niedziela, 22 września 2013

Randka

11. 
         Wstałam z łóżka pełna energii ,,Tak to już dzisiaj! Moja pierwsza randka z Lou!", cieszyłam się jak małe dziecko. Poszłam szybko do łazienki i wzięłam prysznic. Gdy wyszłam z pod gorącego strumienia wody, owinęłam się ręcznikiem i poczłapałam do szafy z ubraniami. Spojrzałam na stertę z ubrań i wygrzebałam krótkie spodenki moro i białą ciut za dużą bluzkę z krótkim rękawem, założyłam conversy i zdjęłam wałki z włosów. Zrobiły mi się przepiękne loki. ,,Louis będzie zachwycony!", zrobiłam jeszcze makijaż i wyszłam do szkoły. W połowie drogi zauważyłam Alice, podeszłam do niej szybko.
- Hej Alice!
- Hejka Sell, co tam? Boże jak ślicznie wyglądasz!
- Wiem ale to jeszcze nic! Po szkole przebiorę się w ciuchy na randkę.
- Będziesz wyglądać przepięknie, Louisowi opadnie szczęka! - powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.
- Alice?
- Tak?
- Dlaczego nie masz plecaka?
- Co? Jak to? - i zaczęła się obracać wokół własnej osi - Cholera, zapomniałam go z domu!
Wpadłam w napad śmiechu.
- To leć szybko po niego - powiedziałam nadal się śmiejąc.
- Hah, no dobrze spotkamy się w szkole. Do zobaczenia!
- Paa - pomachałam jej śmiejąc się dalej.
,, Ten dzień już zaczął się super!".
Miałam dzisiaj tylko pięć lekcji. Dotarłam do budynku chwile przed 9:50. Poszłam szybkim krokiem do klasy z j. polskiego, akurat wchodziliśmy. Po 20 minutach lekcji do sali weszła spóźniona Alice. Od razu zachciało mi się śmiać ale Alice spiorunowała mnie wzrokiem, więc się powstrzymałam. W porze na lunch okazało się że odwołali ostatnia lekcje, czyli kończyłam o 12:30.
Na lekcji strasznie dłużył mi się czas, wtedy zadzwonił ostatni dzwonek, jako pierwsza wyszłam z klasy. Skierowałam się w stronę mojej szafki i wyciągnęłam moje rzeczy na randkę, a następnie skierowałam się w stronę szatni. Gdy już się przebrałam i wszystko dopięłam na ostatni guzik poprawiłam mój makijaż (kremowe cienie do powiek, kreska eyelinerem, wytuszowane rzęsy i usta pomalowane na kremowo) zdałam sobie sprawę że mam jeszcze dużo czasu. Postanowiłam więc wybrać się do biblioteki i coś poczytać. Wszedłszy przez wielkie drzwi do ogromnej sali wypełnionej od stóp do głów książkami podeszła do mnie starsza pani.
- Witam słonko, jakaś ty śliczna...Co cię tu sprowadza? - spytała i uśmiechnęła się i zrobiły jej się zmarszczki wokół oczu.
- Dzień dobry, chciałabym wypożyczyć książkę i chwile tu sobie poczytać.
- Ależ oczywiście...chcesz jakąś konkretną książkę?
- Tak, poproszę ,,Ciemniejszą  stronę Greya"
- Już szukam - klasnęła w dłonie i poszła prawie na sam koniec biblioteki. Po dłuższym czasie wróciła z książką w ręce i wręczyła mi ją.
- Jak masz na nazwisko słonko?
- Selly Jey.
- Dobrze, jak pójdziesz prosto i dojdziesz prawie na sam koniec pomieszczenia skręć w lewo, są tam stoły do czytania.
- Dziękuje - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę którą pokazała mi bibliotekarka. Starała się iść tak aby moje szpilki nie uderzały zbyt głośno o ziemie. Gdy usiadłam juz przy stoliku zauważyłam że kilka stolików dalej siedzi Liam. Chyba mnie nie zauważył, popatrzyłam się tylko na niego i zabrałam się za czytanie. Po przeczytaniu kilkunastu rozdziałów zerknęłam na telefon alby sprawdzić godzinę - była 13:18. ,,Dobra juz się zbieram, zanim dojdę będzie akurat 13:30" i wstałam od stołu. Chciałam juz odejść ale postanowiłam przywitać się z Liamem. Podeszłam do niego od tyłu i zerknęłam przez ramie aby zobaczyć co czyta, miał otworzona książkę ale między stronami miał ulotkę: ,,Jak powiedzieć rodzicom że jestem HOMOSEKSUALISTĄ, krok pierwszy..."
