci opatrzy tą rękę.
- Dobrze.
- Aha i zawołasz jeszcze lekarza? Chce z nim porozmawiać.
- Ok. A tak propo gdy straciłaś przytomność zadzwoniłem jeszcze po policje i zgarnęła tych dwóch typków, odpowiedzą za to co zrobili.
- To dobrze.
Gdy Lou wyszedł rozejrzałam się po sali i zauważyłam metalową tackę, zrzuciłam jedzenie i przejrzałam się w niej. Miałam fioletowe miejsca na twarzy i szwy i prawie wszystko miałam opuchnięte.
- Wyglądasz fatalnie - powiedział ktoś, spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam siwiejącego mężczyznę z brodą i wąsem który był w białym fartuchu.
- Jestem dr. Kunszt - i wyciągnął rękę w geście przywitania.
- Miło mi - jednak nie podałam ręki - czy jest mi coś poważnego?
- Nie chyba nie wykonaliśmy ci już większość badań ale nie wszystkie, nie masz wstrząsu mózgu ale trochę martwi mnie ta rana kłuta.
- Która godzina?
Doktor spojrzał na zegarek i odpowiedział:
- Jest 23:18,a co?
- Nie, nic chcę wypisać się na własne żądanie.
- Nie możesz...
- Mogę! Musze! Nic mi nie jest!
- Ja bym jednak nalegał aby...
- Nie obchodzi mnie to! Nie zgadzam się! - krzyknęłam obsesyjnie.
- Dobrze uspokój się, już idę po papiery Selly.
Pokiwałam głową. Kiedy lekarz wyszedł odłączyłam się od aparatury i zaczęłam się ubierać. Gdy byłam już gotowa i czekałam na papiery wszedł Louis z zabandażowaną ręką.
-I co z ręką?
- Nic tylko ja sobie rozciąłem.
- To dobrze ze nic ci nie jest...
- Yhm
- A moja mam wie że...?
- Że jesteś w szpitalu? A skąd, nie ma tu jeszcze twojej książeczki zdrowia ani karty, papierów nic nie ma.
- To dobrze.
- To dobrze? - spojrzał na mnie pytająco wyglądał też na trochę wściekłego. - Czy ty sobie ze mnie żartujesz?! Bez twojej karty mogli odmówić ci leczenia!
- Ale nie mogli odmówić pomocy. Moja matka nie może się o niczym dowiedzieć.
- Ciekawe jak to zrobisz, Sell masz polowe fioletowej i napuchniętej twarzy i szwy, bandaż na ręce jak chcesz żeby...?
-  Nie martw się dopilnuje żeby nie zauważyła.
- No skoro tak mówisz...
- Czy nie odwiózł byś mnie do domu? - zapytałam nieśmiało.
- No pewnie ze tak.
- Ale najpierw odwiedzimy Niall'a
- Dobrze.
Wtedy do sali weszła pielęgniarka z papierami, wzięłam je i zaczęłam wypełniać. Gdy wszytko było gotowe mogłam już wyjść. W drodze na parking odwiedziliśmy Niall'a, był nieprzytomny cały w bandażach i miał kroplówkę a twarz miał strasznie napuchniętą. Usiadłam koło niego, zaczęłam szlochać i przepraszać. Chwile potem jeszcze posiedziałam  w ciszy a łzy spływały mi po policzkach. Louis nic nie mówił. Wychodząc spytałam pielęgniarki co z nim będzie? Pielęgniarka powiedziała tylko tyle że stan jest stabilny i czekają  na prześwietlenie klatki piersiowej bo jest możliwość połamania żeber. Obiecałam że jutro go odwiedzę i ruszyliśmy na parking.
 Stojąc pod moim domem zastanawiałam się jak niepostrzeżenie wejść do domu bo jest już po północy a mama pewnie jest zła że nie odbieram telefonu.
- Dzięki za wszystko - powiedziałam do Lou.
