niedziela, 22 września 2013

Randka

11. 
         Wstałam z łóżka pełna energii ,,Tak to już dzisiaj! Moja pierwsza randka z Lou!", cieszyłam się jak małe dziecko. Poszłam szybko do łazienki i wzięłam prysznic. Gdy wyszłam z pod gorącego strumienia wody, owinęłam się ręcznikiem i poczłapałam do szafy z ubraniami. Spojrzałam na stertę z ubrań i wygrzebałam krótkie spodenki moro i białą ciut za dużą bluzkę z krótkim rękawem, założyłam conversy i zdjęłam wałki z włosów. Zrobiły mi się przepiękne loki. ,,Louis będzie zachwycony!", zrobiłam jeszcze makijaż i wyszłam do szkoły. W połowie drogi zauważyłam Alice, podeszłam do niej szybko.
- Hej Alice!
- Hejka Sell, co tam? Boże jak ślicznie wyglądasz!
- Wiem ale to jeszcze nic! Po szkole przebiorę się w ciuchy na randkę.
- Będziesz wyglądać przepięknie, Louisowi opadnie szczęka! - powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.
- Alice?
- Tak?
- Dlaczego nie masz plecaka?
- Co? Jak to? - i zaczęła się obracać wokół własnej osi - Cholera, zapomniałam go z domu!
Wpadłam w napad śmiechu.
- To leć szybko po niego - powiedziałam nadal się śmiejąc.
- Hah, no dobrze spotkamy się w szkole. Do zobaczenia!
- Paa - pomachałam jej śmiejąc się dalej.
,, Ten dzień już zaczął się super!".
Miałam dzisiaj tylko pięć lekcji. Dotarłam do budynku chwile przed 9:50. Poszłam szybkim krokiem do klasy z j. polskiego, akurat wchodziliśmy. Po 20 minutach lekcji do sali weszła spóźniona Alice. Od razu zachciało mi się śmiać ale Alice spiorunowała mnie wzrokiem, więc się powstrzymałam. W porze na lunch okazało się że odwołali ostatnia lekcje, czyli kończyłam o 12:30.
Na lekcji strasznie dłużył mi się czas, wtedy zadzwonił ostatni dzwonek, jako pierwsza wyszłam z klasy. Skierowałam się w stronę mojej szafki i wyciągnęłam moje rzeczy na randkę, a następnie skierowałam się w stronę szatni. Gdy już się przebrałam i wszystko dopięłam na ostatni guzik poprawiłam mój makijaż (kremowe cienie do powiek, kreska eyelinerem, wytuszowane rzęsy i usta pomalowane na kremowo) zdałam sobie sprawę że mam jeszcze dużo czasu. Postanowiłam więc wybrać się do biblioteki i coś poczytać. Wszedłszy przez wielkie drzwi do ogromnej sali wypełnionej od stóp do głów książkami podeszła do mnie starsza pani.
- Witam słonko, jakaś ty śliczna...Co cię tu sprowadza? - spytała i uśmiechnęła się i zrobiły jej się zmarszczki wokół oczu.
- Dzień dobry, chciałabym wypożyczyć książkę i chwile tu sobie poczytać.
- Ależ oczywiście...chcesz jakąś konkretną książkę?
- Tak, poproszę ,,Ciemniejszą  stronę Greya"
- Już szukam - klasnęła w dłonie i poszła prawie na sam koniec biblioteki. Po dłuższym czasie wróciła z książką w ręce i wręczyła mi ją.
- Jak masz na nazwisko słonko?
- Selly Jey.
- Dobrze, jak pójdziesz prosto i dojdziesz prawie na sam koniec pomieszczenia skręć w lewo, są tam stoły do czytania.
- Dziękuje - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę którą pokazała mi bibliotekarka. Starała się iść tak aby moje szpilki nie uderzały zbyt głośno o ziemie. Gdy usiadłam juz przy stoliku zauważyłam że kilka stolików dalej siedzi Liam. Chyba mnie nie zauważył, popatrzyłam się tylko na niego i zabrałam się za czytanie. Po przeczytaniu kilkunastu rozdziałów zerknęłam na telefon alby sprawdzić godzinę - była 13:18. ,,Dobra juz się zbieram, zanim dojdę będzie akurat 13:30" i wstałam od stołu. Chciałam juz odejść ale postanowiłam przywitać się z Liamem. Podeszłam do niego od tyłu i zerknęłam przez ramie aby zobaczyć co czyta, miał otworzona książkę ale między stronami miał ulotkę: ,,Jak powiedzieć rodzicom że jestem HOMOSEKSUALISTĄ, krok pierwszy..."
,,Boże on jest GEJEM!". Spanikowałam ,,Nie powinnam była tego widzieć!!". Chciałam się po cichu wycofać aby mnie nie zobaczył, jednak gdy się obróciłam wpadłam na krzesło i przewróciłam się razem z nim. ,, Ach ta moja cholerna niezdarność!", Liam szybko się poderwał i spojrzał na mnie z góry.
-Selly to ty, miło cie widzieć .
Jednak nie mogłam nić wykrztusić ani spojrzeć mu w oczy. Chciałam jak najszybciej wstać i uciec z tej biblioteki. Liam podał mi rękę lecz nie skorzystałam z jego pomocy, sama się wygramoliłam i wstałam.
- Eeee, czyli widziałaś to co czytałem?
Kiwnęłam głową.
- Usiądź na momęt i porozmawiajmy.
Za chwile miałam spotkanie z Louisem ale chyba zrozumie jak się trochę spóźnię.
- No więc...- zaczął - Nie możesz powiedzieć o tym NIKOMU!
Znów pokiwałam głową.
- Chcesz o cos spytać?
Miałam do niego miliony pytań ale byłam zbyt zażenowana i zawstydzona, ale po krótkiej niezręcznej chwili ciszy zebrałam się w sobie i powiedziałam bardzo cicho.
- Od jak dawna wolisz chłopców? Kiedy się to zaczęło?
- No więc to będzie już prawie trzy lata.
O dziwo dosłyszał moje pytanie.
 - Oh i nikt jeszcze o tym nie wie?
- Nie. Chciałem powiedzieć rodzinie i bliskim przyjaciołom ale jakoś nie miałem odwagi.
,,Nie dziwie mu się".
- Czyli nikt oprócz mnie nie wie o tym i nie chcesz żebym komukolwiek o tym powiedziała?
- Tak.
- A co z Lou, Harrym, Zaynem i Niallem? Myślałam ż e się przyjaźnicie i możecie sobie ufać.
- No możemy ale bałem się i wstydziłem, co oni sobie o mnie pomyślą?
- Przyjaciele rozumieją wszystko - powiedziałam, położyłam rękę na jego ramieniu i popatrzałam mu w oczy - Dobrze nikomu nie powiem, ty to zrobisz jak będziesz gotowy.
Wtedy Liam wstał i przytulił mnie mocno.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Mogę jeszcze o cos zapytać?
- No jasne.
- Masz już kogoś na oku?
- Eeee...
- Przepraszam nie powinnam pytać, dobra ja juz lecę jestem umówiona z Lou. Paa!
-Nie powinnaś się z nim spotykać - mruknął pod nosem tak że prawie nić nie usłyszałam.
- Mówiłeś coś?
- Nie, nic...miłej zabawy!
Ruszyłam i wychodząc odłożyłam książkę na biurku starszej pani. Wyszłam przed szkołę, czekał juz na mnie Louis, opierał się o swój motor, wyglądał inaczej ale nie wiedziałam co się zmieniło . Miał na sobie czarne spodnie i trampki białą bluzkę i jeansową kurtkę. Gdy podeszłam do niego on chwycił mnie w biodrach i przyciągnął do siebie dając mi buziaka w usta.
- Wyglądasz pięknie!
- Dziękuje - odpowiedziałam rumieniąc się i uśmiechając.
- A wyglądasz jeszcze bardziej słodko rumieniąc się - szepnął mi podając kask.
Patrząc w dół wzięłam od niego ten kask i włożyłam go a on pomógł mi wsiąść . Gdy już jechaliśmy ja jak zwykle wtuliłam się w niego i obserwowałam drogę którą jechaliśmy. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy na miejsce, zsiadłam z maszyny, oddałam kask spojrzałam i zobaczyłam wielki napis LUNAPARK - to było wesołe miasteczko! Było to przeurocze i słodkie. Gdy weszliśmy do środka wszystko byłoby ok gdyby nie to że byliśmy tam zupełnie SAMI.
- Dlaczego tu nikogo nie ma? - spytałam
- Chciałem być sam z tobą - odparł.
- I zabroniłeś przychodzić dzisiaj ludziom do wesołego miasteczka?
- Haha...Coś w tym stylu.
- Yhm - mruknęłam.
- To gdzie chcesz iść najpierw?
Było tu tyle atrakcji że nie wiedziałam co wybrać najpierw...

poniedziałek, 16 września 2013

Zaproszona

10.
   
         W poniedziałek poszłam do szkoły z Alice, po wejściu każda powędrowała do swojej szafki. Gdy już skończyłam wkładać książki poszłam pod klasę, stała już tam Alice (gadała z jakąś ładna dziewczyną) i Niall.
- Niall! - krzyknęłam machając.
- O cześć Selly, co tam?
- Myślałam że wychodzisz dopiero dzisiaj ze szpitala.
- Miałem ale w niedziele wieczorem wszystko było ze mną ok i lekarz pozwolił mi iść do domu - uśmiechnął się łobuzersko.
- Dobrze cie widzieć - przytuliłam go mocno.
W tym momencie ktoś chrząknął.
- Ekhm
Odwróciłam się - to był Harry.
- Możemy chwile pogadać? - spytał patrząc na nas trochę zdziwionym wzrokiem.
- Jasne...- odeszliśmy trochę od reszty - O co chodzi?
- Więc może...może zechciałabyś pójść  z-ze mną na b-bal - zająkał się trochę, było to słodkie.
- Pewnie że tak.
- Uff, cieszę się myślałem że już cie ktoś zaprosił albo mi odmówisz.
- Hah, nie byłeś pierwszy i jak mogłabym ci odmówić? - puściłam oczko.
- Dobra będę po ciebie w piątek o 18:00.
- Ok.
Dał mi buziaka w policzek i poszedł w stronę swojej klasy. Podeszłam do Alice.
- Hejka i co tam?
- Hej, nic ciekawego...- odparła- A właśnie poznaj Amandę, Amando to jest Selly poznajcie się.
- Miło mi, dużo o tobie słyszałam - i wyciągnęła swoją szczupłą dłoń w geście przywitania.
- Mnie również miło - uśmiechnęłam się i podałam jej dłoń.
- No podobno ciągle pakujesz się w jakieś tarapaty.
Zaśmiałam się, wtedy zadzwonił dzwonek.
- Dobra ja już lecę na lekcje, do zobaczenia - pomachała odchodząc.
- Paa - powiedziałyśmy jednocześnie z Alice i odmachałyśmy.
Siedząc na nudnej lekcji biologii gdzie gadaliśmy o mikro organizmach zagadnęłam Alice:
- Pssyt, Alice zgadnij kto zaprosił mnie na potańcówkę?
- Hmm, czy to Niall?
- Pudło - zachichotałam cicho.
- Więc może pan Louis? - spytała zalotnie.
- Niee, a w ogóle nie widziałam go odkąd podwiózł mnie do domu w sobotę.
- Nie wiem, ja go nie widziałam odkąd powiedział mi że byłaś w szpitalu.
- Yhm.
Siedziałyśmy chwile w ciszy, aż w końcu Alice nie wytrzymała i zapytała błagająco:
- No dobra nie wiem, poddaje się...powiedz mi! - powiedziała cichym lecz stanowczym głosem.
- Harry.
- Wow! - krzyknęła na całą klasę a wszyscy spojrzeli się w kierunku Alice - Te mikro organizmy są super! - powiedziała a klasa wróciła do robienia ćwiczeń i słuchania wykładu naszej starej babki od biologii.
-Hahahaha - zaśmiałam się zasłaniając usta ręką.
- Wow, serio cię zaprosił? - powtórzyła Alice szeptem.
- Noo, co w tym dziwnego?
- Wiesz on nigdy nie zaprosił żadnej dziewczyny, zawsze on zostawał przez kogoś zaproszony.
- Widzisz, jestem wyjątkowa - powiedziałam znowu się śmiejąc po cichu.
-Czyli w środę idziemy do sklepu po sukienki i buty a w czwartek na manicure i pedicure za to w piątek po południu do fryzjera.
- No ok, skoro chcesz...
- Trzeba będzie jutro nas umówić do fryzjera i kosmetyczki! Czekaj napisze do Amandy też pójdzie z nami ! - po czym wyjęła telefon i napisała do niej sms'a. Po kilku minutach dostała odpowiedź.
- Selly, zgadnij z kim idzie Amanda na bal?
- Hmm...z kim?
- Z Niall'em.
- Co? - krzyknęłam  na całą klasę, wszyscy tym razem spojrzeli się w moim kierunku - Wow, nie wiedziałam ze mikro organizmy są takie ciekawe! - i klasa znowu wróciła do książek.
- Zazdrosna? - spytała Alice nadal się śmiejąc.
- Nie, tylko się zdziwiłam bo dopiero pierwsza lekcja...jakim cudem ona zdążyła się zapytać?
- Przez sms.
- Ahaa
I na tym skończyła się rozmowa bo babka od bioli zaczęła się na nas dziwnie patrzeć.
Dziś lekcje zleciały mi bardzo szybko. Gdy wyszłam ze szkoły pod budynkiem oczywiście stał Louis, podeszłam więc do niego.
- Hej, podwieźć cię?
- Tak - zaśmiałam się - Poproszę tam gdzie zwykle.
- Wskakuj - powiedział.
Założyłam kask i wsiadłam na motor obejmując Louisa. Gdy zatrzymaliśmy się pod moim domem i zsiadłam  z maszyny Lou zapytał się mnie:
- Sell, idziesz z kimś na bal?
- Tak, zostałam dzisiaj zaproszona.
- Przez kogo? - spytał zaciekawiony?
- Zobaczysz w piątek - powiedziałam szeroko się uśmiechając.
- Czy ja go znam?
- No mówię ci że zobaczysz w piątek, a co zazdrosny? - zażartowałam.
- No pewnie że tak - mruknął tak cicho że prawie nie usłyszałam.
- A ty idziesz?
- No nie wiem...
- No chodź będzie fajnie a poza tym zobaczysz z kim przyjdę - szturchnęłam go łokciem.
- Dobrze przyjdę.
- Cieszę się!
Nastała chwila krepującej ciszy po czym Louis znowu zapytał:
- Masz może jutro czas po szkole?
- Tak - odparłam trochę niepewnie.
- To może wybierzesz się ze mną...
- Gdzie?
- Zobaczysz, to niespodzianka. O której jutro kończysz lekcje?
- O 13:30.
- Dobra to będę czekał pod szkołą.
- Oki...to ja już lecę paaa - i na pożegnanie dałam mu całusa.
Gdy przekroczyłam próg domu byłam cała w skowronkach, poszłam do kuchni ale nikogo tam nie było, zrobiłam więc sobie francuskie tosty i poszłam oglądać telewizje. Podczas oglądania dostałam sms'a od mamy że jada z tatą na trzy dniową delegacje. ,,Fajnie wolna chata przez trzy dni i mogę robić sobie co chce!". Jak skończyłam jeść zabrałam się za lekcje. Po skończeniu pracy domowej nalałam wody do wanny, zapaliłam zapachowe świeczki a do wody wrzuciłam płatki róż, nastawiłam muzykę na fula, nałożyłam maseczkę upięłam włosy do góry i weszłam do wanny. Po 40 minutach wyszłam, wytarłam się i nasmarowałam balsamem, założyłam moją piżamkę (krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach) i włosy zaplotłam w wałki. Napisałam jeszcze sms'a do Alice.
,, Zgadnij kto ma jutro randkę po szkole z Lou? :D"
Alice odpisała natychmiast:
,, Kto? xD"
odpisałam:
,,No bardzo śmieszne wiesz? Ja idę! :3"
Po czym Alice długo nie odpisywała, 15 minut później dostałam odpowiedź.
,,Wow to super! Myślisz że poprosi cie o chodzenie czy coś? ;p"
Nie odpisałam, poszłam na gore do mojego pokoju wybrać ciuchy. Po długim przebieraniu w ubraniach w końcu wybrałam kremowe szpilki, jasno miętowe spodnie, białą bluzkę i kremową marynarkę. Wszystko spakowałam i włożyłam do plecaka. ,,Jutro po lekcjach przebiorę się w szkole" i poszłam dalej oglądać telewizje. Zasnęłam przy kolejnym filmie.

poniedziałek, 9 września 2013

Przespane

9.
              
             Wstałam o 12:18 ,,Fajnie, nie spałam aż tak długo i nie jestem zmęczona, mam jeszcze mnóstwo czasu na odwiedzenie Niall'a." Pierwsze co poszłam zobaczyć się w lustrze. Nie wyglądałam nawet tak źle, twarzy nie miałam napuchniętej ale miejscami miałam jeszcze trochę fioletowe ,,Te mrożone warzywa działają cuda" - zaśmiałam się. Popatrzyłam przez okno pogoda była deszczowa, postanowiłam wsiąść szybki prysznic, ubrać się, coś zjeść (bo byłam strasznie głodna) i zaraz pójść do Niall'a. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne rurki, zwykłą czerwona bluzę i czerwone trampki. Po prysznicu ubrałam się i zmieniłam opatrunek na ramieniu. ,,Dobra czas na makijaż" i wzięłam się za ukrywanie fioletowych miejsc na twarzy podkładem. Dwadzieścia minut siedzenia przed lustrem i nakładania make-up'u przyniosło efekty, fioletowych miejsc na twarzy nie było widać. Zanim zeszłam na dół wzięłam telefon, spojrzałam i miałam 20 nieodebranych połączeń i z 30 sms'ów. Większość była od Alice ale było tez kilka od Louisa. Przeczytałam parę wiadomości od Alice:
,,Jest ci coś poważnego?" albo ,,Odezwij się!" i ,,Dlaczego twój tata nie chce mnie wpuścić?". Zdziwiłam się ,,Przecież to tylko kilka godzin po imprezie a ona już chce mnie odwiedzić i pyta się czy coś mi jest."  i wtedy spojrzałam na kalendarz była NIEDZIELA! ,,Czyli przespałam całą sobotę? Obiecałam że odwiedzę Niall'a!" Zeszłam szybko na dół, w kuchni siedzieli rodzice i właśnie jedli obiad.
- Hej kochanie, widzę że impreza udana - powiedział tata.
- No było fajnie, tylko byłam po tym strasznie zmęczona.
- Wiem, przespałaś całą sobotę - powiedziała mama lekko się śmiejąc.
- Yhm, co na obiad? - spytałam zaglądając do garnków.
- Pomidorowa z makaronem a na drugie wegetariańska tortilla.
- To super! - odparłam.
Mama podała mi zupę a później tortille, zjadłam wszystko tak szybko że rodzice byli w szoku.
- Może dać ci dokładkę? - spytała mama.
- Nie dziękuje, najadłam się.
- Wiesz, wczoraj była tu kilka razy taka ciemnowłosa dziewczyna i jakiś chłopak, pytali się o ciebie i chcieli się zobaczyć i pogadać ale powiedziałem że jeszcze śpisz - zagadnął tata.
- Pewnie przyszła Alice bo miałyśmy iść razem na zakupy - skłamałam.
- A ten chłopak to? - spojrzał na mnie tata pytającym wzrokiem.
- Nie martw się na pewno nie mój - zachichotałam i pocałowałam go w policzek.
- Dobrze...
- Mogę wyjść?
- Tak, tylko o której będziesz? I czy masz naładowany telefon?
- Będę o 21 i tak telefon mam naładowany.
- Masz odbierać jak do ciebie dzwonie!
- Dobrze mamo! - krzyknęłam zamykając drzwi od domu.
Po drodze wysłałam Alice sms'a: ,,Hejka, sorki że nie odpisywałam, idę teraz do szpitala odwiedzić Niall'a". po paru chwilach dostałam odpowiedź: ,, To dobrze że nic ci nie jest my z Zaynem też tam za niedługo będziemy".  odpisałam: ,,Ok" i szłam dalej w stronę szpitala.
Gdy weszłam do środka poczułam nieprzyjemny zapach środków do odkażania a na korytarzu chodziło pełno pielęgniarek i paru lekarzy. Podeszłam do okienka z wpisami i zapytałam:
- Dzień dobry w jakiej sali mogę znaleźć Niall'a Horan'a?
Pielęgniarka spojrzała się na mnie a później zaglądnęła do jakiegoś zeszytu i odparła:
- Sala 202.
- Dobrze dziękuje.
- Godziny odwiedzin w niedziele są tylko do szesnastej! - przypomniała.
- Będę pamiętać! - powiedziałam idąc już po schodach.
Gdy weszłam do sali Niall jeszcze spał, w pokoju leżał sam i wyglądał już trochę lepiej niż w piątek. Usiadłam na krześle i patrzyłam jak śpi. Jednak po 15 minutach obudził się.
- Selly?
- Tak? Co się stało? Potrzebujesz czegoś? Jak się czujesz? Wezwać pielęgniarkę? Obudziłam cię?
- nie spoko nie obudziłaś mnie i niczego nie potrzebuje a czuje się już lepiej.
- To dobrze.
- W sobotę po południu wszyscy mnie odwiedzili Lou, Harry, Zayn i Alice.
- Ja też chciałam ale przespałam, przepraszam.
- Nie szkodzi, odpoczywałaś po tym co się stało...
- Tak mi przykro...
- Dlaczego? Przecież gdyby nie ty to być może już bym nie żył.
- Wiem ale...
- Żadnych ale, dobrze ze mnie znalazłaś jestem ci bardzo wdzięczny.
- No ok, ale czemu cię bili?
- No wiesz na razie nie mogę ci powiedzieć.
- Dobrze ale obiecaj ze kiedyś mi powiesz.
- Obiecuje - powiedział i uśmiechnął się szeroko - A poza tym słyszałem że uratowałaś mnie w bardzo sexownym stroju - zaśmiał się.
- Teraz ten sexowny strój jest cały z krwi - zachichotałam.
,, Właśnie trzeba Alice odkupić sukienkę i buty" i w tym momencie do sali wszedł Zayn z Alice. Szybko wstałam z krzesła. Zayn podszedł do mnie szybkim krokiem ale nie ruszyłam się z miejsca, wtedy podniósł rękę zaciśniętą w pięść ,, O boże, on chce mnie uderzyć!" - zaczęłam panikować - ,, Co mam zrobić?" i wtedy Alice krzyknęła:
 - Zayn, przestań! Uspokój się! To nie jej wina!
- Stary, co ci? Zostaw ją! - krzyknął Niall.
Zayn opuścił rękę i odburknął tylko ,,Dobra". Gdy odszedł ode mnie podbiegła do mnie Alice i przytuliła się do mnie, a Zayn przywitał się z Niall'em.
- Jak to dobrze że nic ci nie jest.
- Wiem, też się cieszę- odparłam
- Gdy Louis mi to wszystko opowiedział chciałam cie odwiedzić ale twój tata mnie nie wpuścił.
- No wiem, spałam jeszcze wtedy.
Mówiłyśmy to sobie cały czas się tuląc. Gdy w końcu przestałyśmy podeszłyśmy do Nialla.
- Jak się czujesz? - spytała Alice.
- Dobrze w poniedziałek będę mógł już wyjść - odpowiedział Niall.
- No stary to dobrze, musisz się pozbierać na ten bal - powiedział Zayn.
- Jaki bal? - spojrzałam pytająco na Alice lecz mnie zignorowała.
- Już wiesz kogo zaprosisz? - kontynuował
- Jeszcze nie wiem ale do piątku mam jeszcze sporo czasu - zaśmiał się.
Do sali weszła potężna pielęgniarka.
- Kochani już koniec odwiedzin.
- Dobrze już idziemy - odpowiedzieliśmy wszyscy jednocześnie.
Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z sali, Alice oznajmiła że musi iść jeszcze do toalety. Gdy tylko zniknęła za rogiem Zayn naskoczył na mnie.
- Gdyby nie ty, to by się nie wydarzyło!
- Co ty gadasz?! To ja go uratowałam!
- Czyli ci jeszcze nie powiedział...
- Nie powiedział czego?
- Nie ważne... Zanim się pojawiłaś wszystko było ok!
- Dlaczego ty mnie tak nienawidzisz?!
Spojrzał na mnie mrużąc oczy.
- Trzymaj się od nas wszystkich z daleka albo zobaczysz jak to się skończy!
- Nie boje się ciebie!
W tym momencie wróciła Alice.
- Selly może wpadniesz do mnie? Obejrzymy jakiś film i pogadamy o balu co?
- Z chęcią- odparłam.
- To zobaczymy się później kotku? - odwróciła się w stronę Zayna.
- No pewnie- odpowiedział i ucałował Alice po czym poszedł na parking .
My z Alice poszłyśmy do jej domu. Postanowiłam jej nic nie mówić o naszej rozmowie z Zayn'em.
Gdy weszłam do środka zobaczyłam piękny salon z bardzo dużym telewizorem.
- Witam w moich skromnych progach- zaśmiała się Alice.
- Wow, pięknie tu!
- Dzięki...to co idziemy zrobić popcorn?
Skierowałyśmy się w stronę kuchni.
- Słyszałam też że Harry próbował cię pocałować a ty go odepchnęłaś- powiedziała chichocząc.
- No tak, ale po tej akcji zaczepiła mnie jakaś ruda wywłoka i wszczęła bojkę!
- Yhm, to zapewne była Suzan.
- A bo ja wiem...nie cierpię jej!
- Nikt jej nie lubi oprócz tych jej sług - zaśmiała się i pokazała idącego zombie - A tak w ogóle żadna dziewczyna nie odmówiła jeszcze Harremu Styles'owi.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Wybuchłyśmy śmiechem.
- Co ubierasz na bal? - zapytała Alice.
- Ja jeszcze nie wiem czy pójdę, nikt mnie jeszcze nie zaprosił.
- Wiesz jutro pewnie wszyscy chłopcy się na ciebie rzucą, masz wielu adoratorów.
- Ja? - śmiałam się.
- No ty, ty.
- Dobra to jak zostanę zaproszona, pójdziemy razem kupić sukienki a i muszę ci jeszcze odkupić sukienkę i buty z imprezy są całe we krwi.
- Nie musisz jej odkupywać i tak mi się nie podobała, miałam ja wyrzucić. Weźmiemy jeszcze Amandę na zakupy?
- No ok, ale kto to Amanda?
- Moja koleżanka, znamy się już parę lat, zobaczysz polubisz ją.
- Skoro tak mówisz...to co oglądamy?
- Nie wiem, a co chcesz?
- Może ,,Magic Mike"?
- Chętnie, oglądałam ten film ale jest super!
- No, kocham ten film- zaśmiałyśmy się i zaczęłyśmy oglądać film. O 20:40 powiedziałam Alice że muszę już iść bo obiecałam rodzicom że będę w domu o 21. Pożegnałyśmy się i 20 minut później byłam juz w domu. Rodzice oglądali TV w salonie a ja poszłam na gore umyć się, spakować i położyć spać.