,,Boże on jest GEJEM!". Spanikowałam ,,Nie powinnam była tego widzieć!!". Chciałam się po cichu wycofać aby mnie nie zobaczył, jednak gdy się obróciłam wpadłam na krzesło i przewróciłam się razem z nim. ,, Ach ta moja cholerna niezdarność!", Liam szybko się poderwał i spojrzał na mnie z góry.
-Selly to ty, miło cie widzieć .
Jednak nie mogłam nić wykrztusić ani spojrzeć mu w oczy. Chciałam jak najszybciej wstać i uciec z tej biblioteki. Liam podał mi rękę lecz nie skorzystałam z jego pomocy, sama się wygramoliłam i wstałam.
- Eeee, czyli widziałaś to co czytałem?
Kiwnęłam głową.
- Usiądź na momęt i porozmawiajmy.
Za chwile miałam spotkanie z Louisem ale chyba zrozumie jak się trochę spóźnię.
- No więc...- zaczął - Nie możesz powiedzieć o tym NIKOMU!
Znów pokiwałam głową.
- Chcesz o cos spytać?
Miałam do niego miliony pytań ale byłam zbyt zażenowana i zawstydzona, ale po krótkiej niezręcznej chwili ciszy zebrałam się w sobie i powiedziałam bardzo cicho.
- Od jak dawna wolisz chłopców? Kiedy się to zaczęło?
- No więc to będzie już prawie trzy lata.
O dziwo dosłyszał moje pytanie.
 - Oh i nikt jeszcze o tym nie wie?
- Nie. Chciałem powiedzieć rodzinie i bliskim przyjaciołom ale jakoś nie miałem odwagi.
,,Nie dziwie mu się".
- Czyli nikt oprócz mnie nie wie o tym i nie chcesz żebym komukolwiek o tym powiedziała?
- Tak.
- A co z Lou, Harrym, Zaynem i Niallem? Myślałam ż e się przyjaźnicie i możecie sobie ufać.
- No możemy ale bałem się i wstydziłem, co oni sobie o mnie pomyślą?
- Przyjaciele rozumieją wszystko - powiedziałam, położyłam rękę na jego ramieniu i popatrzałam mu w oczy - Dobrze nikomu nie powiem, ty to zrobisz jak będziesz gotowy.
Wtedy Liam wstał i przytulił mnie mocno.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Mogę jeszcze o cos zapytać?
- No jasne.
- Masz już kogoś na oku?
- Eeee...
- Przepraszam nie powinnam pytać, dobra ja juz lecę jestem umówiona z Lou. Paa!
-Nie powinnaś się z nim spotykać - mruknął pod nosem tak że prawie nić nie usłyszałam.
- Mówiłeś coś?
- Nie, nic...miłej zabawy!
Ruszyłam i wychodząc odłożyłam książkę na biurku starszej pani. Wyszłam przed szkołę, czekał juz na mnie Louis, opierał się o swój motor, wyglądał inaczej ale nie wiedziałam co się zmieniło . Miał na sobie czarne spodnie i trampki białą bluzkę i jeansową kurtkę. Gdy podeszłam do niego on chwycił mnie w biodrach i przyciągnął do siebie dając mi buziaka w usta.
- Wyglądasz pięknie!
- Dziękuje - odpowiedziałam rumieniąc się i uśmiechając.
- A wyglądasz jeszcze bardziej słodko rumieniąc się - szepnął mi podając kask.
Patrząc w dół wzięłam od niego ten kask i włożyłam go a on pomógł mi wsiąść . Gdy już jechaliśmy ja jak zwykle wtuliłam się w niego i obserwowałam drogę którą jechaliśmy. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy na miejsce, zsiadłam z maszyny, oddałam kask spojrzałam i zobaczyłam wielki napis LUNAPARK - to było wesołe miasteczko! Było to przeurocze i słodkie. Gdy weszliśmy do środka wszystko byłoby ok gdyby nie to że byliśmy tam zupełnie SAMI.
- Dlaczego tu nikogo nie ma? - spytałam
- Chciałem być sam z tobą - odparł.
- I zabroniłeś przychodzić dzisiaj ludziom do wesołego miasteczka?
- Haha...Coś w tym stylu.
- Yhm - mruknęłam.
- To gdzie chcesz iść najpierw?
Było tu tyle atrakcji że nie wiedziałam co wybrać najpierw...

3 komentarze: