Nightmare of past Christmas!
Siedziałam na parapecie już kolejną godzinę i kończyłam
czytać moją ulubiona książkę. Przeczytawszy kolejny rozdział, zamknęłam książkę
i spojrzałam przez okno, cała okolica była biała, pokryta grubą warstwą śniegu
a na podwórku jak zwykle bawiła się grupka małych gnojków która od pewnego
czasu mnie podglądała. ,,Och, nawet we własnym domu nie mam prywatności!".
Poza tymi chłopcami jak zwykle przesiadywał tam przystojny chłopak o zielonych
oczach i lokowanych włosach. Patrząc tak na niego, z nieba zaczął prószyć
śnieg, a z kuchni było czuć smakowity zapach jedzenia. ,,Tak to już
dzisiaj...wigilia! Już nie mogłam doczekać się prezentów i dzielenia opłatkiem!
Ale najpierw przepędzę tych małych zboczków". Wzięłam kurtkę i ubrałam
buty...takie czarne. Wychodząc
spojrzałam jeszcze w lustro, moje czerwone włosy były związane w
roztrzepanego koka, miałam też na sobie białą bluzkę i czarne leginsy.
Założyłam więc kurtkę i poszłam do tych zboczeńców.
* * *
- Spadajcie mi stąd małe zboczuchy!!! - krzyczałam
dochodząc do nich, a z moich ust wydobył się obłoczek pary.
Dzieciaki zaczęły uciekać z krzykiem w popłochu.
,,Przynajmniej będę miała spokojne święta". Już miałam wracać do domu
ale...zaintrygował mnie ten chłopak z loczkami, postanowiłam podejść do niego i
zagadać.
Podchodząc do niego, on podniósł głowę i spojrzał na mnie
swoimi boskimi zielonymi oczami. Miał na sobie czarne jeansy i brązowy
płaszczyk.
- Co ty tutaj robisz? Też mnie podglądasz? - spytałam.
- Co? Oczywiście że nie...ja tylko patrzę co ciekawego
robisz w domu - uśmiechnął się łobuzersko.
Walnęłam go w ramie.
- A tak na serio to co tutaj robisz? - dociekałam.
- Czy ja wiem...lubię to miejsce, jest takie spokojne.
Zmrużyłam moje duże czekoladowe oczy i spojrzałam na
niego podejrzliwie, kłamał. Nie wiedziałam tylko dlaczego.
- Okey, skoro tak twierdzisz - powiedziałam obojętnym
głosem.
Już miałam iść kiedy chłopak wstał, podszedł do mnie i
leciutko pocałował w usta, a następnie odwrócił się i poszedł. Tak to było
dziwne. Stałam tak a na moje włosy spadało coraz to więcej śniegu. W końcu się
otrząsnęłam i wróciłam powolnym krokiem do domu. Będąc już w swoim cieplutkim
pokoju, zaczęłam szukać jakiegoś ładnego ciuchu na wigilię. Wybrałam beżową
sukienkę w koronkę z cieniutkim czarnym paseczkiem. Po ubraniu się wzięłam moją
MP3 i kilka mandarynek, no bo przecież co to za święta bez mandarynek?
Położyłam się na łóżku z słuchawkami w uszach i po krótkiej chwili zasnęłam.
Obudził mnie głos mamy.
- Kat! Wstawaj, czas iść na pasterkę!
Zerwałam się szybko z łóżka, rozpuściłam włosy,
przejrzałam się w lustrze (wyglądałam ślicznie), założyłam buty i wybiegłam z
domu zakładając po drodze kurtkę.
* * *
Weszłam trochę spóźniona do kościoła i szybko usiadłam w
ławce. W czasie kazania rozglądałam się po kościele, kilka ławek za mną
siedział ten chłopak z loczkami i zielonymi oczami, chciałam jeszcze z nim
porozmawiać.
Po skończonej mszy szukałam go ale nigdzie go nie
było...jakby rozpłynął się w powietrzu. Postanowiłam więc wrócić do domu. W
drodze na świąteczny posiłek, gdy szłam dość ciemną drużką usłyszałam za sobą
kroki. Przyśpieszyłam kroku, ten ktoś za mną zrobił to samo, więc zaczęłam
biec, gdy tylko wybiegłam z ganku a ulice oświetlały latarnie, obejrzałam się za
siebie i odetchnęłam z ulgą, był to zielonooki chłopak, stanęłam więc i
spojrzałam na niego trochę dysząc.
- Och to ty, ale mnie przestraszyłeś.
- Nie ma obawy, chciałem ci tylko życzyć wesołych świąt -
podszedł i mnie przytulił.
- Dziękuję i na wzajem. A w ogóle jak masz na imię?
- Harry...a ty?
- Kat, miło mi.
- Mi też i nawet nie wiesz jak bardzo - mówił sięgając po
coś do płaszcza...była to broń.
,,O mój Boże!!!". Przestraszyłam się i spanikowałam,
chciałam zacząć krzyczeć i uciekać ale chłopak był szybszy i postrzelił mnie w
brzuch. Upadlam na biały i zimy śnieg, wokół mnie rozlała się czerwona kałuża
krwi. Gdy ostatkiem sił podniosłam
głowę, chłopaka już nie było. Spojrzałam więc w niebo, spadały na mnie delikatnie
płatki śniegu a ja leżałam i powoli wykrwawiałam się na śmierć, tak to była moja
ostatnia wigilia. Leżałam martwa przykryta śniegiem, a moje ciało stawało się
zimne i drętwe.
Na Święta Bożego Narodzenia, życzę Wam ujrzenia Harrego
przyrodzenia. Niech Louis z marchewkami, przyjdzie w koszulce z paskami. Niech
Liam odda Wam żółwia swego, ale musicie go karmić dnia każdego. Niech Niall
rozwali Wam lodówkę i zje Wam wszystko, nawet parówkę. Niech Zayn się w Waszym
lustrze przejrzy i Paul przez Wasze okno wejrzy. Niech wszyscy wyskoczą Wam
spod choinki i zaśpiewają kolędy dla Waszej rodzinki. Niech Horan dopadnie się
do kolacji. Niech Zayn powie, że jest pełen gracji. Niech Harrego ogarnie na
sex pokusa, xD a Louis zrobi Wam psikusa. Niech Liam ucieka przed łyżkami, a
Paul będzie gonił za wszystkimi Wami. Wszyscy potem zjedzcie żelki. WESOŁYCH
ŚWIĄT!!