5.
... mój tata. Gdy doszedł do samochodu zapytał tylko:
- Gdzie mama?
- Jest jeszcze na komisariacie, załatwia jakąś papierkową
robotę - odpowiedziałam.
- Ok.
Mój ojciec zachowywał się dziwnie, był trochę
zdenerwowany i niecierpliwy. W końcu przyszła mama i wsiedliśmy do samochodu,
prosto z parkingu pojechaliśmy do domu.
Weszłam do mojego pokoju, spojrzałam na zegarek była
godzina 24:42. ,,Fajnie mam jeszcze niecałe siedem godzin na zrobienie lekcji,
wykapanie się i położenie spać". Gdy już wzięłam prysznic zeszłam jeszcze na
dół napić się czegoś, w kuchni zobaczyłam rodziców lecz gdy tylko weszłam oni
umilkli. Dopiero wtedy zobaczyłam że mój tata jest w potarganej koszuli i cały
brudny.
,,Dziwne, na parkingu tego nie zauważyłam"
- Tato co ci się stało?
- Nie powinnaś już spać?! - prawie krzyknął .
- Przyszłam się tylko napić wody.
- Już dobrze Marcel, uspokój się - powiedziała mama.
Wzruszyłam ramionami i poszłam na górę, spakowałam się i
położyłam do łóżka. Jeszcze chwile przed zaśnięciem myślałam o nowo poznanej
dzisiaj Alice.
Obudziłam się parę minut po siódmej. Byłam strasznie
zmęczona lecz wstałam ubrałam się w jeansy i dosyć luźny t-shirt a włosy u
czesałam w roztrzepany kok założyłam trampki i zeszłam na dół lecz nikogo nie
było, wzięłam tylko jabłko i ruszyłam do szkoły. Gdy weszłam do budynku czułam
się dziwnie obserwowana, uczniowie szeptali miedzy sobą jednak szłam dalej
holem aż dotarłam pod moja klasę, od razu podbiegła do mnie uśmiechnięta Alice.
Była ubrana w zwiewną ciemną sukienkę i buty na obcasie, a jej brązowe włosy
lekko opadały na ramiona.
- Wiesz cała szkoła o tobie mówi krążą rożne plotki, że
jesteś zamieszana w zabójstwo albo sama kogoś zabiłaś - powiedziała roześmiana.
- Ale skąd te plotki? - odpowiedziałam oburzona.
- Gdy zabierali cie z pod szkoły uczniowie zaczęli
zmyślać i opowiadać innym dlaczego cie zgarnęli - usłyszałam głos Niall'a.
- Ale przecież oni nie znają prawdy! - krzyknęłam a
uczniowie na korytarzu zwrócili głowy w moją stronę.
- No już dobrze uspokój się - powiedziała Alice.
Zadzwonił dzwonek.
- Choć Sell, usiądziesz dzisiaj ze mną - powiedziała
Alice ciągnąc mnie w stronę klasy.
Szczerze to nie zauważyłam wcześniej że jest ze mną w klasie. Gdy juz
usiadłam wiedziałam ze wszyscy się na mnie gapią. Do klasy wszedł spóźniony
Niall, popatrzał w moją stronę i zasmucił się. ,,No tak wcześniej siedziałam z
nim w ławce." Po czterech godzinach lekcji nadszedł czas na lunch, nie
miałam ochoty jeść w szkole wiec postanowiłam pójść na miasto. Przy drzwiach od
szkoły zatrzymała mnie Alice.
- Hej idziesz na
lunch? - zagadnęła.
- Tak, wybieram się na miasto coś zjeść.
- Mogę iść z tobą?
- No pewnie -odpowiedziałam z uśmiechem.
Gdy wyszłyśmy poza teren szkoły nagle ktoś zatrąbił,
szybko się odwróciłyśmy . Był to Zayn.
- Hej kochanie, zjemy dzisiaj razem lunch? - krzyknął.
- Chciałabym ale umówiłam się już z Sell - odparła.
