22.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana, Amanda dziwnie się
zachowywała. Nagle dziewczyna zaczęła się przybliżać a ja powoli się cofałam.
- Wiesz Selly, nigdy cie nie lubiłam… od samego początku,
kiedy tylko tu przyjechałaś, ale… ale z czasem TO przerodziło się w nienawiść!
– mówiła a my przybliżałyśmy się w stronę urwiska – Prawie codziennie myślałam
jak się ciebie pozbyć, wynajęłam nawet Zayna żeby cię zabić ale głupek się nie
spisał, wczoraj dodałam ci do drinka ekstazy, żebyś niczego nie pamiętała a ja
mogłabym w końcu Si ciebie pozbyć! Ale ty oczywiście przyczepiłaś się do
Louiska! A teraz ten spacer spadł mi jak grom z jasnego nieba… w końcu mogę się
ciebie pozbyć! – na jej twarzy było widać wielkie szczęście i radość.
,,Ona jest chora psychicznie! To niemożliwe że przez tak
długi czas to planowała i tak świetnie to ukrywała, nic nie dała po sobie poznać.”
- Za co mnie tak nienawidzisz? Czemu mi to robisz? – wiedziałam
ze za chwile dojdziemy do urwiska, ale musiałam wiedzieć.
- Co, myślisz sobie że przyjeżdżasz do naszego miasta i
od razu stajesz się popularna i super fajna, wszyscy cię lubią, sądzą że jesteś
ładna i masz wielu przyjaciół, ciekawe życie i najlepszego chłopaka na świecie!
Wiesz ile ja lat na takie coś pracowałam?! No wiesz?! Praktycznie od zawsze… już
prawie wyszłam z własnego cienia, ale wtedy pojawiłaś się ty! To ja tu miałam
być gwiazdą i być mega popularna… przez tyle lat byłam szarą myszką i miałam
tego dość!
- Więc chodzi tylko o popularność i Louisa?
- Kochałam go odkąd się poznaliśmy, praktycznie od
dzieciństwa! A ty mi go zabrałaś! Nienawidzę cię!
- Jesteś stuknięta! Idź się leczyć! Nie zabrałam ci go bo
on nigdy nie był twój!
- Nienawidzę cię! – krzyknęła i próbowała mnie zepchnąć
ale ja stawiałam opory.
Szarpałyśmy się i z każdą minutą było mi coraz ciężej,
ona była naprawdę silna. Obejrzałam się za siebie, już wiedziałam jaki głębokie
jest to urwisko i jak wysoko się znajdujemy. Moje piety wystawały już poza
krawędź urwiska, czułam że zaraz zlecę, wiedziałam że to już koniec.
Nagle napieranie ze strony Amandy ustało i dziewczyna
upadłą na ziemie. Przed sobą zobaczyłam Zayna trzymającego w reku kamień.
Brunet podszedł do mnie i przytulił.
- Zayn… ja nie rozumiem – stałam sztywna jak struna i
byłam w szoku.
- Cii, już spokojnie… jesteś bezpieczna, wszystko będzie
dobrze.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Gdy tylko zauważyłem że cię i Amandy nie ma to zacząłem
was szukać… i znalazłem.
- Ale wytłumacz mi! Przecież chciałeś mojej śmierci,
dlaczego mnie uratowałeś?
- To skomplikowane.
- Nie zwódź mnie!
- No dobrze… Wiesz dlaczego przeprowadziłaś się z
rodzicami do tego miasta?
- No tak, rodzice dostali tu prace… ale co to ma do rzeczy?
- Ma i to dużo, bo nie z tego powodu się tu
przeprowadziliście, tylko ze względu na mnie.
- Nadal nic nie rozumiem…
- Twój tata jest też moim tatą – mówiąc to patrzał mi
prosto w oczy, wiedziałam że mówił prawdę.
- Co? To niemożliwe! Przecież tata nigdy by nie zdradził
mamy! Za bardzo ją kocha i w ogóle twój tata prawie mnie potrącił a ty mnie
nienawidziłeś i – mówiłam całkiem chaotycznie aż nagle chłopak mi przerwał.
- To było wiele lat temu, zanim się urodziłaś, jestem rok
starszy od ciebie… a to był mój przybrany ojciec.
- A co z nienawiścią do mnie?
- Fakt, na początku cię nie lubiłem ale z czasem gdy
dotarło do mnie to że jesteśmy rodzeństwem… pokochałem cię, stałaś się moją
małą siostrzyczką…
- Chyba już nie taką małą co? – roześmiałam się.
- No tak, ale za wszelką cenę chciałem cie chronić i gdy
tylko dowiedziałem się że Amanda ma wobec ciebie nieciekawe zamiary,
postanowiłem zdobyć jej zaufanie i cie ochronić… dlatego zachowywałem się tak w
stosunku do ciebie. Przepraszam.
- Nie musisz przepraszać, zrobiłeś to by mnie chronić –
przytuliłam go jeszcze mocnej.
- Moja mam wie?
-Tak.
Po tych słowach opanował mnie gniew, byłam zła. ,,Jak
mogli mi nie powiedzieć?!”
- Powiemy wszystkim? – zapytałam.
- Zdecydowanie tak – uśmiechnął się szeroko – Zadzwonię
po resztę i policje.
Był bardzo kiepski zasięg ale Zaynowi się udało.
Niespełna godzinę później Amandę zabierała policja a ja wtulałam siew Louisa,
Alice mnie pocieszała, Liam nadal chodził zmartwiony, Niall chciał wypytać o
wszystko Zayna a on… załatwiał coś z policjantami.
- Czyli jesteście rodzeństwem? – spytała Alice.
- Na to wygląda.
- Ta Amanda jest chora psychicznie! – odezwał się Lou.
- Jakim cudem nikt z nas nie zauważył jaka z niej suka? –
spytał Liam.
- No cóż, mam nadzieje że teraz już wszystko się ułoży.
- Ja też mam taką nadzieję – odpowiedział Louis, całując
mnie w czoło.
Dwie godziny później, gdy byliśmy już w domku,
postanowiliśmy wszyscy razem że wrócimy już do domów bo i tak już nikt nie miał
na nic humoru i ochoty.
Żegnając się ciepło z chłopkami i dziewczynami, poszłam
powoli w stronę drzwi wejściowych, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka,
poczułam zapach pierników. Gdy weszłam do salonu zauważyłam rodziców siedzących
pod kocem zajadających ciasteczka.
- Córeczko! – wykrzyknęli i podbiegli mnie przytulić.
- Mamo, tato… ja wiem.
- Ale co wiesz? – spojrzała na mnie rodzicielka pytającym
wzrokiem.
- Że mam brata.
Na twarzach rodziców malował się szok i przerażenie.
- My… my wiedzieliśmy że się dowiesz ale nie teraz i nie
w taki sposób i że dowiesz się tego od NAS… my chcieliśmy ci powiedzieć.
- Ja też byłam w szoku, myślałam że tata cie kocha i to
bardzo i że mnie nie kłamiecie… a my tak po prostu się przeprowadziliśmy się o
niczym mi nie mówiąc, myślałam że zostawiam moich przyjaciół, byłego chłopaka i
część rodziny po to żeby nam się lepiej żyło… a wy tak po prostu mnie okłamaliście
i to nie tylko tej sprawie! Myślałam że
gorzej już być nie może! – wygarnęłam im i czułam że z każdą chwilą mój gniew
jeszcze bardziej wzrasta więc poszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi,
włączyłam muzykę na fula i położyłam się na łóżku. Myślałam o całym moim życiu.
Słyszałam pukanie rodziców ale jeszcze nie ochłonęłam i nie byłam gotowa na tą rozmowę.
Świetny rozdział.... ciekawe co będzie dalej. Pozdrawiam i czekam na następną część. :D :* ;)
OdpowiedzUsuńKocham twoje opowiadania <3 .... czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Życzę weny.
OdpowiedzUsuń