23.
Było południe a ja nadal leżałam i myślałam. Powoli
wszystko zaczęło do mnie docierać. ,,Może jednak powinnam z nimi
porozmawiać?". Moje rozmyślania przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu, ściszyłam
muzykę i odebrałam.
- Słyszałaś? - krzyknęła do słuchawki Alice.
- Nie...co się stało? - Alice zawsze wiedziała wszystko
jako pierwsza i znała najnowsze i najświeższe ploteczki.
- Podobno u Amandy stwierdzono zaburzenia psychiczne czy
coś w tym stylu i odesłali ja do psychiatryka na leczenie.
- A co z procesem? Ma przecież zarzut za próbę
zabójstwa...
- Nie wiem...może po leczeniu odbędzie się proces albo
uznają że była niepoczytalna.
- Co? Nie może jej to ujść na sucho! Zresztą nieważne...dzięki
za info, paa.
- Pa.
Rozłączyłam się i usiadłam na łóżku. ,,Czas porozmawiać z
rodzicami", usiadłam, wstałam i zeszłam na dół, moja rodzicielka krzątała
się w kuchni a tata siedział w salonie oglądając jakiś mecz. Weszłam do dużego
pokoju i zapytałam ojca:
- Możemy porozmawiać?
- Tak, jasne - sięgnął do pilota i wyłączył telewizor -
Kochanie chodź tutaj!
Z kuchni przyszła moja mama i usiadła koło taty.
- Więc? - zapytałam.
-Więc...
- Jak to się stało że przez 16 lat mojego życia, nie
interesowaliście się nim aż tu nagle przeprowadziliście się żeby...żeby mieć z
nim kontakt?
- Selly nawet nie wiesz jak to jest żyć z świadomością że
gdzieś tam żyje twój syn i nie wiedzieć jak się ma, czy wszystko u niego w
porządku...
- Racja...nie wiem jak to jest bo to nie ja zrobiłam
jakiejś obcej kobiecie bachora! Czemu wcześniej mi nie powiedzieliście?!
- Skarbie - zaczęła mama- nie wiedzieliśmy jak, przez
całe życie żyłaś w świadomości że jesteś jedynym dzieckiem w naszym życiu a tu
takie coś...
- Tato, jak mogłeś zdradzić mamę?
Nastała bardzo długa chwila ciszy.
- To już nie twoja sprawa! - wstał gwałtownie z kanapy.
- Uspokój się Marcel! - tym razem krzyknęła moja mama -
Córciu, mamy nadzieje że pokochasz...a przynajmniej polubisz Zayna.
- Ja już go kocham...jakim prawem on wiedział a ja nie?!
Nie odpowiedzieli.
- Mamo, ja na twoim miejscu nie wybaczyłabym mu...że
pieprzył się z jakąś dziwką!
- Wynocha stąd! - krzyknął mój ojciec podszedł i uderzył
mnie w policzek.
Spojrzałam na niego z nienawiścią i wybiegłam biorąc po
drodze torebkę i jakąś jeansową kurtkę. Zadzwoniłam po Lou żeby po mnie
przyjechał. ,,Jak on mógł mnie uderzyć?!". Po pięciu minutach czekania na
rogu ulicy podjechało czarne auto, wsiadłam do środka i przywitałam się całusem
z Louisem.
- Selly, czy coś się stało?
- Kochasz mnie?
- Oczywiście że tak! - załapał mnie za rękę nadal
prowadząc.
- Chcesz zrobić ze mną coś szalonego?
- Z tobą zawsze - mówił spokojnym i kojącym głosem.
Wyciągnęłam telefon i kazałam mu jechać pod wskazany
adres. Podjechaliśmy pod salon tatuaży. Wysiedliśmy i spojrzeliśmy na wielki
napis "TATUOS".
- Sell, naprawdę chcesz zrobić sobie tatuaż?
- Tak!
- Nie zrobią ci go...nie masz 18 lat, ani ty ani ja.
- A właśnie że mam - wyciągnęłam z portfela fałszywe
dowody, moje i Louisa.
- Skąd je masz?
- Od Bliar, zrobiła mi je. To co chcesz to ze mną zrobić?
- Jasne! - podszedł i lekko musnął moje usta swoimi.
Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy na ścianach pełno
malowideł i szablonów z różnymi tatuażami, za ladą nikogo nie było, stanęliśmy
więc i czekaliśmy. Po kilku minutach z
pokoju obok wyszedł potężny mężczyzna z brodą i niebieskim irokezem, na twarzy
miał pełno kolczyków a ręce całe w tatuażach, na szyki miał...obroże z
kolcami?. ,,Hmm, typowy punk".
- Słucham? - jego głos był równie potężny jak on.
- Chcielibyśmy zrobić sobie tatuaże.
- Dowodziki są?
- Tak - podałam mu nasze fałszywe dowody, serce zaczęło
mi szybciej bić ale facet tylko je obejrzał i oddał.
- Zaczekajcie tu chwile.
Punk zniknął w pokoju obok a ja spojrzałam na Lou.
- Zdenerwowany?
- Trochę...a ty?
- Bardzo! Podobno niemiłosiernie boli.
- Ale mnie pocieszyłaś - zaśmialiśmy się - Co chcemy
sobie wytatuować?
- Wiesz myślałam nad kłódką i kluczem, ja bym miała
kłódkę a tu klucz - uśmiechnęłam się ciepło i odgarnęłam z jego twarzy
niesforny kosmyk.
- Świetny pomysł - objął mnie w pasie i przysunął do
siebie i zaczął składać pocałunki na moich ustach.
Jęknęłam cicho z zadowolenia.
- A gdzie je zrobimy? - zapytał, przestając mnie na
chwile całować i patrzała na mnie tymi niebieskimi oczami.
- Hmm, co powiesz żeby zrobić na biodrze?
- Biodrze mówisz? Dobrze...
Przysunęłam się wtedy bliżej Louisa i pocałowałam go,
lecz po krótkiej chwili przerwał nam facet z niebieską szczotką do kibla na
głowie.
- Gotowi?
- Tak - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Weszliśmy do pokoju obok i usiedliśmy na skurzanych fotelach,
chwile później przyszła też dziewczyna z różowymi włosami, tunelami w uszach i
ogólnie z kolczykami na twarzy, ubrana była w czarna skurzane spodnie, białą
bluzkę i skurzaną kamizelkę a na nogach miała 20 centymetrowe szpilki.
- Jakie chcecie tatuaże?
- Ja chciałam kłódkę na biodrze a Lou klucz.
- Też na biodrze?
- Tak - odpowiedział Lou.
Jakąś godzinę później tatuaże były już gotowe, lecz nie widzieliśmy ich jeszcze. Poszliśmy do
kasy i zapłaciliśmy, następnie wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
Będąc w samochodzie
zżerała mnie ciekawość jak wyglądają tatuaże.
- No pokaż mi go - nalegałam
- Później...teraz mam inne rzeczy do roboty jak na
przykład prowadzenie auta, chyba nie chcesz żebym spowodował wypadek, co?
- Przesadzasz . A tak w ogóle gdzie jedziemy?
- Niespodzianka.
- Nie cierpię niespodzianek - burknęłam pod nosem i
skrzyżowałam ręce na piersiach jak małe dziecko.
Przez całą drogę czułam jeszcze szczypanie tatuażu.
Super ♡♥♥♥♡ ;***
OdpowiedzUsuńŚwietny :D :P
OdpowiedzUsuń