- Jak chcesz.
Zanim ruszył spojrzał się na mnie groźnym wzrokiem i
odjechał.
Gdy czekałyśmy w knajpce na nasze wegetariańskie taco
(Alice oczywiście nie była wegetarianką ale postanowiła nie jeść przy mnie
mięsa) zagadnęłam Alice.
- Zayn mnie chyba nie lubi.
- Nie martw się, mało kogo lubi.
- Aleś mnie pocieszyła - powiedziałam chichocząc.
- Spokojnie w końcu się do ciebie przekona, wiesz on chce
być takim szkolnym ,, Bad Boyem".
Po tych słowach wybuchłyśmy śmiechem.
- Wiesz wychodzi mu... a tak w ogóle jak zaczęłaś się z
nim umawiać?
- To długa historia...a wiesz kto cie lubi lubi?
- Kto? - zapytałam zaciekawiona.
- No oczywiście ja, Niall i Louis.
- Louis, serio? - prawie oplułam Alice wodą - Przecież on
trzyma taki dystans i wydaje się niedostępny.
- No tak, chociaż zbytnio tego nie okazuje to cie lubi.
- Heh fajnie, a właśnie nie widziałam go dzisiaj w
szkole, co z nim?
- Nie wiem, Zayn nie chciał mi nic powiedzieć.
Zapadła krępująca cisza.
- A skoro była mowa o dystansie...to Niall chyba zbytnio
go nie zachowywuje co?
- Haha no w sumie racja ale jest miły. - odpowiedziałam.
- On jest bardziej taki nachalny a poza tym dzisiaj
zrobiło mu się smutno gdy z tobą usiadłam. Był tez odrobinę zazdrosny -
powiedziała zaś chichocząc.
- No wiesz, siedziałam z nim w pierwszym dniu szkoły ja
się mu nie dziwie że był smutny.
- Uuu...ale żeby być tez zazdrosnym?
Wtedy przyszła kelnerka z naszym zamówieniem. Gdy
zjadłyśmy taco to pośpiesznym krokiem wracałyśmy do szkoły aby się nie spóźnić
na lekcje. Po drodze Alice wypaliła chyba z dwa papierosy.
Po dwóch godzinach w szkole byłam już kompletnie
wyczerpana, ale na szczęście były to juz moje ostatnie lekcje. Gdy wyszłam z
budynku Alice właśnie odjeżdżała na motorze z Zaynem a mi został powrót do domu
autobusem. Czekając na przystanku podjechał do mnie znajomo czerwony motor - to
był Louis. Zatrzymał się na przystanku i ściągnął kask. Jego włosy nadal były postawione
do góry a kask ich nie zniszczył,
ciekawe jakiego używa żelu? Z zamyśleń wyrwał mnie głos Lou.
- Podwieźć cie do
domu?
- No jeżeli to nie problem...
- Wsiadaj - powiedział podając mi kask. Jak tylko
usiadłam i objęłam go w pasie ruszył szybko. Gdy jechaliśmy drogą zdałam sobie
sprawę ze uwielbiam jeździć na motorze, ale gdyby tylko zobaczyła mnie mama
miałabym przechlapane. Zsiadając z motoru pod moim domem odpięłam kask i
oddałam Louisowi, uśmiechnęłam się tylko i ruszyłam w stronę drzwi. Gdy weszłam
do środka nadal nikogo nie było, wzięłam więc długą i odprężającą kąpiel
(prawie zasypiając w wannie) a później zjadłam coś i odrobiłam lekcje.
Padłam do łóżka, byłam tak strasznie zmęczona ze prawie
od razu zasnęłam. Zasypiając dostałam jeszcze sms'a od Alice ,,W piątek jest
impreza, idziesz?". Nie wiedziałam czy iść więc zerknęłam tylko na godzinę,
było późno ,,Ciekawe gdzie są rodzice? Dlaczego jeszcze nie wrócili?" po
czym odłożyłam telefon i zasnęłam nie odpisując Alice.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz