wtorek, 24 grudnia 2013

Nightmare of past Christmas!

Siedziałam na parapecie już kolejną godzinę i kończyłam czytać moją ulubiona książkę. Przeczytawszy kolejny rozdział, zamknęłam książkę i spojrzałam przez okno, cała okolica była biała, pokryta grubą warstwą śniegu a na podwórku jak zwykle bawiła się grupka małych gnojków która od pewnego czasu mnie podglądała. ,,Och, nawet we własnym domu nie mam prywatności!". Poza tymi chłopcami jak zwykle przesiadywał tam przystojny chłopak o zielonych oczach i lokowanych włosach. Patrząc tak na niego, z nieba zaczął prószyć śnieg, a z kuchni było czuć smakowity zapach jedzenia. ,,Tak to już dzisiaj...wigilia! Już nie mogłam doczekać się prezentów i dzielenia opłatkiem! Ale najpierw przepędzę tych małych zboczków". Wzięłam kurtkę i ubrałam buty...takie czarne. Wychodząc  spojrzałam jeszcze w lustro, moje czerwone włosy były związane w roztrzepanego koka, miałam też na sobie białą bluzkę i czarne leginsy. Założyłam więc kurtkę i poszłam do tych zboczeńców.

* * *
- Spadajcie mi stąd małe zboczuchy!!! - krzyczałam dochodząc do nich, a z moich ust wydobył się obłoczek pary.
Dzieciaki zaczęły uciekać z krzykiem w popłochu. ,,Przynajmniej będę miała spokojne święta". Już miałam wracać do domu ale...zaintrygował mnie ten chłopak z loczkami, postanowiłam podejść do niego i zagadać.
Podchodząc do niego, on podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi boskimi zielonymi oczami. Miał na sobie czarne jeansy i brązowy płaszczyk.
- Co ty tutaj robisz? Też mnie podglądasz? - spytałam.
- Co? Oczywiście że nie...ja tylko patrzę co ciekawego robisz w domu - uśmiechnął się łobuzersko.
Walnęłam go w ramie.
- A tak na serio to co tutaj robisz? - dociekałam.
- Czy ja wiem...lubię to miejsce, jest takie spokojne.
Zmrużyłam moje duże czekoladowe oczy i spojrzałam na niego podejrzliwie, kłamał. Nie wiedziałam tylko dlaczego.
- Okey, skoro tak twierdzisz - powiedziałam obojętnym głosem.
Już miałam iść kiedy chłopak wstał, podszedł do mnie i leciutko pocałował w usta, a następnie odwrócił się i poszedł. Tak to było dziwne. Stałam tak a na moje włosy spadało coraz to więcej śniegu. W końcu się otrząsnęłam i wróciłam powolnym krokiem do domu. Będąc już w swoim cieplutkim pokoju, zaczęłam szukać jakiegoś ładnego ciuchu na wigilię. Wybrałam beżową sukienkę w koronkę z cieniutkim czarnym paseczkiem. Po ubraniu się wzięłam moją MP3 i kilka mandarynek, no bo przecież co to za święta bez mandarynek? Położyłam się na łóżku z słuchawkami w uszach i po krótkiej chwili zasnęłam.
Obudził mnie głos mamy.
- Kat! Wstawaj, czas iść na pasterkę!
Zerwałam się szybko z łóżka, rozpuściłam włosy, przejrzałam się w lustrze (wyglądałam ślicznie), założyłam buty i wybiegłam z domu zakładając po drodze kurtkę.

* * *
Weszłam trochę spóźniona do kościoła i szybko usiadłam w ławce. W czasie kazania rozglądałam się po kościele, kilka ławek za mną siedział ten chłopak z loczkami i zielonymi oczami, chciałam jeszcze z nim porozmawiać.
Po skończonej mszy szukałam go ale nigdzie go nie było...jakby rozpłynął się w powietrzu. Postanowiłam więc wrócić do domu. W drodze na świąteczny posiłek, gdy szłam dość ciemną drużką usłyszałam za sobą kroki. Przyśpieszyłam kroku, ten ktoś za mną zrobił to samo, więc zaczęłam biec, gdy tylko wybiegłam z ganku a ulice oświetlały latarnie, obejrzałam się za siebie i odetchnęłam z ulgą, był to zielonooki chłopak, stanęłam więc i spojrzałam na niego trochę dysząc.
- Och to ty, ale mnie przestraszyłeś.
- Nie ma obawy, chciałem ci tylko życzyć wesołych świąt - podszedł i mnie przytulił.
- Dziękuję i na wzajem. A w ogóle jak masz na imię?
- Harry...a ty?
- Kat, miło mi.
- Mi też i nawet nie wiesz jak bardzo - mówił sięgając po coś do płaszcza...była to broń.
,,O mój Boże!!!". Przestraszyłam się i spanikowałam, chciałam zacząć krzyczeć i uciekać ale chłopak był szybszy i postrzelił mnie w brzuch. Upadlam na biały i zimy śnieg, wokół mnie rozlała się czerwona kałuża krwi.  Gdy ostatkiem sił podniosłam głowę, chłopaka już nie było. Spojrzałam więc w niebo, spadały na mnie delikatnie płatki śniegu a ja leżałam i powoli  wykrwawiałam się na śmierć, tak to była moja ostatnia wigilia. Leżałam martwa przykryta śniegiem, a moje ciało stawało się zimne i drętwe.
 ____________________________________
Na Święta Bożego Narodzenia, życzę Wam ujrzenia Harrego przyrodzenia. Niech Louis z marchewkami, przyjdzie w koszulce z paskami. Niech Liam odda Wam żółwia swego, ale musicie go karmić dnia każdego. Niech Niall rozwali Wam lodówkę i zje Wam wszystko, nawet parówkę. Niech Zayn się w Waszym lustrze przejrzy i Paul przez Wasze okno wejrzy. Niech wszyscy wyskoczą Wam spod choinki i zaśpiewają kolędy dla Waszej rodzinki. Niech Horan dopadnie się do kolacji. Niech Zayn powie, że jest pełen gracji. Niech Harrego ogarnie na sex pokusa, xD a Louis zrobi Wam psikusa. Niech Liam ucieka przed łyżkami, a Paul będzie gonił za wszystkimi Wami. Wszyscy potem zjedzcie żelki. WESOŁYCH ŚWIĄT!!

niedziela, 22 grudnia 2013

Uratowana

18.
...już naciskał na spust gdy nagle zadzwonił telefon. Zayn wyciągnął i odebrał.
- Hej Louis - powiedział z chytrym uśmieszkiem - A wiesz musiałam wyjść odwieść taką bardzo pianą dziewczynę - próbował powstrzymać się od śmiechu - Aha, okey do zobaczenia - i się rozłączył.
Coraz ciężej mi się oddychało a obraz był bardziej zamazany niż kilka minut temu, ale nie mogłam zemdleć, musiałam zachować świadomość.
- No więc dokończmy to co zaczęliśmy - mówił z nienawiścią w głosie.
Nie mogłam nic odpowiedzieć, łapałam nerwowo powietrze żeby móc tylko oddychać. Po chwili zobaczyłam broń kilka centymetrów od mojej głowy i szczęśliwego bruneta. Pomyślałam o całym moim życiu. Chłopak już miał nacisnąć na spust gdy w oddali zobaczyłam światłą - chyba reflektory od auta, Zayn zobaczył na mojej twarzy radość bo odwrócił się gwałtownie, po czym uciekł do auta i w pośpiechu odjechał. Natomiast ja zaczęłam głośno krzyczeć, powoli traciłam przytomność, ostatnie co widziałam to wysiadającego z auta chłopaka i dziewczynę.
Gdy się obudzałam zobaczyłam szary zamszowy sufit i skórzane siedzenia - byłam w aucie, podniosłam się szybko. Leżałam z tyłu a za kierownicą siedział Louis a na miejscu pasażera Alice. Bardzo się ucieszyłam.
- O widzę że śpiąca królewna obudziła się ze snu - zażartował Lou.
- Och Selly, tak się martwiłam, jak dobrze że nic ci nie jest - powiedziała brunetka z troską w oczach i uśmiechem na twarzy.
- Jak mnie znaleźliście? - to było pytanie na które najpierw chciałam znać odpowiedź.
- Gdy do mnie zadzwoniłaś i usłyszałem w słuchawce szum a potem twoje krzyki od razu wiedziałem że coś nie gra, więc spytałem Alice czy nie wie gdzie jesteś a ona że nie i wtedy wyjęła telefon i wpisała do takiej aplikacji numer twojego Blackberry a ta apka od razu pokazała gdzie jesteś - powiedział chłopak za jednym wydechem.
- Noo, Lou jechał chyba z 200 km/h - powiedziała Alice żartobliwym głosem.
Nie wiedziałam co powiedzieć lecz po krótkiej chwili wydukałam tylko ,,Dziękuję" i skuliłam się na siedzeniu nie odzywając się. Przez całą drogę analizowałam to co się stało następne pół godziny temu. Gdy już prawie dojechaliśmy do mojego domu Alice zadała jeszcze jedno pytanie:
- Wiesz kto cie porwał?
Nie mogłam jej powiedzieć przy Louisie, to jego przyjaciel, zrujnowałoby to go a poza tym czy uwierzyli by mi?
- Nie, nie widziałam kto to był.
- Trzeba zawiadomić policję - powiedziała Alice z powagą na twarzy.
- Po co? To pewnie tylko jakiś głupi żart chłopaków z imprezy.
- Głupi żart? Kpisz ze mnie? Mało co się tam nie udusiłaś! Wiesz co by się stało gdybyśmy przyjechali kilka minut później?! Wiesz?! Albo gdybym nie miała tej aplikacji?! - wykrzyczała dziewczyna.
Pierwszy raz widziałam Alice w takim stanie, zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Kilka minut później samochód zatrzymał się, wysiadłam a razem ze mną Lou, Alice została w aucie. Brunet odprowadził mnie pod okno.
- Mogę o coś spytać? - zagadnął.
- Tak, jeśli nie jest to związane z porwaniem...nie chce o tym gadać.
- Hmm, ok...czemu wchodzisz przez okno?
- Hah, no bo wymknęłam się na tą imprezę, cały czas mam szlaban.
- Rozumiem...taka z ciebie ,,Bad Girl".
Zaśmiałam się i wpatrywałam w jego niebieskie oczy i go przytuliłam.
-Jak dobrze że cie mam - wyszeptałam a z moich oczu poleciały łzy.
- Ja tez się cieszę...jesteś dla mnie ważna, bardzo ważna - powiedział i otarł moje łzy z twarzy.
Westchnęłam, tak bardzo nie chciałam wypuszczać go z uścisku.
- Teraz pewnie marzysz tylko o tym żeby zwinąć się w kłębek w swoim łóżku.
,,Czy on czytał mi w myślach?"
- Tak i to bardzo, ale jeszcze bardziej nie chce wypuszczać cię z uścisku.
- Ja ciebie też, ale nie możemy stać tak całą wieczność.
- Ale dlaczego? - mówiłam spoglądając na niego.
Chłopak zaśmiał się tylko i pocałował mnie w czoło, następnie pomógł mi wejść do pokoju. Pożegnaliśmy się i poszłam wsiąść expresowy prysznic, następnie zwinęłam się w kłębek w swoim łóżku i próbowałam zasnąć ale przez długie godziny powracały wspomnienia z minionego wieczoru, zasnęłam dopiero nad ranem.  Miałam straszne koszmary.
Gdy się obudziłam słońce było wysoko na niebie, popatrzyłam na zegarek, wskazywał 15:04. Wstałam i przeciągnęłam się, przejrzałam się w lustrze, pod oczami miałam straszne wory ,,Nie wiem czy jakikolwiek korektor to zakryje". Wtedy dopadło mnie dziwne uczucie że o czymś zapomniałam, tak zapomniałam o samochodzie rodziców, pewnie i tak już zauważyli i się wszystkiego domyślili a teraz siedzą pewnie na dole źli i wymyślają dla mnie kolejną karę czekając aż wstanę. Gdy zeszłam na dół w mojej piżamie w panterkę i poczułam pod bosymi stopami ziemne kafelki, rozejrzałam się lecz nikogo nie było, nawet nie zostawili karteczki. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam ale trochę strasznie siedzieć w tak wielkim domu. Wzięłam tylko kubełek lodów czekoladowych i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i zaczęłam oglądać filmy zajadając się słodkościami. Leżałam tak w moim łóżku i leżałam, dzwonił ktoś do drzwi lecz to zignorowałam i gdy rodzice pukali i chcieli wejść porozmawiać to tez to zignorowałam i nie odzywałam się a telefon miałam wyłączony. Nie chciałam z nikim gadać. Przez następny tydzień nie wychodziłam z pokoju, nie byłam nawet w szkole, byłam przybita. Odwiedziła mnie Alice ale jej tez nie otworzyłam drzwi i z nią nie gadałam. Odwiedził mnie również psycholog ale i on nic nie wskórał. Po prostu leżałam i oglądałam filmy. Nastała przerwa świąteczna a za oknem zaczął padać śnieg. Miałam wolne od szkoły i od problemów. Z pokoju wychodziłam tylko do kuchni po jedzenie i tylko wtedy gdy nie było rodziców. Leżąc w łóżku tak kolejny dzień, nagle zauważyłam że za oknem coś się poruszyło, wystraszyłam się...powoli wpadałam w paranoje ale wstałam, podeszłam do okna i zobaczyłam...
____________________________________
Kochani zajrzyjcie tutaj we wtorek (24.12.2013) to czeka na was miła niespodzianka! ;)

wtorek, 10 grudnia 2013

Porwana?

17.

- Przytuliłem ją bo widziałem co się stało na korytarzu, a ona jest dla mnie jak młodsza siostra! Wiedziałem że tego potrzebowała...-mówił już prawie szeptając.
Spojrzałam na Liama z wdzięcznością, było to przeurocze, zawsze chciałam mieć brata. Otarłam łzy i spojrzałam na Louisa, stał w szoku i nie wiedział co powiedzieć. Liam spojrzał tylko na niego i wyszedł. Wysoki brunet podszedł i podniósł mnie z ziemi.
- Przepraszam skarbie - powiedział całując mnie w czoło.
Przytuliłam go mocno, jak dobrze wiedzieć że ma się ta ukochaną osobę.
- Chodź, pójdziemy do pielęgniarki - powiedział tym razem całując mnie delikatnie w lekko napuchniętą już wargę.
Siedząc na krześle z workiem lodu przy wardze Lou dopytywał się mnie:
- Jak się czujesz?
- Czuje się upokorzona i czuje się boleśnie.
- Upokorzona?
- Tak, gdyby nie ty...i tak oberwałam a nawet nie umiałam się obronić i co chwile przynoszę ci wstyd - powiedziałam smutnym głosem.
- Wstyd? Chyba sobie żartujesz! Jesteś bardzo silną i niezależną dziewczyną, mogę być z ciebie tylko i wyłącznie dumny!
Louis był kochany, zawsze podnosił mnie na duchu.
- Jaką kare dostałaś od dyra?
- Dzisiaj zostaje w kozie a przez następny tydzień muszę wyrywać chwasty.
Do gabinetu weszli Alice i Niall, widziałam zmartwienie w ich oczach. Cały czas pytali jak się czuje, czy wszystko jest ok a brunetka tłumaczyła mi się dlaczego nie mogła mi pomóc.
Gdy odsiedziałam karę w kozie w której poznałam przeuroczą blondynkę Blair i wróciłam do domu, rodzice już wszystko wiedzieli. Znowu  dali mi wykład i tym razem kare...nie mogłam iść na imprezę. Nie odzywałam się do nich. Te cztery dni zleciały mi na pracy w szkole i unikaniu rodziców. Ale w piątek...nie mogłam odpuścić sobie tej imprezy, ubrałam się w jasne jeansy i t-shirt a do tego skórzana kurtka i czarne lity a włosy upięłam w wysoki kucyk do tego miałam mocny makijaż, telefon schowałam do kieszeni. Wyszłam przez okno, wzięłam auto moich rodziców i pojechałam pod adres który Liam wysłał mi sms'em.
Wchodząc do jego domu, przy wejściu dostałam kubek z piciem...oczywiście był w nim alkohol. Będąc w salonie  zobaczyłam część ludzi tańczących a druga część stojących i rozmawiających w grupkach. Rozglądałam się, lecz długo nie widziałam nikogo znajomego. Nagle ktoś zakrył mi oczy, odwróciłam się , był to mój chłopak. Zobaczywszy go połączyłam usta w namiętnym pocałunku. Tak bardzo brakowało mi jego bliskości. Gdy oderwaliśmy się od siebie złapałam go za rękę i zaprowadziłam na górę po drodze odstawiając kubek. Gdy weszliśmy do przyciemnionego pokoju (była to chyba sypialnia), zdjęłam bluzkę Louisa, całując go. Chłopak równie szybko pozbył się mojej bluzki , następnie podniósł mnie i położył na łóżku a ja próbowałam odpiąć mu spodnie. Poczułam pocałunki na szyi, dekoldzie i brzuchu aż przeszły mnie przyjemne dreszcze. Niebieskooki próbował odpiąć mi stanik gdy do pokoju wbiegła Blair.
- Louis, potrzebuj...ee przepraszam - spuściła wzrok a ja zrzuciłam z siebie chłopaka.
- Nie spoko i tak wychodzimy - mówiłam łapiąc za bluzkę i ją ubierając.
Ubierając się Lou pocałował mnie i wyszedł z Blair. Ja szukałam mojego telefonu komórkowego na podłodze. Po chwili zorientowałam się że ktoś wszedł do pokoju, odwróciłam się szybko, był to Zayn.
- Co ty tu robisz?
- Wstawaj!
Wstałam z ziemi a brunet podszedł do mnie załapał mocno za ramie i zakrył usta ręką ,,Co tu się dzieje?".
- Jeśli tylko krzykniesz, pożałujesz tego! - powiedział naprawdę groźnym głosem.
Pokiwałam tylko głową i zeszliśmy na dół wychodząc tylnymi drzwiami.
Stanieliśmy przed czarnym autem, tym samym co mnie potrąciło! Byłam trochę przerażona ale nie dawałam tego po sobie poznać. Gdy otworzył drzwi auta i próbował mnie wepchnąć  stawiałam opór ale dla niego to było nic. W końcu wepchnął mnie na siedzenie pasażera po czym sam usiadł za kierownicą.
- Co ty wyprawiasz? Czemu to robisz? Po co?
- Morda!!
Resztę drogi siedziałam cicho. Jechaliśmy z dużą prędkością, nie wiedziałam co mam zrobić a na dodatek zaczęłam odczuwać ból na ramieniu w miejscu w którym mnie chwycił. Wjechaliśmy do lasu, było już po zmroku a lasy po zmroku są przerażające! Serce zaczęło mi bić szybciej. Po jakiś dwóch kilometrach zatrzymaliśmy się, najpierw wysiadł Zayn, podszedł do moich drzwi otworzył je i chciał mnie wyciągnąć, opierałam się ale to na nic się nie zdało. Gdy brunet zamykał drzwi auta, poluźnił trochę uścisk, wtedy wyrwałam mu się i pobiegłam. Obejrzałam się za siebie, gonił mnie wyciągnęłam więc telefon i wybrałam numer Lou, nacisnęłam i schowałam z kieszeni. Zayn po dłuższym czasie mnie dogonił i złapał, próbowałam się wyrwać, krzyczałam i kopałam ale on trzymał mnie w niedźwiedzim uścisku, trzymał mnie tak mocno, myślałam że kości mi zgniecie.
Chłopak poszedł ze mną kilka metrów dalej i przywiązał mnie do drzewa ( nie widziałam żeby miał ze sobą linę). Gdy liny tak mocno mnie ściskały że kręciło mi się w głowie, usłyszałam głos brązowookiego:
- Już dawno chciałem to zrobić, odkąd tu przyjechałaś! Od samego początku cię nie lubiłem! Chciałem się ciebie pozbyć ale nie miałem jak...aż do teraz! Dostałem zlecenie na zabicie ciebie i z chęcią je przyjąłem! Nie będzie cię już!
,,Co to znaczy? Zabije mnie?'', było mi coraz bardziej słabo.
- Co? Dlaczego? Kto ci to zlecił? - postanowiłam grać na czasie.
Ale Zayn nic nie odpowiedział tylko wyjął broń i wymierzył we mnie...

niedziela, 8 grudnia 2013

Zdjęcia

16.
Ubierając czerwone spodnie i białą bluzkę a włosy zaplatając w francuza, myślałam jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień w szkole. ,,Pewnie wszyscy będą się ze mnie śmiać, ale nie będę się tym przejmować, mam przecież Louisa, Alice, Amandę i Nialla" - pomyślałam pozytywnie. Będąc już na dole, zauważyłam że rodziców już nie ma. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wsypując płatki do miski zauważyłam że na stole leży nowiutki blackberry z karteczką ,,Twój nowy telefon". Ale super! Pod telefonem leżała karta startowa. Od razu wszystko odpakowałam i wykręciłam numer Alice:
- Hej Alice, to ja! Mam już nowy telefon!
- Super! Nareszcie będziesz mogła pisać pikantne sms'y z Louisem.
- Ach tak, a ty możesz uprawiać z Zaynem telefoniczny sex!
Po chwili ciszy zaczęłyśmy się śmiać do rozpuku.
- Dobra, spotkamy się w drodze do szkoły...- powiedziała Alice.
- Okey.
- Nie zapomnij wziąć karty ze zdjęciami...mam już pomysł jak je wykorzystać - powiedziała i się rozłączyła.
Olałam śniadanie, wzięłam tylko plecak, ubrałam trampki i ruszyłam w stronę szkoły, po drodze bawiąc się telefonem.
Przed bramą szkoły zobaczyłam machającą do mnie Alice.
- Hej kochana, jak tam telefon? - zapytała.
- Jest boski!
- Cieszę się. Wzięłaś kartę?
- Tak. Co chcesz zrobić ze zdjęciami?
- No więc na czwartej lekcji możemy powiedzieć ze idziemy zrobić gazetkę a tak naprawdę pójdziemy do sali komputerowej w której jest drukarka, wydrukujemy te fotki i porozwieszamy po całej szkole, a potem bum! Dzwonek na przerwę i cała szkoła widzi Suzan całującą się z dziewczyną!
- To...jest genialne! - wykrzyczałam.
W szkole większość chłopaków gwizdało gdy przechodziłam a dziewczyny dogryzały mi, ale nie przejmowałam się tym.
Na czwartej lekcji spotkałyśmy się w sali komputerowej i wydrukowałyśmy ze sto kopi tych zdjęć, następnie poprzyklejałyśmy po całej szkole. Zadzwonił  dzwonek, wszyscy wyszli z klas i od razu zauważyli to co wisiało na ścianach, podeszli i zaczęli się im przyglądać. Chwile później korytarzem szła nasza 'kochana' Suzan, wszyscy się z niej śmiali i wytykali palcami.
- Hej Suzan, jak ci się podobają zdjęcia? A jak ci się układa z dziewczyna? Pewnie strasznie bolą cię usta co? - powiedziałam drwiąco gdy dziewczyna przechodziła obok nas.
- Ty to zrobiłaś! Ja to wiem! - wykrzyczała i rzuciła się na mnie z pięściami.
Przywarła mnie do ściany i próbowała mnie uderzyć, jednocześnie szarpiąc mnie za włosy. Wokół nas zebrał się spory tłum gapiów. Nie mogłam pozostać dłużna Suzan i zaczęłam się z nią szarpać.
Zauważyłam kontem oka że Alice próbowała mi pomóc ale tłum  chłopaków ja przytrzymywał. Dziewczyna krzyczała i próbowała się wyrwać. Tymczasem Suzan tak mocno szarpnęła mnie za włosy że upadłam na ziemie, ona wykorzystując ta sytuacje usiadła na mnie i zacisnęła dłoń w pięść szykując się do uderzenia. Zamknęłam oczy i czekałam na uderzenia, lecz nic nie nastąpiło. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Lou który trzymał w silnym uścisku rudowłosą dziewczynę. Rozglądając się zobaczyłam Amandę która stała w kącie z okularami przeciwsłonecznymi, Nialla który stał w szoku, Liama z trochę zmartwiona miną i Zayna z uśmiechem i zadowoleniem na twarzy. Podniosłam się a w ustach poczułam gorzką krew, miałam rozcięta wargę.
Przyszła nauczycielka, która kazała wszystkim wracać do sal, a przez głośniki rozległ się głos:
,,Selly Jey, proszona do gabinetu dyrektora".
Idąc   w stronę gabinetu, słyszałam jeszcze krzyki Suzan ,,Zrujnowałaś mi życie! Teraz ja zrujnuje twoje!!"
Siedząc na krześle  u dyrektora trochę się denerwowałam. Siwy facet spojrzał na mnie spod okularów i spytał:
- Czy to ty rozwiesiłaś te fotografie?
- Tak - odpowiedziałam bo uznałam że nie opłaca mi się kłamać.
- Miałaś kogoś do pomocy?
- Nie - tym razem musiałam skłamać, nie chciałam wpędzać Alice w kłopoty..
- Więc, młoda panno musisz zostać za to ukarana.
- To znaczy?
- Zastanawiam się nad zawieszeniem...- powiedział przeciągając ostatnie słowo.
-Nie! Proszę nie! Będę już grzeczna!
- Tu nie chodzi tylko o ta bójkę i rozwieszenie zdjęć ale o to co zrobiłaś też na balu...
,,Skąd on to wszystko tak szybko wiedział?"
- Przepraszam! To był jednorazowy wybryk...
- Dobrze, ze względu że jesteś tu nowa i dobrze się uczysz to zostaniesz dzisiaj po lekcjach w kozie a przez kolejny tydzień będziesz plewić chwasty na terenie szkoły.
- Co?! A Suzan?
- O nią się nie martw...
- Ale to ona mnie uderzyła pierwsza, rzuciła się na mnie! Mam świadków!
- Ale to ty ja sprowokowałaś. Zajmiemy się nią odpowiednio, a teraz idź do pielęgniarki niech ci opatrzy tą rozwaloną wargę, później będziesz miała spotkanie z psychologiem.
- Z psychologiem? Przecież ja jestem normalna! To Suzan powinna się leczyć!
- Dość, przeginasz panno! Gdy wyjdziesz od pielęgniarki masz wracać na lekcje, a teraz do widzenia.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Stojąc przed drzwiami na holu zauważyłam Liama, gdy mnie zauważył to podszedł i mnie przytulił. Na początku się trochę zdziwiłam ale zdałam sobie sprawę że właśnie tego potrzebowałam. Gdy tak staliśmy wtuleni w siebie, wszedł Louis, odskoczyliśmy szybko od siebie, spojrzałam na niego i widać było na jego twarzy lekkie zdziwienie a następnie złość, po krótkiej chwili wyszedł.
- Lou, zaczekaj! To nie tak! - pobiegłam za nim.
- A jak? - odwrócił się i spojrzał na mnie.
- No bo byłam u dyrektora a jak wyszłam to stał tam Liam i mnie przytulił, to wszystko!
- Wiesz, inaczej to wyglądało! - krzyczał.
Widząc go takiego rozwścieczonego zdałam sobie sprawę że taki 'wściekły' Louis wywołuje we mnie strach, lęk. Do moich oczu napłynęły łzy a ja zapytałam się łamiącym głosem:
- Ufasz mi?
Łzy spływały mi po policzkach a on nie wiedział co powiedzieć.
Nagle dołączył do nas Liam.
- Lou, stary to wszystko nie tak.
- Dobra nie tłumacz się.
Przyglądałam się rozmowie chłopaków lecz Louis odwrócił się i szedł w stronę wyjścia. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. Liam widząc to wykrzyknął:
- To nic nie znaczyło bo jestem gejem!!! Wole chłopaków!! Nie pociąga mnie Sell!
Lou zatrzymał się.