- Nie ma za co, szkoda ze nie pojawiłem się trochę wcześniej, może skończyło by się to inaczej...
- Może...
- Może to ja bym teraz leżał w szpitalu zamiast ciebie.
Spojrzałam na niego, wydawał się taki spokojny i opanowany.
- Dobrze ze nas znalazłeś- powiedziałam próbując się uśmiechnąć ale miałam tak opuchniętą twarz że pewnie wyglądało to pokracznie. ,,Mam nadzieje ze opuchlizna zejdzie mi do poniedziałku bo inaczej nie będę mogła pokazać się w szkole". Gdy chciałam już odejść  Lou zbliżył się do mnie i pocałował w policzek, później szepnął mi do ucha ,,Przepraszam. Gdybym cie stracił albo coś by ci się stało nie wiem co bym zrobił." Stałam jak osłupiała i zanim coś z siebie wydobyłam on juz odjechał. Wchodząc do domu starałam się być jak najbardziej cicho. Na dole nikogo nie było  ,,Może mama juz śpi". Weszłam do kuchni i wzięłam sobie mrożone warzywa z lodówki i poszłam do góry. W pokoju stanęłam przed lustrem wyglądałam strasznie i byłam wyczerpana, patrząc na siebie zauważyłam pełno krwi na sukience rękach i butach ,,Trzeba będzie to wyprać albo odkupić Alice". Zdjęłam sukienkę, założyłam piżamę i położyłam się spać z mrożonymi warzywami na twarzy żeby nie mieć tak wielkiej opuchlizny.



środa, 28 sierpnia 2013

Zaułek

7.
Gdy się obróciłam zobaczyłam wysoką i wściekłą rudą dziewczynę w bardzo krótkich spodenkach, bluzce z naprawdę dużym dekoltem i szpilkami na nogach. 
- Czemu to zrobiłaś?!
- Odwal się od Harr'ego, rozumiesz?!
- Przecież nic nie robiliśmy tylko tańczyliśmy!!
- Yhm.
- A w ogóle co ty mi możesz zrobić?
- A na przykład to! - krzyknęła i zamachnęła się uderzając mnie prosto w ramie. Bolało tak strasznie, myślałam że złamała mi rękę. Nie mogłam jej odpuścić, więc walnęłam ją w brzuch aż zgięła się w pół i tak zaczęła się bójka. Przyciszyli nawet muzykę a wszyscy zaczęli się na nas patrzeć i dopingować. Po chwili poczułam silny uścisk w tali i ktoś mnie odciągnął od tej rudej wywłoki. Obróciłam się, był to wysoki mężczyzna w garniturze i prawie cały w tatuażach - był to ochroniarz.
- Bójki w klubie są niedozwolone, za takie postępowanie zostajesz wyrzucona - i wyprowadził mnie za drzwi.
- Dobra - burknęłam i chwile później stałam na ciemnym dworze za drzwiami klubu.
Postanowiłam wrócić do domu, gdy szłam wszystko zaczynało mnie boleć twarz, barki, nogi, ręce i brzuch wtedy zauważyłam ze mam zadrapania na rękach a z twarzy kapie mi krew. Wyciągnęłam chusteczki z torebki i przyłożyłam do miejsca gdzie leciała mi krew. Idąc w stronę domu usłyszałam z zaułku krzyki mężczyzn.  Zatrzymałam się i zerknęłam co się dzieje. Było tam dwóch mężczyzn, dobrze zbudowanych mieli skórzane kurtki buty i spodnie, obaj byli łysi a w ręce trzymali scyzoryki. Zauważyłam że coś kopali podeszłam bliżej i zobaczyłam chłopaka z blond włosami, stanęłam przerażona - to był Niall. Nie wiedziałam co zrobić, na pewno nie ucieknę, ale stanąć w obronie i też dać się pobić? Nie to też by było głupie, wycofałam się cicho i zaraz pobiegłam (potykając się na tych cholernych butach i zapominając o bólu i krwi) do najbliższego drzewa szukając jakiejś grubej gałęzi. Po chwili znalazłam patyk i wróciłam do zaułku, wyciągnęłam telefon żaby zadzwonić na policje - niestety telefon miałam rozładowany. ,,No trudno trzeba będzie improwizować" wzięłam patyk do ręki i podeszłam do mężczyzn.
- Ej! Przestańcie!! Macie go zostawić!!!
Dwaj Faceci obrócili się w moją stronę, spojrzeli tylko na mnie i się zaśmiali. Niall też podniósł głowę i spojrzał na mnie, wyglądał jakby zaraz miał zemdleć.
- Idź sobie dziewczynko to nie stanie ci się krzywda!!
- Ale stary można fajnie się z nią zabawić mimo tych zadrapań i krwi na twarzy.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
- Nie, zostaw ją mamy co innego do roboty - powiedział jego towarzysz.
- No dobra - powiedział z rezygnacją w głosie.
I znowu wrócili do kopania Niall'a.
- Macie go zostawić albo zadzwonię po policje!!! - i wymachnęłam rozładowanym telefonem.
- A tylko spróbujesz!! - krzyknęli jednocześnie.
- Zobaczycie, odejdźcie stąd a nic nikomu nie powiem.
Mężczyźni popatrzyli się na mnie zaśmiali się ironicznie i znowu zaczęli kopać  Niall'a. Wtedy nie wytrzymałam podbiegłam i uderzyłam jednego z nich w głowę. Upadł na ziemie, leciała mu krew. Drugi popatrzył na mnie i wyciągnął w moja stronę rękę z scyzorykiem.
- No to teraz nagrabiłaś sobie panienko!
Nie miałam z nim szans był dwa razy wyższy i silniejszy. Wtedy pomyślałam ze jak dobrze wyceluje to mogę uderzyć go w obojczyk i może straci na chwile przytomność  wtedy mogłabym się zająć w tym czasie Niall'em. Gdy ja myślałam co mam zrobić facet ruszył na mnie ze scyzorykiem i dźgnął mnie w ramie, gdy poczułam ból wzięłam zamach i uderzyłam go w bok głowy, po chwili leżał na ziemi. Rzuciłam patyk i podbiegłam do Niall'a uklękłam koło nie go i potrząsnęłam nim. Nie otworzył oczu, nawet się nie poruszył. Próbowałam wsiąść go pod ramie i z nim wstać, ale był za ciężki. Pierwszy z mężczyzn którego uderzyłam jęknął, przestraszyłam się ze zaraz się ocknie i zaczęłam szybciej myśleć. ,,No tak mam małą buteleczkę wody w torebce". Gdy wyjęłam już butelkę i próbowałam odkręcić strasznie zabolało mnie ramie w które zostałam dźgnięta. Nie potrafiłam odkręcić głupiej zakrętki!!! Podeszłam do jednego z facetów i wyrwałam mu z ręki scyzoryk. Zrobiłam w butelce dziurę i oblałam Niall'a wodą. Obudził się ale ledwo co komunikował się ze światem. ,,Może mieć wstrząs mózgu".
- Niall! Musisz spróbować wstać, musimy stąd uciekać! Proszę cię!
Niall oparł się na łokciach, podeszłam do niego bliżej i pomogłam mu wstać. Wyszliśmy z zaułku, Niall się o mnie podpierał ledwo co chodził nic nie mówił lecz próbowaliśmy iść w miarę szybko i daleko od zaułku. Nagle usłyszałam czyjeś wołanie - było to wołanie Louisa, podbiegł szybko do nas i próbował pomóc co chwila się pytał ,,Co się stało? Czy jest mi coś poważnego?" Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa. Po dłuższej chwili nie wytrzymałam tego bólu i ciężaru - upadłam, powoli traciłam przytomność, Lou chyba dzwonił na pogotowie.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Impreza

6.
            

Środa i czwartek zleciały mi spokojnie. Cały czas spotykałam się z Alice, Niall'em albo Louisem. W piątek wszyscy się mnie pytali czy idę na imprezę a w szczególności  Niall. Mówiłam ze jeszcze nie wiem i że chyba nie pójdę, że nie mam co założyć itd. W końcu Alice tak marudziła i prosiła że w końcu się zgodziłam, powiedziała nawet że mi pożyczy ciuchy na imprezę.
W piątek po szkole jak zwykle odwiózł mnie Lou do domu. Gdy po raz kolejny zsiadłam z jego motoru zapytał się mnie:
- Idziesz dzisiaj na imprezę?
- Chyba tak, obiecałam Alice że przyjdę...a ty idziesz?
-  No pewnie że idę... może po ciebie przyjechać i cie podwieźć?
- Jeśli chcesz...
- Dobra będę o 20:00
- Ok
Obróciłam się i z uśmiechem na twarzy ruszyłam w stronę domu.
Będąc w pokoju usłyszałam że mama wchodzi do domu zbiegłam więc po schodach i przywitałam się z nią.
- I jak tam zleciał ci dzień? - zapytała rozpakowywując zakupy.
- No w sumie dobrze, mieliśmy dzisiaj sprawdzian i kartkówkę wiec musiałam się dużo uczyć, w przyszłym tygodniu pewnie oddadzą z ocenami.
- Jak ci poszło? Dostaniesz dobre oceny?
- A skąd ja mam to wiedzieć?
- No powinnaś...
- A tak propo, mogę iść dzisiaj na imprezę z przyjaciółmi? Zostałam zaproszona i wiesz bardziej się zaklimatyzuje tutaj itd.
- Możesz, tylko mi powiedz o której wychodzisz i kiedy wracasz? Aha i gdzie jest ta impreza?
- Wychodzę o 20:00 Bedze o północy, a i nie wiem gdzie jest impreza kolega po mnie przyjdzie i pójdziemy tam razem.
- Co to za kolega? Twój nowy chłopak?
- Mamoo...
- No dobra, możesz iść ale masz być cały czas pod telefonem.
- Ok...aha i za chwile przyjdzie do mnie Alice, przyniesie mi ciuchy na imprezę bo ja żadnych nie mam.
- Dobrze.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi  poleciałam więc szybko otworzyć, była to Alice z ciuchami. Zaprosiłam ją do środka.
- Cześć
- Hej i jak podekscytowana imprezą? - spytała Alice.
- Może trochę.
W drodze do mojego pokoju Alice przywitała się jeszcze z moją mamą i się przedstawiła, spytała jeszcze gdzie jest mój tata ale odpowiedziałam że nie wiem.
W moim pokoju Alice wszystko dokładnie obejrzała aż w końcu powiedziała:
- fajny pokój jest taki...kolorowy i zabawny.
- Dzięki.
- A oto i ciuchy dla ciebie! - wyciągnęła z torby dość krotką czarną sukienkę na ramiączkach z cekinami i buty do kolan, też czarne.
- Hmm, fajna ale trochę nie w moim stylu jest taka krotka i wgl, a tak propos wszystko masz w czarnym kolorze?
- No w sumie to połowę rzeczy a poza tym będziesz w tym wyglądać sexy, to nie piżama party tylko impreza - powiedziała chichocząc.
Ubrałam się w sukienkę która sięgała mi do połowy ud i do tego założyłam te czarne buty do kolan. Gdy wyszłam z łazienki Alice westchnęła tylko i kazała mi usiąść na krześle  gdzie zaczęła mi robić loki. Po skończeniu fryzury umalowałam się i popsikałam perfumami.
- No, no co to za sexy panienka? - spytała Alice zmieniając głos na męski.
Zaśmiałam się tylko.
- Dobra ja już muszę iść też się szykować na imprezkę... a wiesz gdzie jest klub?
- Nie za bardzo, dlatego przyjedzie po mnie Louis.
- Chodzisz z nim? - spytała całkiem poważnie.
- Co? Nie, nie on tylko zaproponował podwózkę.
- yhm, uważaj dzisiaj wyglądasz bosko i nie jeden chłopak będzie chciał się do ciebie dobrać - powiedziała znów chichocząc.
- Ha ha, dobrze będę uważać.
- Dobra pa.
- Paaa do zobaczenia na imprezie - krzyknęłam zanim zamknęła drzwi.
Obróciłam się w stronę Lustra i znów spojrzałam w swoje odbicie, może sukienka była trochę krotka ale wyglądałam ładnie.
Była godzina 19:53, wzięłam torebkę i kalecznie zeszłam na dół w tych butach. Gdy wyszłam przed dom Lou już na mnie czekał. Spojrzał w moja stronę i się uśmiechnął.
- Wow, wyglądasz oszałamiająco.
- Dzięki - odpowiedziałam rumieniąc się i dając głowę w dół.
Gdy podniosłam wzrok na niego to zobaczyłam ubranego go w spodnie i zwykłą bluzkę, na nogach miał po prostu czarne trampki, za to na rękach miał skurzane brązolety a włosy jak zwykle postawione do góry.
Gdy juz miałam wsiadać na motor uświadomiłam sobie ze mam za krotką sukienkę.
- Zaczekasz chwilę, zaraz wracam.
- Ok - odparł Lou.
Wbiegłam do pokoju i szybkim ruchem wyciągnęłam z szafy krótkie spodenki, założyłam pod sukienkę i poszłam do Louisa. Jadąc na imprezę myślałam tylko kogo tam spotkam i zobaczę (chociaż dużo osób nie znałam).  Po zejściu z motoru ściągnęłam spodenki i włożyłam do torebki. Stojąc juz w kolejce do klubu zauważyłam Alice która szła z Zaynem. Wyglądała szałowo, miała dosyć krotką spódniczkę, bluzkę z dekoltem i oczywiście buty na bardzo wysokim obcasie, jednak przy Zayn'ie nadal wyglądała na niską. Louis przywitał się z Zayn'em i Alice. Gdy się witali dopiero wtedy zauważyłam że ma kolczyki w uszach, spojrzał się tylko na mnie i zaczął rozmawiać z Alice. Zayn również był ubrany w zwykłą bluzkę spodnie i supry a na szyi miał nieśmiertelniki. Po 10 minutach czekania weszliśmy do środka, muzyka była dosyć głośna. Krzyknęłam do Louisa żeby mnie usłyszał:
-  A tu nie trzeba pokazywać dowodu osobistego?
- Nie, nie trzeba to klub dla młodzieży.
Weszliśmy do większej sali chyba z setką tańczących ludzi. Louis chwile się rozglądał po czym ruszył w głąb sali. Po chwili usiadł przy stoliku, siedział tam już Niall i chyba Liam z Harry'm. Obejrzałam się za siebie w poszukiwaniu Alice, lecz nigdzie jej nie widziałam. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w dół, wylądowałam na krześle. Dopiero wtedy zauważyłam ze zarówno Liam jak i Harry przyglądają mi się. Do stolika podszedł ktoś z drinkami postawił je przed nami i odszedł. Gdy wypiłam napój lekko zaczęła mnie boleć głowa ( drink był chyba z alkoholem)po czym Harry nachylił się i szepnął mi do ucha:
- Zatańczymy?
- No jasne - odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i idąc w stronę parkietu. Gdy weszliśmy na parkiet  zaczęliśmy tańczyć. Po godzinie tańca strasznie bolały mnie nogi od tych wysokich butów ale tańczyłam dalej. Nagle Harry złapał mnie w tali i przysunął do siebie, patrzyłam mu prosto w oczy. Następnie znowu szepnął mi do ucha:
- Wyglądasz nieziemsko!
Uśmiechnęłam się tylko. W pewnej chwili Harry przysunął się jeszcze bliżej i przybliżył usta w stronę moich ust, gwałtownie się odsunęłam.
- Co ty wyrabiasz?! - krzyknęłam.
Nagle poczułam z tyłu mocne pociągnięcie za włosy...

Obserwowana

5.
... mój tata. Gdy doszedł do samochodu zapytał tylko:
- Gdzie mama?
- Jest jeszcze na komisariacie, załatwia jakąś papierkową robotę - odpowiedziałam.
- Ok.
Mój ojciec zachowywał się dziwnie, był trochę zdenerwowany i niecierpliwy. W końcu przyszła mama i wsiedliśmy do samochodu, prosto z parkingu pojechaliśmy do domu.
Weszłam do mojego pokoju, spojrzałam na zegarek była godzina 24:42. ,,Fajnie mam jeszcze niecałe siedem godzin na zrobienie lekcji, wykapanie się i położenie spać". Gdy już wzięłam prysznic zeszłam jeszcze na dół napić się czegoś, w kuchni zobaczyłam rodziców lecz gdy tylko weszłam oni umilkli. Dopiero wtedy zobaczyłam że mój tata jest w potarganej koszuli i cały brudny.
,,Dziwne, na parkingu tego nie zauważyłam"
- Tato co ci się stało?
- Nie powinnaś już spać?! - prawie krzyknął .
- Przyszłam się tylko napić wody.
- Już dobrze Marcel, uspokój się - powiedziała mama.
Wzruszyłam ramionami i poszłam na górę, spakowałam się i położyłam do łóżka.  Jeszcze chwile  przed zaśnięciem myślałam o nowo poznanej dzisiaj Alice.
Obudziłam się parę minut po siódmej. Byłam strasznie zmęczona lecz wstałam ubrałam się w jeansy i dosyć luźny t-shirt a włosy u czesałam w roztrzepany kok założyłam trampki i zeszłam na dół lecz nikogo nie było, wzięłam tylko jabłko i ruszyłam do szkoły. Gdy weszłam do budynku czułam się dziwnie obserwowana, uczniowie szeptali miedzy sobą jednak szłam dalej holem aż dotarłam pod moja klasę, od razu podbiegła do mnie uśmiechnięta Alice. Była ubrana w zwiewną ciemną sukienkę i buty na obcasie, a jej brązowe włosy lekko opadały na ramiona.
- Wiesz cała szkoła o tobie mówi krążą rożne plotki, że jesteś zamieszana w zabójstwo albo sama kogoś zabiłaś - powiedziała roześmiana.
- Ale skąd te plotki? - odpowiedziałam oburzona.
- Gdy zabierali cie z pod szkoły uczniowie zaczęli zmyślać i opowiadać innym dlaczego cie zgarnęli - usłyszałam głos Niall'a.
- Ale przecież oni nie znają prawdy! - krzyknęłam a uczniowie na korytarzu zwrócili głowy w moją stronę.
- No już dobrze uspokój się - powiedziała Alice.
Zadzwonił dzwonek.
- Choć Sell, usiądziesz dzisiaj ze mną - powiedziała Alice ciągnąc mnie w stronę klasy.  Szczerze to nie zauważyłam wcześniej że jest ze mną w klasie. Gdy juz usiadłam wiedziałam ze wszyscy się na mnie gapią. Do klasy wszedł spóźniony Niall, popatrzał w moją stronę i zasmucił się. ,,No tak wcześniej siedziałam z nim w ławce." Po czterech godzinach lekcji nadszedł czas na lunch, nie miałam ochoty jeść w szkole wiec postanowiłam pójść na miasto. Przy drzwiach od szkoły zatrzymała mnie Alice.
 - Hej idziesz na lunch? - zagadnęła.
- Tak, wybieram się na miasto coś zjeść.
- Mogę iść z tobą?
- No pewnie -odpowiedziałam z uśmiechem.
Gdy wyszłyśmy poza teren szkoły nagle ktoś zatrąbił, szybko się odwróciłyśmy . Był to Zayn.
- Hej kochanie, zjemy dzisiaj razem lunch? - krzyknął.
- Chciałabym ale umówiłam się już z Sell - odparła.
- Jak chcesz.
Zanim ruszył spojrzał się na mnie groźnym wzrokiem i odjechał.
Gdy czekałyśmy w knajpce na nasze wegetariańskie taco (Alice oczywiście nie była wegetarianką ale postanowiła nie jeść przy mnie mięsa) zagadnęłam Alice.
- Zayn mnie chyba nie lubi.
- Nie martw się, mało kogo lubi.
- Aleś mnie pocieszyła - powiedziałam chichocząc.
- Spokojnie w końcu się do ciebie przekona, wiesz on chce być takim szkolnym ,, Bad Boyem".
Po tych słowach wybuchłyśmy śmiechem.
- Wiesz wychodzi mu... a tak w ogóle jak zaczęłaś się z nim umawiać?
- To długa historia...a wiesz kto cie lubi lubi?
- Kto? - zapytałam zaciekawiona.
- No oczywiście ja, Niall i Louis.
- Louis, serio? - prawie oplułam Alice wodą - Przecież on trzyma taki dystans i wydaje się niedostępny.
- No tak, chociaż zbytnio tego nie okazuje to cie lubi.
- Heh fajnie, a właśnie nie widziałam go dzisiaj w szkole, co z nim?
- Nie wiem, Zayn nie chciał mi nic powiedzieć.
Zapadła krępująca cisza.
- A skoro była mowa o dystansie...to Niall chyba zbytnio go nie zachowywuje co?
- Haha no w sumie racja ale jest miły. - odpowiedziałam.
- On jest bardziej taki nachalny a poza tym dzisiaj zrobiło mu się smutno gdy z tobą usiadłam. Był tez odrobinę zazdrosny - powiedziała zaś chichocząc.
- No wiesz, siedziałam z nim w pierwszym dniu szkoły ja się mu nie dziwie że był smutny.
- Uuu...ale żeby być tez zazdrosnym?
Wtedy przyszła kelnerka z naszym zamówieniem. Gdy zjadłyśmy taco to pośpiesznym krokiem wracałyśmy do szkoły aby się nie spóźnić na lekcje. Po drodze Alice wypaliła chyba z dwa papierosy.
Po dwóch godzinach w szkole byłam już kompletnie wyczerpana, ale na szczęście były to juz moje ostatnie lekcje. Gdy wyszłam z budynku Alice właśnie odjeżdżała na motorze z Zaynem a mi został powrót do domu autobusem. Czekając na przystanku podjechał do mnie znajomo czerwony motor - to był Louis. Zatrzymał się na przystanku i ściągnął kask. Jego włosy nadal były postawione do góry  a kask ich nie zniszczył, ciekawe jakiego używa żelu? Z zamyśleń wyrwał mnie głos Lou.
- Podwieźć  cie do domu?
- No jeżeli to nie problem...
- Wsiadaj - powiedział podając mi kask. Jak tylko usiadłam i objęłam go w pasie ruszył szybko. Gdy jechaliśmy drogą zdałam sobie sprawę ze uwielbiam jeździć na motorze, ale gdyby tylko zobaczyła mnie mama miałabym przechlapane. Zsiadając z motoru pod moim domem odpięłam kask i oddałam Louisowi, uśmiechnęłam się tylko i ruszyłam w stronę drzwi. Gdy weszłam do środka nadal nikogo nie było, wzięłam więc długą i odprężającą kąpiel (prawie zasypiając w wannie) a później zjadłam coś i odrobiłam lekcje.
Padłam do łóżka, byłam tak strasznie zmęczona ze prawie od razu zasnęłam. Zasypiając dostałam jeszcze sms'a od Alice ,,W piątek jest impreza, idziesz?". Nie wiedziałam czy iść więc zerknęłam tylko na godzinę, było późno ,,Ciekawe gdzie są rodzice? Dlaczego jeszcze nie wrócili?" po czym odłożyłam telefon i zasnęłam nie odpisując Alice.