niedziela, 9 lutego 2014

Piknik

24.
- Louis, gdzie ty mnie ciągniesz?
- Zobaczysz.
Szliśmy pod górkę, nadal nie wiedziałam gdzie. Po kilku minutach stanęliśmy na szczycie jakiegoś wzgórza, było widać całe miasto. Gdy ja wpatrywałam się w widoki, Lou rozłożył koc pod drzewem które tam rosło i wyjął z koszyka croissanty, dżem w mini słoiczku i sok.
- Masz ochotę coś zjeść?
- Kochanie, to jest słodkie...nie musiałeś - posłałam mu uśmiech.
Usadowiłam się koło mojego skarba i zaczęliśmy jeść, rozmawiać o różnych rzeczach i ogólnie o wszystkim.
Gdy skończyliśmy  jeść, właśnie zachodziło słońce, niebo było żółtoczerwone a ogromna czerwona kula chowała się za horyzontem, ostatnie promienie słońca ogrzewały nasze twarze.
- Wow, to najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek widziałam - powiedziałam z zachwytem.
- Kiedyś przychodziłem tu codziennie z moja mamą i siostrą.
Spojrzałam w jego niebieskie oczy i miałam wielką ochotę go pocałować. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam zachłannie go całować, odpinając przy tym guziki jego koszuli. Następnie zwinnym ruchem zrzuciłam z siebie swoją koszulkę i zaczęłam odpinać jego spodnie. Lou patrzył na mnie z pożądaniem, sięgnął na tył moich pleców  i rozpiął stanik który po chwili znalazł się na ziemi okazując moje jędrne piersi. Chłopak szybko pomógł pozbyć mi się moich  spodni, a ja pomogłam jemu pozbyć się jego. Siedzieliśmy na kocu półnadzy a mokre pocałunki Louisa przeniosły się na moją szyje i piersi. Długo nie czekałam i sięgnęłam do jego bokserek i zaczęłam się bawić jego penisem, wzięłam go w rękę i zaczęłam jeździć w górę i w dół starając się mu sprawić  jak największą przyjemność.
- Selly przestań, zaraz dojdę - powiedział zachrypniętym głosem odchylając głowę do tyłu.
Zrobiłam co kazał po czym chwycił mnie w pasie i posadził na swoim sztywnym członku. Byłam cały czas na górze  i czułam że mam kontrolę, jednak Lou obrócił nas tak że teraz on leżał  na mnie. Chwycił moje ręce i przeniósł je nas moją głowę, unieruchamiając mnie po czym wyszedł ze mnie. Jęknęłam niezadowolona a on znowu we mnie wszedł i znowu wyszedł i tak w kółko. Bawił się mną.
- Louis, proszę przestań - moje plecy wygięły się w łuk.
Szatyn wysłuchał mojej prośby i wszedł we mnie cały przez co z moich ust wydobył się krzyk. Chłopak puścił moje ręce i zaczął mnie coraz szybciej posuwać, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy, było mi tak dobrze, tak bardzo mi się to podobało. Jęczałam z rozkoszy.
- Szybciej! Słyszysz kurwa, szybciej!
Byłam u kresu wytrzymałości, czułam że zaraz dojdę. Wtedy chłopak spowolnił swoje ruchy i poruszał się powoli, strasznie mnie to zdenerwowało.
- Czemu spowolniłeś?!
- Błagaj mnie!
- Proszę!
- Błagaj!
- Błagam cię!
- Nie słyszę.
- Błagam cię! Przeleć mnie w końcu!!! - krzyknęłam.
Chwycił jedną moją nogę i podniósł do góry a jego ruchy stały się stanowcze i szybkie.
- Jesteś aż taka ciasna skarbie? - mówił ciężko dysząc.
Wykonał jeszcze dwa pchnięcia a moje ciało rozpadło się na miliony kawałków gdy doszliśmy w tym samym czasie. Oboje padliśmy zmęczeni na koc i zaczęliśmy oglądać gwiazdy ciężko sapiąc i nie wiadomo kiedy zasnęliśmy.
Obudziły mnie ciepły promienie słońca, zobaczyłam że leże naga wtulona w nagiego Louisa. Wtedy wróciły do mnie wspomnienia z ostatniej nocy, było tak przyjemnie. Boski tors chłopaka ogrzewał mnie, a ja jeździłam palcem po jego umięśnionym brzuchu i wtedy przypomniało mi się o tatuażach. Usiadałam i poczułam przyjemny ból na całym ciele, uwielbiałam takie uczucie. Wtedy Louis otworzył swoje niebieskie oczy.
- Witaj ślicznotko, jak pięknie wyglądasz. Chciałbym budzić się z takim widokiem co rano. Jak się spało? - powiedział seksownym zachrypniętym głosem.
Uśmiechnęłam się i nachyliłam by dać mu buziaka ale poczułam ból i mimo wszystkiego trochę się skrzywiłam.
- Sell, czy coś cie boli?
- Tak...
- Przepraszam, ja naprawdę nie chci...
- Nie przepraszaj, uwielbiam taki ból, wczoraj było mi tak dobrze. W życiu nie czułam się wspanialej.
- To dobrze, mi tez było wspaniale - usiadł i mnie pocałował.
Spojrzałam wtedy na jego biodro i zauważyłam kluczyk, na moim biodrze widniała kłódka pasująca do tego klucza.
- Nasze tatuaże są boskie - powiedział.
- Yhm - odmruknęłam.
Wstałam i założyłam moją bieliznę i ubrania, Louis zrobił to samo.
Zajrzałam do torebki i wyciągnęłam telefon, było 30 nieodebranych połączeń od mamy. ,,Pewnie się martwi",
- Kochanie, powiesz mi co się wczoraj wydarzyło?
- No więc, pokłóciłam się z rodzicami...
- I? - dociekał.
- Zaczęliśmy na siebie krzyczeć i ojciec tak się zdenerwował że mnie uderzył.
- Co?! Uderzył cię?! Nikt nie będzie bił mojej księżniczki! Zbieraj się, jedziemy.
- Gdzie?
- Porozmawiam sobie z twoim tatą.
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
Ale Lou mnie nie słuchał i był już w połowie drogi do auta, podbiegłam więc do niego aby go dogonić.
Siedzieliśmy w aucie i patrzyłam na rozwścieczonego Louisa, jechał z ogromną prędkością a ja nadal czułam mój przyjemny ból.
Pół godziny później staliśmy pod moim domem, chłopak wysiadł i poszedł w kierunku drzwi nie czekają na mnie. Wysiadłam z auta i poszłam szybkim krokiem w kierunku mojego domu. Zbliżając się zobaczyłam że drzwi są otwarte a w środku było słychać krzyki. ,,Pewnie Louis wszedł bez pukania". Wbiegłam do środka i skierowałam się do salonu. Gdy weszłam do dużego pokoju ujrzałam moją przerażoną matkę która stała w kącie i ocierała łzy kuchenna szmatką a na środku salonu przepychali się Lou i ojciec. Na początku wyglądało to dosyć niewinnie.
- Jak mogłeś ja uderzyć?!!
- To nie twoja sprawa smarkaczu!!!
Mój tata uderzył niebieskookiego w brzuch, tak mocno że ten zgiął się w pół, lecz chwile później chłopak nie pozostał dłużny i walnął go w szczękę. Nie mogłam tak stać i patrzeć jak mój chłopak i ojciec się boją, więc wbiegłam między nich. Ostatnie co widziałam to pięść Lou przed moją twarzą i ogromny ból...


niedziela, 2 lutego 2014

Tatuaż

23.
Było południe a ja nadal leżałam i myślałam. Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać. ,,Może jednak powinnam z nimi porozmawiać?". Moje rozmyślania przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu, ściszyłam muzykę i odebrałam.
- Słyszałaś? - krzyknęła do słuchawki Alice.
- Nie...co się stało? - Alice zawsze wiedziała wszystko jako pierwsza i znała najnowsze i najświeższe ploteczki.
- Podobno u Amandy stwierdzono zaburzenia psychiczne czy coś w tym stylu i odesłali ja do psychiatryka na leczenie.
- A co z procesem? Ma przecież zarzut za próbę zabójstwa...
- Nie wiem...może po leczeniu odbędzie się proces albo uznają że była niepoczytalna.
- Co? Nie może jej to ujść na sucho! Zresztą nieważne...dzięki za info, paa.
- Pa.
Rozłączyłam się i usiadłam na łóżku. ,,Czas porozmawiać z rodzicami", usiadłam, wstałam i zeszłam na dół, moja rodzicielka krzątała się w kuchni a tata siedział w salonie oglądając jakiś mecz. Weszłam do dużego pokoju i zapytałam ojca:
- Możemy porozmawiać?
- Tak, jasne - sięgnął do pilota i wyłączył telewizor - Kochanie chodź tutaj!
Z kuchni przyszła moja mama i usiadła koło taty.
- Więc? - zapytałam.
-Więc...
- Jak to się stało że przez 16 lat mojego życia, nie interesowaliście się nim aż tu nagle przeprowadziliście się żeby...żeby mieć z nim kontakt?
- Selly nawet nie wiesz jak to jest żyć z świadomością że gdzieś tam żyje twój syn i nie wiedzieć jak się ma, czy wszystko u niego w porządku...
- Racja...nie wiem jak to jest bo to nie ja zrobiłam jakiejś obcej kobiecie bachora! Czemu wcześniej mi nie powiedzieliście?!
- Skarbie - zaczęła mama- nie wiedzieliśmy jak, przez całe życie żyłaś w świadomości że jesteś jedynym dzieckiem w naszym życiu a tu takie coś...
- Tato, jak mogłeś zdradzić mamę?
Nastała bardzo długa chwila ciszy.
- To już nie twoja sprawa! - wstał gwałtownie z kanapy.
- Uspokój się Marcel! - tym razem krzyknęła moja mama - Córciu, mamy nadzieje że pokochasz...a przynajmniej polubisz Zayna.
- Ja już go kocham...jakim prawem on wiedział a ja nie?!
Nie odpowiedzieli.
- Mamo, ja na twoim miejscu nie wybaczyłabym mu...że pieprzył się z jakąś dziwką!
- Wynocha stąd! - krzyknął mój ojciec podszedł i uderzył mnie w policzek.
Spojrzałam na niego z nienawiścią i wybiegłam biorąc po drodze torebkę i jakąś jeansową kurtkę. Zadzwoniłam po Lou żeby po mnie przyjechał. ,,Jak on mógł mnie uderzyć?!". Po pięciu minutach czekania na rogu ulicy podjechało czarne auto, wsiadłam do środka i przywitałam się całusem z Louisem.
- Selly, czy coś się stało?
- Kochasz mnie?
- Oczywiście że tak! - załapał mnie za rękę nadal prowadząc.
- Chcesz zrobić ze mną coś szalonego?
- Z tobą zawsze - mówił spokojnym i kojącym głosem.
Wyciągnęłam telefon i kazałam mu jechać pod wskazany adres. Podjechaliśmy pod salon tatuaży. Wysiedliśmy i spojrzeliśmy na wielki napis "TATUOS".
- Sell, naprawdę chcesz zrobić sobie tatuaż?
- Tak!
- Nie zrobią ci go...nie masz 18 lat, ani ty ani ja.
- A właśnie że mam - wyciągnęłam z portfela fałszywe dowody, moje i Louisa.
- Skąd je masz?
- Od Bliar, zrobiła mi je. To co chcesz to ze mną zrobić?
- Jasne! - podszedł i lekko musnął moje usta swoimi.
Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy na ścianach pełno malowideł i szablonów z różnymi tatuażami, za ladą nikogo nie było, stanęliśmy więc i czekaliśmy.  Po kilku minutach z pokoju obok wyszedł potężny mężczyzna z brodą i niebieskim irokezem, na twarzy miał pełno kolczyków a ręce całe w tatuażach, na szyki miał...obroże z kolcami?. ,,Hmm, typowy punk".
- Słucham? - jego głos był równie potężny jak on.
- Chcielibyśmy zrobić sobie tatuaże.
- Dowodziki są?
- Tak - podałam mu nasze fałszywe dowody, serce zaczęło mi szybciej bić ale facet tylko je obejrzał i oddał.
- Zaczekajcie tu chwile.
Punk zniknął w pokoju obok a ja spojrzałam na Lou.
- Zdenerwowany?
- Trochę...a ty?
- Bardzo! Podobno niemiłosiernie boli.
- Ale mnie pocieszyłaś - zaśmialiśmy się - Co chcemy sobie wytatuować?
- Wiesz myślałam nad kłódką i kluczem, ja bym miała kłódkę a tu klucz - uśmiechnęłam się ciepło i odgarnęłam z jego twarzy niesforny kosmyk.
- Świetny pomysł - objął mnie w pasie i przysunął do siebie i zaczął składać pocałunki na moich ustach.
Jęknęłam cicho z zadowolenia.
- A gdzie je zrobimy? - zapytał, przestając mnie na chwile całować i patrzała na mnie tymi niebieskimi oczami.
- Hmm, co powiesz żeby zrobić na biodrze?
- Biodrze mówisz? Dobrze...
Przysunęłam się wtedy bliżej Louisa i pocałowałam go, lecz po krótkiej chwili przerwał nam facet z niebieską szczotką do kibla na głowie.
- Gotowi?
- Tak - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Weszliśmy do pokoju obok i usiedliśmy na skurzanych fotelach, chwile później przyszła też dziewczyna z różowymi włosami, tunelami w uszach i ogólnie z kolczykami na twarzy, ubrana była w czarna skurzane spodnie, białą bluzkę i skurzaną kamizelkę a na nogach miała 20 centymetrowe szpilki.
- Jakie chcecie tatuaże?
- Ja chciałam kłódkę na biodrze a Lou klucz.
- Też na biodrze?
- Tak - odpowiedział Lou.
Jakąś godzinę później tatuaże były  już gotowe, lecz  nie widzieliśmy ich jeszcze. Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy, następnie wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
Będąc w samochodzie  zżerała mnie ciekawość jak wyglądają tatuaże.
- No pokaż mi go - nalegałam
- Później...teraz mam inne rzeczy do roboty jak na przykład prowadzenie auta, chyba nie chcesz żebym spowodował wypadek, co?
- Przesadzasz . A tak w ogóle gdzie jedziemy?
- Niespodzianka.
- Nie cierpię niespodzianek - burknęłam pod nosem i skrzyżowałam ręce na piersiach jak małe dziecko.
Przez całą drogę czułam jeszcze szczypanie tatuażu.