piątek, 14 czerwca 2013

Pobudka.

2. 
   Obudziłam się o 11:23. Poleżałam jeszcze trochę aż wkońcu zmusiłam się do wstania. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na śniadanie. W kuchni nikogo nie było, pomyślałam więc ze rodzice jeszcze śpią. Wzięłam płatki nasypałam trochę do miski i poszłam po mleko. Na lodówce wisiała karteczka ,,Pojechaliśmy na zakupy, będziemy około 13:00. Kocham Cię Mama ;*". Wzięłam karton mleka, który okazał się pusty więc dałam sobie spokój z śniadaniem. Poszłam na góre wzięłam telefon ubrałam buty i wyszłam na świeże powietrze. Szłam w stronę miasta. Po drodze mijałam samochody, ludzi i domy. Gdy szłam chodnikiem zobaczyłam małą grupkę chłopaków, nieprzejmując się tym przeszłam obok nich słysząc komentarze ,,Te kicia!", ,,Ale dupcia!", ,,Ślicznotko przyłącz się do nas!". Jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi i iść dalej, jednak jeden z nich złapał mnie za łokieć i pociągnął do grupki. Byłam trochę zdezorientowana. Nagle jeden z nich powiedział:
- Te kotek, jesteś tu nowa? Nie widziałem cie tu jeszcze...
-Tak jestem nowa, masz z tym jakiś problem? - powiedziałam ostro.
- Te kotek, spokojnie.
- Nie nazywaj mnie kotek!!! Mam na imię Selly... 
- Ach Selly, bardzo mi miło - powiedział sarkastycznie i się ukłonił.
Chciałam już odejść, wtedy jego koledzy zatorowali mi drogę. 
- A ty dokąd? - spytali.
Nie miałam drogi ucieczki, właśnie w tym momęcie jeden z nich złapał mnie za tyłek. Odwróciłam się i przywaliłam mu z całej siły pięścią prosto w nos...usłyszałam chrupnięcie i polała się krew. Jego koledzy próbowali mnie złapać ale im uciekłam. Gdy już byłam dość daleko rozejrzałam się dokoła i okazało się ze byłam już w mieście. Wtedy spojrzałam na swoją trochę bolącą rękę i zobaczyłam krew, zresztą trochę już zaschniętą. Niewiele myśląc wytarłam rękę o spodenki i poszłam dalej. Zaczęłam szukać biblioteki, pytałam nawet ludzi gdzie mogę znaleźć bilbioteke lecz nikt nie wiedział. ,,Fajnie duże miasto i ani jednej biblioteki!". Poszłam dalej szukając knajpki z jakimś żarciem. O 12:33 siedziałam w knajpce ,,Wega - ryż" i czekałam na moje zamówienie. ,,Boże kto tak nazywa knajpki?". Wkońcu przynieśli moje zamówienie. Zjadłam, podziękowałam i zapłaciłam. Wychodząc z knajpki zadzwoniła mama:
- Hej kochanie, ja juz jestem w domu. A ty gdzie jesteś?
- Wyszłam na miasto poszukać biblioteki i przy okazji coś zjadłam.
- Aha ok. Wróć do domu przed 18:00.
- Ok. Paa.
Rozłączyłam się i pomyślałam że skoro nie znalazłam biblioteki to mogę wracać. Szłam już w stronę mojego domu gdy nagle ktoś uderzyła mnie w ramie. Krzyknęłam:
- Ej, koleś uważaj!!!
- Sorki, nie chciałem - powiedział ze skruchą w głosie.
Spojrzałam na niego i okazał się wysokim blądynem z niebieskimi oczami.
- Dobra, nic się nie stało.
- Usłyszałem przypadkiem ze szukasz biblioteki i pomyślałem że mogę ci pomóc...
- Wiesz gdzie jest biblioteka? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Ja nie, ale mój kolega...Hej Lou wiesz gdzie jest biblioteka, prawda?
Ze sklepu wyjrzał ten sam chłopak co wczoraj podwiózł mnie swoim motorem.
- O widzę że znowu się spotykamy - powiedział Louis z swoim chytrym uśmieszkiem na twarzy.
- To ty ją znasz i mi nic nie mówiłeś?! - powiedział oburzony blądyn.
- Haha - zaśmiał się Lou - Tak wczoraj ją poznałem gdy błąkała się sama w pobliżu parku więc ją podwiozłem...
- Ekh... - odkaszlnęłam.
- A tak...Sell to jest Niall, Niall to jest Sell.
- Miło mi - powiedziałam. 
- Mnie również - odrzekł Niall
Podaliśmy sobie ręce i staliśmy chwile skrepowani ciszą aż w końcu Louis powiedział:
- Mówisz że szukasz biblioteki??
- Yhm...Tak, ale nie umiem jej znaleźć.
- Chcesz mogę cię tam zaprowadzić.
- Bardzo chętnie - opowiedziałam.
Już mieliśmy iść kiedy Niall powiedział:
- Pójdę z wami!
- Stary nie musisz, a poza tym wejź jedzenie i idź do chłopaków i powiedz że się trochę spoźnie.
Szliśmy wolnym tempem i w ciszy. Pomyślałam że dam jakiś temat do rozmowy.
- Czemu nie jesteś na motorze?
- A bo skoczyliśmy z chłopakami ze szkoły na lunch i się nie opłacało.
- Aham.
- Będziesz chodzić do naszej szkoły?
- Yhm, chyba tak. 
- Do której klasy?
- Jeszcze nie wiem.
- Aha.
Szliśmy tak jeszcze chwile zanim Louis stanął i powiedział:
- To tutaj.
- Dzięki.
Zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu i po chwili zapytał:
- Co ci się stało w rękę? 
- A nic, po prostu rano kroiłam ogórka i się przecięłam - skłamałam.
- Nie potrzebujesz plastra albo coś? Czemu wyszłaś z domu nie naklejając plastra?
- Nie wiedziałam ze będzie tak krwawić...a w ogóle to mała ranka i juz się prawie zagoiła.
- Aham. Ok, do zobaczenia! - spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem i odszedł.
- Paa! - krzyknełam za nim - I jeszcze raz dzięki!
Obróciłam się i weszłam do szarego budynku. Poszłam do góry i natrafiłam na drzwi z Napisem ,,BIBLIOTEKA". Weszłam do środka i skierowałam się na dział z fantastyką. Gdy przechodziłam między regałami zobaczyłam ciekawą ksiązke. Wzięłam ją do reki, siadłam na ziemi i zaczęłam czytać.
Nagle poczułam że ktoś mnie szturcha, otworzyłam oczy i zobaczyłam starszą siwą panią w długiej spódnicy i bluzce z krótkim rękawkiem.
- Przepraszam, chyba trochę przysnęłam.
- Nic się nie stało słonko dosyć często się to zdarza, ale już zamykamy bilbioteke.
- Ah, dobrze juz idę. Dowidzenia!
- Dowidzenia słonko! - usłyszałam za sobą.
Wyszłam z budynku, na dworze było ciemno a na dodatek padało. Postanowiłam że pobiegnę szybko do domu to może mniej zmoknę.Gdy weszłam do przedpokoju cała mokra, mama zapytała:
- Dziecko gdzieś ty była?! I jak ty wyglądasz?!
- No poszłam do biblioteki i tam trochę przysnęłam.
- Trochę? Jest juz po 21!! Dzwoniłam do ciebie ale ty oczywiście masz wyciszony telefon! Wiesz jak ja się martwiłam?!?!
- No to długo mają otwartą bilbiotekę...
- Młoda damo, nie pyskuj mi tu! Jazda się kapać i do łóżka!!
- Ale mamo...
- Żadnego ale...już!!!
,, No to nieźle się wkurzyła". Poszłam szybko do pokoju po drodze zabierając ciasteczka które leżały na stole. Wzięłam ciepły prysznic i ubrałam się w piżamę. Gdy padłam do łóżka zaczęłam jejść ciasteczka. Wyjęłam telefon z kieszeni moich spodenek i zobaczyłam ze jest rozładowany. ,,Pewnie dlatego nikt nie mógł się do mnie dodzwonić". Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam spać.

1 komentarz: