18.
...już naciskał na spust gdy nagle zadzwonił telefon.
Zayn wyciągnął i odebrał.
- Hej Louis - powiedział z chytrym uśmieszkiem - A wiesz
musiałam wyjść odwieść taką bardzo pianą dziewczynę - próbował powstrzymać się
od śmiechu - Aha, okey do zobaczenia - i się rozłączył.
Coraz ciężej mi się oddychało a obraz był bardziej
zamazany niż kilka minut temu, ale nie mogłam zemdleć, musiałam zachować
świadomość.
- No więc dokończmy to co zaczęliśmy - mówił z
nienawiścią w głosie.
Nie mogłam nic odpowiedzieć, łapałam nerwowo powietrze
żeby móc tylko oddychać. Po chwili zobaczyłam broń kilka centymetrów od mojej
głowy i szczęśliwego bruneta. Pomyślałam o całym moim życiu. Chłopak już miał
nacisnąć na spust gdy w oddali zobaczyłam światłą - chyba reflektory od auta, Zayn
zobaczył na mojej twarzy radość bo odwrócił się gwałtownie, po czym uciekł do
auta i w pośpiechu odjechał. Natomiast ja zaczęłam głośno krzyczeć, powoli
traciłam przytomność, ostatnie co widziałam to wysiadającego z auta chłopaka i
dziewczynę.
Gdy się obudzałam zobaczyłam szary zamszowy sufit i
skórzane siedzenia - byłam w aucie, podniosłam się szybko. Leżałam z tyłu a za
kierownicą siedział Louis a na miejscu pasażera Alice. Bardzo się ucieszyłam.
- O widzę że śpiąca królewna obudziła się ze snu - zażartował
Lou.
- Och Selly, tak się martwiłam, jak dobrze że nic ci nie
jest - powiedziała brunetka z troską w oczach i uśmiechem na twarzy.
- Jak mnie znaleźliście? - to było pytanie na które
najpierw chciałam znać odpowiedź.
- Gdy do mnie zadzwoniłaś i usłyszałem w słuchawce szum a
potem twoje krzyki od razu wiedziałem że coś nie gra, więc spytałem Alice czy
nie wie gdzie jesteś a ona że nie i wtedy wyjęła telefon i wpisała do takiej
aplikacji numer twojego Blackberry a ta apka od razu pokazała gdzie jesteś -
powiedział chłopak za jednym wydechem.
- Noo, Lou jechał chyba z 200 km/h - powiedziała Alice
żartobliwym głosem.
Nie wiedziałam co powiedzieć lecz po krótkiej chwili wydukałam
tylko ,,Dziękuję" i skuliłam się na siedzeniu nie odzywając się. Przez
całą drogę analizowałam to co się stało następne pół godziny temu. Gdy już
prawie dojechaliśmy do mojego domu Alice zadała jeszcze jedno pytanie:
- Wiesz kto cie porwał?
Nie mogłam jej powiedzieć przy Louisie, to jego
przyjaciel, zrujnowałoby to go a poza tym czy uwierzyli by mi?
- Nie, nie widziałam kto to był.
- Trzeba zawiadomić policję - powiedziała Alice z powagą
na twarzy.
- Po co? To pewnie tylko jakiś głupi żart chłopaków z
imprezy.
- Głupi żart? Kpisz ze mnie? Mało co się tam nie
udusiłaś! Wiesz co by się stało gdybyśmy przyjechali kilka minut później?!
Wiesz?! Albo gdybym nie miała tej aplikacji?! - wykrzyczała dziewczyna.
Pierwszy raz widziałam Alice w takim stanie, zatkało
mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Kilka minut później samochód zatrzymał się,
wysiadłam a razem ze mną Lou, Alice została w aucie. Brunet odprowadził mnie
pod okno.
- Mogę o coś spytać? - zagadnął.
- Tak, jeśli nie jest to związane z porwaniem...nie chce
o tym gadać.
- Hmm, ok...czemu wchodzisz przez okno?
- Hah, no bo wymknęłam się na tą imprezę, cały czas mam
szlaban.
- Rozumiem...taka z ciebie ,,Bad Girl".
Zaśmiałam się i wpatrywałam w jego niebieskie oczy i go
przytuliłam.
-Jak dobrze że cie mam - wyszeptałam a z moich oczu
poleciały łzy.
- Ja tez się cieszę...jesteś dla mnie ważna, bardzo ważna
- powiedział i otarł moje łzy z twarzy.
Westchnęłam, tak bardzo nie chciałam wypuszczać go z
uścisku.
- Teraz pewnie marzysz tylko o tym żeby zwinąć się w
kłębek w swoim łóżku.
,,Czy on czytał mi w myślach?"
- Tak i to bardzo, ale jeszcze bardziej nie chce
wypuszczać cię z uścisku.
- Ja ciebie też, ale nie możemy stać tak całą wieczność.
- Ale dlaczego? - mówiłam spoglądając na niego.
Chłopak zaśmiał się tylko i pocałował mnie w czoło,
następnie pomógł mi wejść do pokoju. Pożegnaliśmy się i poszłam wsiąść
expresowy prysznic, następnie zwinęłam się w kłębek w swoim łóżku i próbowałam
zasnąć ale przez długie godziny powracały wspomnienia z minionego wieczoru,
zasnęłam dopiero nad ranem. Miałam
straszne koszmary.
Gdy się obudziłam słońce było wysoko na niebie,
popatrzyłam na zegarek, wskazywał 15:04. Wstałam i przeciągnęłam się,
przejrzałam się w lustrze, pod oczami miałam straszne wory ,,Nie wiem czy
jakikolwiek korektor to zakryje". Wtedy dopadło mnie dziwne uczucie że o
czymś zapomniałam, tak zapomniałam o samochodzie rodziców, pewnie i tak już
zauważyli i się wszystkiego domyślili a teraz siedzą pewnie na dole źli i
wymyślają dla mnie kolejną karę czekając aż wstanę. Gdy zeszłam na dół w mojej
piżamie w panterkę i poczułam pod bosymi stopami ziemne kafelki, rozejrzałam
się lecz nikogo nie było, nawet nie zostawili karteczki. Nigdy wcześniej się
nad tym nie zastanawiałam ale trochę strasznie siedzieć w tak wielkim domu.
Wzięłam tylko kubełek lodów czekoladowych i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam
drzwi i zaczęłam oglądać filmy zajadając się słodkościami. Leżałam tak w moim łóżku
i leżałam, dzwonił ktoś do drzwi lecz to zignorowałam i gdy rodzice pukali i
chcieli wejść porozmawiać to tez to zignorowałam i nie odzywałam się a telefon
miałam wyłączony. Nie chciałam z nikim gadać. Przez następny tydzień nie
wychodziłam z pokoju, nie byłam nawet w szkole, byłam przybita. Odwiedziła mnie
Alice ale jej tez nie otworzyłam drzwi i z nią nie gadałam. Odwiedził mnie
również psycholog ale i on nic nie wskórał. Po prostu leżałam i oglądałam
filmy. Nastała przerwa świąteczna a za oknem zaczął padać śnieg. Miałam wolne
od szkoły i od problemów. Z pokoju wychodziłam tylko do kuchni po jedzenie i
tylko wtedy gdy nie było rodziców. Leżąc w łóżku tak kolejny dzień, nagle
zauważyłam że za oknem coś się poruszyło, wystraszyłam się...powoli wpadałam w
paranoje ale wstałam, podeszłam do okna i zobaczyłam...
____________________________________
Kochani zajrzyjcie tutaj we wtorek (24.12.2013) to czeka na was miła niespodzianka! ;)
Świetny rozdział. Już się nie mogę doczekać wtorku. :D ^^
OdpowiedzUsuń