8.
Obudziłam się w szpitalu, po chwili szybko się
poderwałam. Przy mnie stała pielęgniarka a na krześle siedział Lou. Gdy
pielęgniarka wyszła podszedł do mnie Louis, cały czas milcząc dopiero po
dłuższej chwili odezwał się:
- Jak się czujesz?
- No w sumie ok, tylko trochę mnie boli głowa i ramie.
- Wiem że boli, ta rana kłuta... Lekarze szybko ją
odkazili i ta ranę na czole...Jeszcze te pobicie w klubie...
Mówił tak nieskładnie.
- No zdarza się.
- Co się w ogóle stało?
- Więc gdy wyrzucono mnie z klubu... - i tak
opowiedziałam mu całą historie. Gdy skończyłam opowiadać Louis siedział chwile
cicho aż nagle wybuchł.
- Jak mogłem do tego dopuścić?! - i walnął ręką w stolik
tak mocno że aż rozciął sobie rękę.
- To nie twoja wina, sama pakuje się w kłopoty.
- Powinienem za tobą od razu pójść i w razie czego ci
pomóc, gdyby tylko coś poważnego ci się stało...
- Ale nic mi takiego nie jest - uspokajałam go
pośpiesznie
- Czemu od razu nie poszłaś po pomoc tylko stanęłaś do
walki z dwoma facetami?!
- Nie mogłam zostawić Niall'a a w ogóle co z nim?
- Byłem u niego ale jest jeszcze nieprzytomny .
- Oby nic poważnego mu się nie stało...
- Oby...
- Idź do pielęgniarki niech ci opatrzy tą rękę.
- Dobrze.
- Aha i zawołasz jeszcze lekarza? Chce z nim porozmawiać.
- Ok. A tak propo gdy straciłaś przytomność zadzwoniłem
jeszcze po policje i zgarnęła tych dwóch typków, odpowiedzą za to co zrobili.
- To dobrze.
Gdy Lou wyszedł rozejrzałam się po sali i zauważyłam
metalową tackę, zrzuciłam jedzenie i przejrzałam się w niej. Miałam fioletowe
miejsca na twarzy i szwy i prawie wszystko miałam opuchnięte.
- Wyglądasz fatalnie - powiedział ktoś, spojrzałam w
stronę drzwi i zobaczyłam siwiejącego mężczyznę z brodą i wąsem który był w
białym fartuchu.
- Jestem dr. Kunszt - i wyciągnął rękę w geście
przywitania.
- Miło mi - jednak nie podałam ręki - czy jest mi coś
poważnego?
- Nie chyba nie wykonaliśmy ci już większość badań ale
nie wszystkie, nie masz wstrząsu mózgu ale trochę martwi mnie ta rana kłuta.
- Która godzina?
Doktor spojrzał na zegarek i odpowiedział:
- Jest 23:18,a co?
- Nie, nic chcę wypisać się na własne żądanie.
- Nie możesz...
- Mogę! Musze! Nic mi nie jest!
- Ja bym jednak nalegał aby...
- Nie obchodzi mnie to! Nie zgadzam się! - krzyknęłam
obsesyjnie.
- Dobrze uspokój się, już idę po papiery Selly.
Pokiwałam głową. Kiedy lekarz wyszedł odłączyłam się od aparatury
i zaczęłam się ubierać. Gdy byłam już gotowa i czekałam na papiery wszedł Louis
z zabandażowaną ręką.
-I co z ręką?
- Nic tylko ja sobie rozciąłem.
- To dobrze ze nic ci nie jest...
- Yhm
- A moja mam wie że...?
- Że jesteś w szpitalu? A skąd, nie ma tu jeszcze twojej książeczki
zdrowia ani karty, papierów nic nie ma.
- To dobrze.
- To dobrze? - spojrzał na mnie pytająco wyglądał też na trochę
wściekłego. - Czy ty sobie ze mnie żartujesz?! Bez twojej karty mogli odmówić
ci leczenia!
- Ale nie mogli odmówić pomocy. Moja matka nie może się o
niczym dowiedzieć.
- Ciekawe jak to zrobisz, Sell masz polowe fioletowej i napuchniętej
twarzy i szwy, bandaż na ręce jak chcesz żeby...?
- Nie martw się
dopilnuje żeby nie zauważyła.
- No skoro tak mówisz...
- Czy nie odwiózł byś mnie do domu? - zapytałam
nieśmiało.
- No pewnie ze tak.
- Ale najpierw odwiedzimy Niall'a
- Dobrze.
Wtedy do sali weszła pielęgniarka z papierami, wzięłam je
i zaczęłam wypełniać. Gdy wszytko było gotowe mogłam już wyjść. W drodze na
parking odwiedziliśmy Niall'a, był nieprzytomny cały w bandażach i miał kroplówkę
a twarz miał strasznie napuchniętą. Usiadłam koło niego, zaczęłam szlochać i przepraszać.
Chwile potem jeszcze posiedziałam w
ciszy a łzy spływały mi po policzkach. Louis nic nie mówił. Wychodząc spytałam pielęgniarki
co z nim będzie? Pielęgniarka powiedziała tylko tyle że stan jest stabilny i
czekają na prześwietlenie klatki
piersiowej bo jest możliwość połamania żeber. Obiecałam że jutro go odwiedzę i
ruszyliśmy na parking.
Stojąc pod moim
domem zastanawiałam się jak niepostrzeżenie wejść do domu bo jest już po
północy a mama pewnie jest zła że nie odbieram telefonu.
- Dzięki za wszystko - powiedziałam do Lou.
- Nie ma za co, szkoda ze nie pojawiłem się trochę
wcześniej, może skończyło by się to inaczej...
- Może...
- Może to ja bym teraz leżał w szpitalu zamiast ciebie.
Spojrzałam na niego, wydawał się taki spokojny i opanowany.
- Dobrze ze nas znalazłeś- powiedziałam próbując się uśmiechnąć
ale miałam tak opuchniętą twarz że pewnie wyglądało to pokracznie. ,,Mam
nadzieje ze opuchlizna zejdzie mi do poniedziałku bo inaczej nie będę mogła pokazać
się w szkole". Gdy chciałam już odejść Lou zbliżył się do mnie i pocałował w
policzek, później szepnął mi do ucha ,,Przepraszam. Gdybym cie stracił albo coś
by ci się stało nie wiem co bym zrobił." Stałam jak osłupiała i zanim
coś z siebie wydobyłam on juz odjechał.
Wchodząc do domu starałam się być jak najbardziej cicho. Na dole nikogo nie
było ,,Może mama juz śpi". Weszłam
do kuchni i wzięłam sobie mrożone warzywa z lodówki i poszłam do góry. W pokoju
stanęłam przed lustrem wyglądałam strasznie i byłam wyczerpana, patrząc na siebie
zauważyłam pełno krwi na sukience rękach i butach ,,Trzeba będzie to wyprać
albo odkupić Alice". Zdjęłam sukienkę, założyłam piżamę i położyłam się
spać z mrożonymi warzywami na twarzy żeby nie mieć tak wielkiej opuchlizny.
Świetnie tu u Ciebie ! ;)
OdpowiedzUsuńhttp://oh-and-ah.blogspot.com/
Dzięki :)
Usuń