24.
- Louis, gdzie ty mnie ciągniesz?
- Zobaczysz.
Szliśmy pod górkę, nadal nie wiedziałam gdzie. Po kilku
minutach stanęliśmy na szczycie jakiegoś wzgórza, było widać całe miasto. Gdy
ja wpatrywałam się w widoki, Lou rozłożył koc pod drzewem które tam rosło i
wyjął z koszyka croissanty, dżem w mini słoiczku i sok.
- Masz ochotę coś zjeść?
- Kochanie, to jest słodkie...nie musiałeś - posłałam mu uśmiech.
Usadowiłam się koło mojego skarba i zaczęliśmy jeść,
rozmawiać o różnych rzeczach i ogólnie o wszystkim.
Gdy skończyliśmy jeść, właśnie zachodziło słońce, niebo było żółtoczerwone
a ogromna czerwona kula chowała się za horyzontem, ostatnie promienie słońca
ogrzewały nasze twarze.
- Wow, to najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek
widziałam - powiedziałam z zachwytem.
- Kiedyś przychodziłem tu codziennie z moja mamą i
siostrą.
Spojrzałam w jego niebieskie oczy i miałam wielką ochotę
go pocałować. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam zachłannie go całować,
odpinając przy tym guziki jego koszuli. Następnie zwinnym ruchem zrzuciłam z
siebie swoją koszulkę i zaczęłam odpinać jego spodnie. Lou patrzył na mnie z pożądaniem,
sięgnął na tył moich pleców i rozpiął
stanik który po chwili znalazł się na ziemi okazując moje jędrne piersi.
Chłopak szybko pomógł pozbyć mi się moich
spodni, a ja pomogłam jemu pozbyć się jego. Siedzieliśmy na kocu półnadzy
a mokre pocałunki Louisa przeniosły się na moją szyje i piersi. Długo nie czekałam
i sięgnęłam do jego bokserek i zaczęłam się bawić jego penisem, wzięłam go w rękę
i zaczęłam jeździć w górę i w dół starając się mu sprawić jak największą przyjemność.
- Selly przestań, zaraz dojdę - powiedział zachrypniętym
głosem odchylając głowę do tyłu.
Zrobiłam co kazał po czym chwycił mnie w pasie i posadził
na swoim sztywnym członku. Byłam cały czas na górze i czułam że mam kontrolę, jednak Lou obrócił
nas tak że teraz on leżał na mnie.
Chwycił moje ręce i przeniósł je nas moją głowę, unieruchamiając mnie po czym
wyszedł ze mnie. Jęknęłam niezadowolona a on znowu we mnie wszedł i znowu
wyszedł i tak w kółko. Bawił się mną.
- Louis, proszę przestań - moje plecy wygięły się w łuk.
Szatyn wysłuchał mojej prośby i wszedł we mnie cały przez
co z moich ust wydobył się krzyk. Chłopak puścił moje ręce i zaczął mnie coraz
szybciej posuwać, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy, było mi tak dobrze, tak
bardzo mi się to podobało. Jęczałam z rozkoszy.
- Szybciej! Słyszysz kurwa, szybciej!
Byłam u kresu wytrzymałości, czułam że zaraz dojdę. Wtedy
chłopak spowolnił swoje ruchy i poruszał się powoli, strasznie mnie to
zdenerwowało.
- Czemu spowolniłeś?!
- Błagaj mnie!
- Proszę!
- Błagaj!
- Błagam cię!
- Nie słyszę.
- Błagam cię! Przeleć mnie w końcu!!! - krzyknęłam.
Chwycił jedną moją nogę i podniósł do góry a jego ruchy
stały się stanowcze i szybkie.
- Jesteś aż taka ciasna skarbie? - mówił ciężko dysząc.
Wykonał jeszcze dwa pchnięcia a moje ciało rozpadło się
na miliony kawałków gdy doszliśmy w tym samym czasie. Oboje padliśmy zmęczeni
na koc i zaczęliśmy oglądać gwiazdy ciężko sapiąc i nie wiadomo kiedy zasnęliśmy.
Obudziły mnie ciepły promienie słońca, zobaczyłam że leże
naga wtulona w nagiego Louisa. Wtedy wróciły do mnie wspomnienia z ostatniej
nocy, było tak przyjemnie. Boski tors chłopaka ogrzewał mnie, a ja jeździłam
palcem po jego umięśnionym brzuchu i wtedy przypomniało mi się o tatuażach.
Usiadałam i poczułam przyjemny ból na całym ciele, uwielbiałam takie uczucie.
Wtedy Louis otworzył swoje niebieskie oczy.
- Witaj ślicznotko, jak pięknie wyglądasz. Chciałbym
budzić się z takim widokiem co rano. Jak się spało? - powiedział seksownym zachrypniętym
głosem.
Uśmiechnęłam się i nachyliłam by dać mu buziaka ale poczułam
ból i mimo wszystkiego trochę się skrzywiłam.
- Sell, czy coś cie boli?
- Tak...
- Przepraszam, ja naprawdę nie chci...
- Nie przepraszaj, uwielbiam taki ból, wczoraj było mi
tak dobrze. W życiu nie czułam się wspanialej.
- To dobrze, mi tez było wspaniale - usiadł i mnie
pocałował.
Spojrzałam wtedy na jego biodro i zauważyłam kluczyk, na
moim biodrze widniała kłódka pasująca do tego klucza.
- Nasze tatuaże są boskie - powiedział.
- Yhm - odmruknęłam.
Wstałam i założyłam moją bieliznę i ubrania, Louis zrobił
to samo.
Zajrzałam do torebki i wyciągnęłam telefon, było 30
nieodebranych połączeń od mamy. ,,Pewnie się martwi",
- Kochanie, powiesz mi co się wczoraj wydarzyło?
- No więc, pokłóciłam się z rodzicami...
- I? - dociekał.
- Zaczęliśmy na siebie krzyczeć i ojciec tak się
zdenerwował że mnie uderzył.
- Co?! Uderzył cię?! Nikt nie będzie bił mojej
księżniczki! Zbieraj się, jedziemy.
- Gdzie?
- Porozmawiam sobie z twoim tatą.
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
Ale Lou mnie nie słuchał i był już w połowie drogi do
auta, podbiegłam więc do niego aby go dogonić.
Siedzieliśmy w aucie i patrzyłam na rozwścieczonego
Louisa, jechał z ogromną prędkością a ja nadal czułam mój przyjemny ból.
Pół godziny później staliśmy pod moim domem, chłopak
wysiadł i poszedł w kierunku drzwi nie czekają na mnie. Wysiadłam z auta i
poszłam szybkim krokiem w kierunku mojego domu. Zbliżając się zobaczyłam że
drzwi są otwarte a w środku było słychać krzyki. ,,Pewnie Louis wszedł bez
pukania". Wbiegłam do środka i skierowałam się do salonu. Gdy weszłam do
dużego pokoju ujrzałam moją przerażoną matkę która stała w kącie i ocierała łzy
kuchenna szmatką a na środku salonu przepychali się Lou i ojciec. Na początku
wyglądało to dosyć niewinnie.
- Jak mogłeś ja uderzyć?!!
- To nie twoja sprawa smarkaczu!!!
Mój tata uderzył niebieskookiego w brzuch, tak mocno że
ten zgiął się w pół, lecz chwile później chłopak nie pozostał dłużny i walnął
go w szczękę. Nie mogłam tak stać i patrzeć jak mój chłopak i ojciec się boją,
więc wbiegłam między nich. Ostatnie co widziałam to pięść Lou przed moją twarzą
i ogromny ból...